Dla wielu firm peerelowska przeszłość wciąż jest balastem

  • Dorota Czerwińska
opublikowano: 06-11-2014, 00:00

Firma z tradycjami — to brzmi dumnie. Czy jednak tradycja rodem z PRL jest dobra, czy też firmy działające w minionym ustroju wciąż kojarzą się z niemiłą obsługą, kolejkami i biurokracją?

„Puls Biznesu” postanowił to sprawdzić. Na nasze zlecenie firma ARC Rynek i Opinia przeprowadziła ankietę wśród tysiąca Polaków.

Dobra i zła historia

Badanych zapytano, w jaki sposób długa historia i tradycja firmy wpływają na postrzeganie jej produktów i usług. Okazuje się, że wieloletnia obecność na rynku jest bardzo dużym atutem. Dla prawie 77 proc. ankietowanych takie przedsiębiorstwa są bardziej wiarygodne. Kobiety i mężczyźni są w tej sprawie zgodni, a różne pokolenia Polaków też są podobnego zdania (81 proc. respondentów w wieku 45-54 lata i 75 proc. 18-24-latków). Zakorzenienie firmy w przeszłości negatywnie oceniło jedynie 4,5 proc. respondentów.

— Badanie pokazuje, że wyższą ocenę uzyskują firmy, które mają korzenie. To naturalne, że tradycyjne, często rodzinne przedsiębiorstwa, które działają na rynku od lat, kojarzą się nam z uczciwością, dobrym zarządzaniem, a co za tym idzie — jakością — uważa Eryk Mistewicz, twórca strategii marketingowych.

A jak są postrzegane firmy, których tradycja jest związana z upadłym systemem: PKN Orlen, Poczta Polska, PKP, Państwowe Porty Lotnicze, PZU, PKO BP? Dawni monopoliści, molochy kojarzone z komuną i starą władzą, mierzą się ze swoim wizerunkiem i walczą o nowy od wielu lat. Czy mocna pozycja w czasach PRL jest dla nich atutem, czy balastem?

Wciąż źle kojarzone

Ponad połowa ankietowanych (55 proc.) uważa, że dawne PRL-owskie giganty zmieniły się na lepsze, ale aż 45 proc. twierdzi, że wciąż są takimi samymi molochami jak kiedyś. Co ciekawe, wiek badanych nie ma istotnego wpływu na odpowiedzi. Dobre zdanie o zmianach, jakie przeszły dawne państwowe przedsiębiorstwa, ma 56 proc. osób w grupach wiekowych 18-24 lata i 25- -34 lata, ale także 52 proc. 55-64-latków.

— To bardzo słaby wynik. Prawie połowa ankietowanych nie wierzy w zmiany, jakie zaszły w tych przedsiębiorstwach przez ostatnie 25 lat. Moim zdaniem, wpływa na to negatywna ocena ich prywatyzacji. Dlatego nie pomaga nawet rebranding, który przeszło wiele z nich — komentuje Eryk Mistewicz. Jego zdaniem, większość osób po czterdziestce oceniłoby CPN dużo lepiej niż jego następcę — PKN Orlen.

— To kwestia nostalgii, tęsknoty za starymi czasami, które dla tych osób były po prostu latami młodości — dodaje ekspert.

Głęboko w PRL-u

Również Andrzej S. Nartowski z Polskiego Instytutu Dyrektorów twierdzi, że obraz wielufirm to pokłosie niedokończonych lub źle przeprowadzonych transformacji.

— W niektórych firmach wciąż żywa jest mentalność PRL. Wydaje im się, że nadal są monopolistami, do których klient i tak musi przyjść. Z drugiej strony, PZU czy PKO BP to nowoczesne firmy, które przynoszą duże zyski. Osoby starsze zawsze jednak będą je kojarzyły z obowiązkowymi ubezpieczeniami lub książeczkami mieszkaniowymi — mówi Andrzej S. Nartowski.

Zdaniem Jacka Sochy, wiceprezesa PwC, ocena zmian, jakie zaszły w dawnych PRL- -owskich molochach, to cenzurka dla rządzących za szybkość i jakość polskiej transformacji.

— Wiele z tych przedsiębiorstw to molochy, które zostały wykreowane w nowej Polsce. Nie dla wszystkich jest zrozumiałe, jak zostały sprywatyzowane i jak działają — komentuje Jacek Socha. Podkreśla, że przy prywatyzacji wielu z nich popełniono błędy.

— Przykładem może być Ruch, który wszedł na giełdę nieprzygotowany i musiał zostać sprzedany taniej. Poczta Polska dopiero od trzech lat przechodzi zmiany, tak jakby nikomu dotychczas nie przeszkadzało, że jest reliktem przeszłości. Podobnie jest z PKP. Niektóre PRL-owskie molochy są odporne na zmiany, często za sprawą związków zawodowych i polityków. Państwo nie demonopolizuje rynku w sposób wyraźny. Przemiany w wielu spółkach idą zbyt wolno. To właśnie ocenili ankietowani — podsumowuje Jacek Socha.

Państwowych molochów pozytywne przypadki

Klient traktowany jak intruz, nieefektywne zarządzanie w dziesiątkach departamentów przy wykorzystaniu archaicznych procedur, produkty odstające od konkurencji i wizerunek przestarzałego molocha — z tym przez lata kojarzyły się największe polskie firmy. Nie była to niesprawiedliwa ocena, ale krok po kroku się zmieniały, nadrabiając zapóźnienia, a w ostatnich latach proces znacząco przyspieszył i widać efekty. Dziś to PZU i PKO BP wyznaczają rynkowe standardy, stacje PKN Orlen są nowoczesne, porty lotnicze i dworce kolejowe przestały być

miejscem, z którego wychodzi się z ulgą, dojeżdża się do nich czystymi pociągami, a placówki pocztowe przestały być nieprzyjaznymi urzędami. I choć polscy giganci są na różnych etapach drogi do nowoczesności, to każdy z nich już ma ogromne doświadczenia. Metamorfoza gigantów jest ekstremalnie trudna — trzeba przełamać wieloletnią niechęć pracowników do walki konkurencyjnej, wynikającą z przekonania, że „byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy najwięksi na rynku”.

Trzeba też przestawić całą organizację na myślenie, że to klient i jego potrzeby są najważniejsze, a dokonać tego przebijając się przez nieefektywną strukturę zarządzania. Jestem przekonany, że doświadczenie osób, które stoją za tak trudnym procesem zmian, może być inspiracją dla wszystkich przedsiębiorców, dlatego serdecznie zapraszam na organizowaną przez „Puls Biznesu” debatę.

Tomasz Siemieniec

redaktor naczelny „Pulsu Biznesu”

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu