ABC świata obligacji korporacyjnych

opublikowano: 17-04-2016, 22:00

Przybywa ofert dłużnych papierów korporacyjnych dostępnych dla inwestorów indywidualnych. Należy jednak pamiętać, że obligacja to nie lokata bankowa

W czwartek 14 kwietnia rozpoczęły się zapisy w publicznej emisji obligacji Alior Banku. W 2016 r. była to już 10. oferta dłużnych papierów korporacyjnych dostępnych dla inwestorów indywidualnych. Pula 150 mln zł, które chciał pożyczyć bank kontrolowany przez PZU, została wykupiona już pierwszego dnia.

To już czwarty taki przypadek w tym roku, na sześć zamkniętych lub trwających ofert obligacji, w których o przydziale decydował termin zapisu. W pozostałych dwóch ofertach doszło do redukcji zapisów, choć jedna z tych dwóch emisji wymagała przedłużenia. Od początku 2016 r. spółki pożyczyły już w ofertach publicznych 420 mln zł.

Trwają oferty Ghelamco Invest, Getin Noble Banku i PCC Rokita o wartości 110 mln zł. W publicznych ofertach papierów dłużnych nie ma podziału na transze dla instytucji i inwestorów indywidualnych. Popyt generują jednak ci ostatni. Np. w ofercie jednego z windykatorów o wartości kilkudziesięciu milionów złotych wziął udział tylko jeden fundusz inwestycyjny, kupując papiery za 800 tys. zł. Podobnie było w Aliorze. Już o godz. 8 rano klienci korzystający z systemu internetowego zgłosili zapotrzebowanie na obligacje o wartości 40 mln zł.

Nie ma gwarancji

Inwestorów indywidualnych do obligacji korporacyjnych przyciąga niewątpliwie oprocentowanie, wynoszące obecnie około 5 proc. To z grubsza dwa razy więcej, niż mogą uzyskać z lokat bankowych lub obligacji skarbu państwa. Należy jednak pamiętać, że lokaty są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny do kwoty 100 tys. EUR, a niewypłacalność państwa to rzadkość.

Z długiem korporacyjnym jest zdecydowanie inaczej. Niektóre emisje obligacji dotyczą co prawda papierów „zabezpieczonych”, czyli takich, w których gwarancją zwrotu długu jest np. wpis na hipotekę, zastaw na maszynach czy na innym aktywie emitenta lub poręczenie. Przykłady takich spółek jak teleinformatyczny Milmex, deweloperskie Gant czy Religa Development pokazują jednak, że zabezpieczenia bywają raczej mocno iluzoryczne.

Obligacje Religa Development zapadły pod koniec 2013 r. Spółka upadła jeszcze w 2012 r., a niedawno obligatariusze dostali po niespełna 200 zł z każdego 1 tys. zł pożyczonego spółce. W polskich realiach i tak byli szczęściarzami. Wiele to mówi o jakości wycen zabezpieczeń. Problemem jest jednak także konstrukcja instytucji administratora zabezpieczenia.

Najczęściej zostają nimi kancelarie prawne, ale płaci im emitent obligacji. W rezultacie, gdy dojdzie do problemów z wypłacalnością emitenta, motywacja administratora do aktywnych działań na rzecz wierzycieli spółki maleje z dnia na dzień. Wskazówką dotyczącą jakości emitentów mogą być dla inwestorów oceny agencji ratingowych.

To nic innego jak szacunki prawdopodobieństwa spłaty zadłużenia. W podstawowym zakresie analizy bywają streszczane na stronach agencji (Fitch) lub bezpłatnie udostępniane po zalogowaniu (Fitch i Moody’s). Należy jednak pamiętać, że za ratingi płacą emitenci, których one dotyczą. Stawki agencji są zaś takie, że w praktyce ratingiem mogą pochwalić się tylko największe polskie spółki.

W tegorocznych ofertach publicznych są to Alior i Getin Noble Bank. A przecież również pozostali emitenci to firmy niemałe jak na polskie warunki. Świadczy o tym choćby to, że wszystkie tegoroczne oferty publiczne oparto na prospektach emisyjnych zatwierdzonych przez KNF. W latach ubiegłych było sporo emisji publicznych bazujących na tzw. memorandum informacyjnym.

To furtka prawna pozwalająca emitentowi pożyczyć niewielkie kwoty bez pracochłonnej procedury, a jednocześnie wyjść poza krąg 149 inwestorów, którym można złożyć propozycję zakupu obligacji w ramach oferty publicznej. Pewnym wsparciem w zakresie oceny wiarygodności kredytowej emitentów prospektowych, ale niemających ratingów służy Noble Securities. Na stronie tego biura maklerskiego są cyklicznie publikowane raporty o sytuacji kredytowej spółek publicznych, których obligacje były oferowane za jego pośrednictwem.

Procentowy przelicznik

Wnioski z analiz Fitcha, Moody’s czy Noble Securities mogą być pomocne nie tylko w trakcie ofert publicznych. Obligacje korporacyjne można kupować na giełdzie. Są tam również instrumenty emitowane przez samorządy, dystrybuowane w ofertach prywatnych lub publicznych dostępnych wyłącznie dla inwestorów instytucjonalnych.

W 2015 r. przeprowadził taką np. Cyfrowy Polsat. Mimo że nominał jego obligacji wynosi 1 tys. zł, minimalny zapis musiał opiewać na równowartość 100 tys. EUR. Na giełdzie tego problemu już nie ma. Decydując się na inwestycję giełdową, należy jednak pamiętać o specyfice transakcyjnej rynku papierów dłużnych.

Obligacje nie są wyceniane w złotych, ale w procentach. Wycena procentowa zawiera nie tylko wartość nominalną, ale również odsetki należne za każdy dzień okresu odsetkowego, w którym transakcja zostanie rozliczona — czyli dwa dni po przeprowadzeniu transakcji. Z uwagi na to, że zysk z inwestycji w obligacje jest zasadniczo z góry znany — odpowiada oprocentowaniu — wahania kursu giełdowego są zazwyczaj niewielkie.

Wycena papierów na poziomie 102-103 proc. jest już wysoka. Jeżeli z emitentem nie dzieje się nic złego, raczej nie spada też poniżej 97-98 proc. Od każdej reguły są jednak wyjątki. Część papierów dłużnych Warszawy wyceniana jest na około 120 proc. To efekt niskich stóp procentowych, przy których nawet taka wycena długoletnich obligacji o stałym oprocentowaniu 6,45 proc. jest atrakcyjna dla kupujących.

Natomiast w wakacje 2012 r. obligacje znanej z rynku napojów Oshee Polska spadły niemal do połowy wartości nominalnej, co można było odczytać jako zwiastun bankructwa. W październiku 2012 r. firma, zgodnie z obietnicą, wykupiła papiery, dając 100 proc. zarobku tym, którzy kupili je na giełdzie kilka miesięcy wcześniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane