Agencja rozwoju wróci do korzeni

Ministerstwo skarbu chce uzbroić ARP w finansowy oręż na wypadek drugiej fali kryzysu

5 mld zł — tyle, łącznie z kosztami finansowymi, miała Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) na działania antykryzysowe w 2009 r. Firmy niechętnie jednak korzystały z jej wsparcia — wzięły tylko 339 mln zł. Mimo to resort skarbu myśli o reaktywacji programu. Na wypadek drugiej fali kryzysu.

Innowacja i restrukturyzacja

Jeszcze w tym miesiącu do Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) trafi nowelizacja strategii ARP z października 2011 r. — Agencja powinna jeszcze mocniej niż do tej pory angażować się w projekty innowacyjne i być aktywnym inwestorem w gospodarce, ale pełni też funkcje rządowego podmiotu odpowiedzialnego za restrukturyzację firm, być może więc powinna wrócić do programu wsparcia firm — czegoś w rodzaju 5 mld bis — mówi jeden z informatorów „PB”.

Ani MSP, ani agencja nie ujawniają szczegółów nowej strategii. Według informacji „PB”, resort skarbu wspiera innowacyjne działania ARP (takie jak komercjalizacja grafenu) czy plan zaangażowania się w budowę fabryki wież wiatrowych w Szczecinie, ale myśli też o przelewaniu części pieniędzy z Funduszu Reprywatyzacyjnego albo odpisu prywatyzacyjnego, który obecnie ARP otrzymuje na działania związane z pomocą publiczną dla firm, na fundusz restrukturyzacji, dzięki któremu agencja mogłaby pożyczać pieniądze firmom albo wchodzić w biznesowe projekty, ale wyłącznie na zasadach komercyjnych. To jeden z elementów programu zwanego roboczo 5 mld bis, choć trzeba pokreślić, że jego kwota zostanie dopiero określona.

— To bardzo ciekawy plan. Pieniądze, które są dziś w puli na pomoc publiczną, mogą być przez ARP wydane po uzyskaniu akceptacji Komisji Europejskiej. Jednak wydawanie przez nią decyzji trwa tak długo, że zanim dojdzie do faktycznego udzielenia pomocy, mija wiele miesięcy, więc nie jest ona skuteczna — komentuje Arkadiusz Krężel, szef rady nadzorczej Boryszewa, były prezes ARP.

Na wszelki wypadek

Komu resort skarbu i ARP chcą oferować pomoc — na razie nie wiadomo.

— Minister skarbu woli mieć na półce finansowy program wsparcia dla przedsiębiorstw i go nie użyć, niż zderzyć się z nowym kryzysem, nie będąc na niego przygotowanym — twierdzi nasze źródło. Eksperci uważają, że pieniądze mogą się przydać.

— Polskie banki pożyczają pieniądze od spółek matek, które mają siedziby w różnych krajach Europy i które coraz mocniej dotyka kryzys finansowy. Istnieje więc obawa, że akcja kredytowa banków matek będzie ograniczona, co utrudni uzyskanie finansowania w bankach w Polsce, a wówczas pieniądze z ARP mogą okazać się niezbędne dla sprawnego funkcjonowania wielu polskich firm — mówi Arkadiusz Krężel.

— Ważne jednak jest to, by rządowa agencja pomagała nie tylko dużym państwowym firmom, ale także małym i średnim — podkreśla Marek Dietl, ekspert gospodarczy z Instytutu Sobieskiego. Chodzi o to, by o przyznawaniu wsparcia dla firm decydował rachunek ekonomiczny, a nie widzimisię polityków.

— W Skandynawii funkcjonują fundusze państwowe udzielające wsparcia firmom, ale pod warunkiem, że projekt, w który wchodzą, jest komercyjny i że będzie rentowny — dodaje Marek Dietl.

Tańszy pieniądz

Czy tym razem zainteresowanie pieniędzmi z ARP będzie większe niż w przypadku poprzedniego programu?

— Poprzedni program był za drogi. Był to swego rodzaju „przekładaniec marży”. BGK emitował kosztowne obligacje gwarantowane przez skarb państwa, ARP pożyczała uzyskane dzięki nim pieniądze, dodawała własną marżę i pożyczała pieniądze firmom na bardzo restrykcyjnych warunkach. Trudno więc się dziwić, że zainteresowanie programem było niewielkie. Jeśli w nowym programie będą dostępne pieniądze z prywatyzacji, koszt pieniądza od ARP powinien być niższy, więc w efekcie więcejfirm może być nim zainteresowanych — uważa Arkadiusz Krężel. Jego zdaniem, ARP powinna także wchodzić w projekty biznesowe.

— Grupa Boryszew chce inwestować w złoża surowców w wielu regionach świata. Bardzo pomaga nam Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ale jeśli rządowa agencja weszłaby w projekt — symbolicznie — na 2-3 proc., stanowiłoby to uwiarygodnienie działalności grupy w wielu państwach — dodaje Arkadiusz Krężel.

Wiele wskazuje na to, że chętnych do współpracy z ARP nie zabraknie. Pojawia się jednak pytanie, jak na nowy program wsparcia zareaguje Komisja Europejska. Z poprzedniego wzięła pod lupę pożyczki udzielone przez ARP Stoczni Remontowej Nauta i stoczni Crist. Obie firmy kupiły na aukcjach organizowanych przez agencję część majątku Stoczni Gdynia. Rafał Baniak, wiceminister skarbu, zapewnia jednak, że obie transakcje „były czyste”, a pożyczek udzielono na zasadach rynkowych.

Droga pomoc

Po klęsce programu pomocy publicznej dla stoczni ARP coraz rzadziej angażuje się podobne programy dla polskich firm. Chętniej udziela wsparcia na zasadach komercyjnych. Program z 2009 r. kierowany był tylko do dużych i średnich przedsiębiorstw dotkniętych kryzysem, głównie z sektorów: zbrojeniowego, koksowniczego, kolejowego i nowoczesnych technologii oraz dotkniętych skutkami powodzi. Wsparcie mogły otrzymywać tylko firmy rentowne, program nie był skierowany na ratowanie bankrutów. Nie spotkał się on jednak z zainteresowaniem przedsiębiorców, bo finansowanie ARP było dla nich zbyt drogie. Agencja najpierw sama pożyczała „na procent” pieniądze, a później odpożyczała je firmom, doliczając własną marżę. Na pożyczki albo zakup obligacji firm zagrożonych kryzysem miała 3,5 mld zł, a koszty finansowe zostały oszacowane na 1,5 mld zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Agencja rozwoju wróci do korzeni