Budżet państwa wisi w chmurze

opublikowano: 21-11-2019, 22:00

Dobrze pamiętamy wykorzystaną przez PiS w kampanii wyborczej triumfalną deklarację premiera Mateusza Morawieckiego i przejściowego ministra finansów Jerzego Kwiecińskiego, że pierwszy raz od 1989 r. projekt budżetu państwa nie przewiduje deficytu.

W konstytucyjnym terminie 30 września 2019 r. wpłynął do Sejmu obszerny pakiet, który otrzymał wspólny numer druku 3829. Poza ścisłą ustawą z załącznikami (łącznie to 610 stron) objął uzasadnienie, strategię zarządzania długiem i plan mianowań urzędników, a nawet rozpisanie wydatków w układzie zadaniowym. Art. 1 ustawy zawierał przepis nieznany w całej III RP: „5. Ustala się, że na dzień 31 grudnia 2020 r. nie wystąpi deficyt budżetu państwa”. Dochody i wydatki zaplanowano identycznie — po 429,5 mld zł. Wraz z upływem kadencji o północy 11/12 listopada cały ogromny pakiet stał się jednak prawną makulaturą, chociaż fizycznie nie zniknął — wisi w proceduralnej chmurze. Wrześniowa wersja trafiła do sejmowego archiwum zgodnie z zasadą dyskontynuacji, podobnie zresztą jak pakiet innych rządowych projektów ustaw. Ostatni został zarejestrowany 30 października, czyli już grubo po wyborach, pod numerem 3858.

Stary rząd ogłosił projekt budżetu 2020 bez
deficytu, nowy chce to utrzymać za wszelką cenę.
Zobacz więcej

Stary rząd ogłosił projekt budżetu 2020 bez deficytu, nowy chce to utrzymać za wszelką cenę. Fot. Adam Chełstowski

Wszystkie projekty mogły uzyskać nowe życie 12 listopada, zaraz po złożeniu przez posłów ślubowania i wyborze marszałka. Mógł je wnieść do Kancelarii Sejmu nawet jeszcze… stary gabinet, któremu powierzono administrowanie. A tym bardziej nowy, zaprzysiężony 15 listopada. Tak się jednak nie stało, projekty z końcówki kadencji czekają na ułożenie się nowych resortów oraz formalne potwierdzenie, nawet gdyby nie nastąpiła zmiana jakiegokolwiek słowa. W zdecydowanie trudniejszej sytuacji znalazł się projekt budżetu. Nie tyle ze względu na zmianę ministra finansów, w końcu pałeczkę płynnie przejął Tadeusz Kościński, dotychczasowy wice. Ważniejsze są problemy z zebraniem wspomnianych 429,5 mld zł dochodów, ponieważ kilka grubych pozycji zostało we wrześniu wpisanych z sufitu, przy założeniu szybkiego przeforsowania koniecznych ustaw. Wynik wyborów z 13 października zmienił jednak budżetowe okoliczności, przy czym nie chodzi tylko o Senat. Także wewnątrz rządowej większości w Sejmie wybuchł spór o zniesienie limitu 30-krotności składki na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, wart około 7 mld zł. Premier Mateusz Morawiecki na razie trwa doktrynalnie przy deficycie zerowym, ale kreatywna księgowość jednak ma granice…

Interesujący staje się wątek dotrzymania budżetowego kalendarza. Konstytucja RP nakłada na rząd obowiązek wniesienia projektu budżetu do 30 września, ale zarazem otwiera furtkę „W wyjątkowych przypadkach możliwe jest późniejsze przedłożenie projektu”. Bez wątpienia takim przypadkiem jest zmiana kadencji parlamentu. Nigdzie nie zostało jednak uregulowane, czy za punkt startowy procedury uznać wspomniany już 30 września, czy jakiś nowy termin, raczej nie do osiągnięcia w listopadzie. Nie wiadomo zatem, kiedy upłynie termin ukończenia przez parlament budżetu i przedłożenia ustawy prezydentowi do podpisu — standardowo 31 stycznia 2020 r., czy nadzwyczajnie dopiero około 31 marca… Dla finansów państwa tak naprawdę ważny i sztywny jest jeden termin — prawdziwy już projekt ustawy budżetowej na 2020 r. musi wpłynąć do Sejmu do sylwestra. Wszystko jedno, z deficytem sztucznie zbitym księgowo do zera czy jednak urealnionym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu