Dilerzy kruszców weszli na wojenną ścieżkę

  • Anna Pronińska
04-05-2012, 00:00

Na dynamicznie rosnącym rynku handlu złotem dynamicznie rośnie też konkurencja. Efekt? Wojna cenowa.

Bolączką przedsiębiorstw zajmujących się handlem złotem była niska rentowność. Sytuacja może się pogorszyć, bowiem wśród dilerów rozgorzała wojna cenowa. Jedno z naszych źródeł twierdzi, że tylko w I kw. marże spadły o 1-3 pkt. proc. Kto zaczął cenową rywalizację?

Winnego oczywiście nie ma: duzi graczewskazują na mniejszych, ci — na największych.

— Zauważyliśmy wojnę cenową. Rynek nasyca się dostawcami. W efekcie spadają ceny. Skorzystają na tym klienci — mówi Rafał Wojda, wiceprezes ds. sprzedaży Mennicy Wrocławskiej, należącej do Grupy Trinity.

Spółka, zajmująca się obrotem metalami szlachetnymi (głównie złotem, srebrem i brylantami), powstała, gdy zaczęła rosnąć popularność inwestycji alternatywnych.

— Nowi gracze o krótkim stażu, chcąc zaznaczyć obecność, decydują się na obniżenie marży. Nie mają niczego innowacyjnego do zaproponowania, kopiują sprawdzone rozwiązania i starają się je wdrożyć taniej. To znana praktyka nie tylko w naszej branży — mówi Filip Fertner, członek zarządu Inwestycje Alternatywne Profit. Jego zdaniem, końcowy odbiorca wcale nie musi na tym zyskać, bo wraz z marżą spadnie poziom usług. Do wojny nie chce przyłączać się Grupa Mennice Krajowe (GMK), sprzedająca pod marką Mennica Skarbowa.

— Celem takich rozgrywek jest zdobycie najwyższego miejsca na rynku pod względem ilości sprzedanego złota.

Jednak odbywa się to kosztem marży i rentowności. Wojna cenowa może doprowadzić do bankructw mniejszych podmiotów. Jeśli do tego dojdzie, marże wrócą do normalnych poziomów — mówi Bartłomiej Knichnicki, prezes GMK.

Rafał Wojda szacuje, że na naszym rynku działa około 10 ogólnopolskich firm handlujących kruszcami. Jednym ze sposobów utrzymania marż jest zakup kruszców bezpośrednio z mennic. — Trzeba mieć minimalnie 20 mln zł miesięcznego przychodu, by można było rozmawiać bezpośrednio z producentami — dodaje Piotr

Wojda, wiceprezes ds. logistyki Mennicy Wrocławskiej. Drugim sposobem jest optymalizacja kosztów transportowych.

— Dzięki temu marże mogą być dwa razy większe — twierdzi wiceprezes. Mennica Wrocławska rozpoczęła proces przekształcania się w spółkę akcyjną. Celem jest warszawski parkiet — duży lub mały. Decyzje mają zapaść do połowy roku.

— Duża giełda jest wyznacznikiem prestiżu. Jeśli na nią się zdecydujemy, zadebiutujemy w 2013 r. Chcemy upublicznić firmę, by stała się bardziej rozpoznawalna — mówi Rafał Wojda.

Kapitał od inwestorów przyda się na rozwój sieci sprzedaży i produktów.

— Mamy siedem oddziałów własnych [koszt otwarcia jednego to około 100 tys. zł — przyp. red.] i 250 partnerskich [placówki bankowe — red.]. Plan rozwoju zakłada otworzenie ośmiu placówek własnych w kraju. Dużą część pieniędzy z GPW przeznaczymy na ekspansję zagraniczną — mówi Rafał Wojda. Mennica zamierza w tym roku co najmniej potroić przychody wobec 85 mln zł osiągniętych w 2011 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Dilerzy kruszców weszli na wojenną ścieżkę