Gotowi do walki z resztą świata

Emil Górecki
opublikowano: 23-10-2006, 00:00

Do końca 2006 r. powinien zakończyć się proces restrukturyzacji hutnictwa. Czy wszystkie zakłady zdążą na czas?

Spółki, które zostały objęte programem restrukturyzacji, a nie spełnią warunków stawianych przez Komisję Europejską, mogą zostać ukarane. Jednak zarówno Ministerstwo Gospodarki, jak i przedstawiciele branży mówią zgodnie — takiego niebezpieczeństwa nie ma.

Spóźniony start

Polskie hutnictwo restrukturyzuje się już od początku lat 90. Jednak jak wykazał raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) z 2002 r., do 2001 r. praktycznie żaden z podstawowych celów postawionych przez rząd nie został osiągnięty. Raport wskazuje, że dopiero w 2001 r. rozpoczęła się konsolidacja branży.

Istotne zmiany w tej dziedzinie przyniosło wprowadzanie w życie protokołu nr 8 traktatu akcesyjnego i rządowy plan restrukturyzacji hutnictwa żelaza i stali z 2003 r. Dokumenty te zakładały, że polskie huty, które zostaną oddłużone i do końca 2006 r. staną się rentowne, nie otrzymają więcej pomocy publicznej (która jest w Unii Europejskiej zabroniona), ograniczą swoje zdolności produkcyjne w wyrobach gotowych, a także obniżą emisję zanieczyszczeń do środowiska. W razie niedotrzymania terminu Komisja Europejska (KE) przewiduje zwrot pomocy publicznej.

Programem tym objęte zostało konsorcjum Polskie Huty Stali (dzisiejszy Mittal Steel Poland) oraz siedem mniejszych hut.

Bez obaw

Ministerstwo Gospodarki uważa, że nie ma powodu, by Komisja Europejska ukarała którąkolwiek z hut objętych programem restrukturyzacji, ponieważ przebiega on zgodnie z planem.

Instytut Metalurgii Żelaza (IMŻ), który monitoruje restrukturyzację, zgadza się z opinią ministerstwa. We wszystkich spółkach przebiega ona zgodnie z zaakceptowanym przez KE planem. Wyjątkami są firmy: Technologie Buczek i Mittal Steel Poland. Pierwsza z nich została postawiona w stan upadłości, druga zaś wynegocjowała przedłużenie terminu zakończenia restrukturyzacji do połowy 2007 r.

— Trudno dzisiaj realizować wszystkie cele opracowane ponad cztery lata temu. Od czasu powstania planu restrukturyzacji bardzo zmieniła się koniunktura, zmieniły się czynniki makro- i mikroekonomiczne. Dlatego liczby zapisane w tym dokumencie mogą się nieco różnić od tych, które osiągniemy na koniec roku. Na szczęście KE jest o tym na bieżąco informowana i to akceptuje — tłumaczy dr Wojciech Szulc z IMŻ.

Bardziej konkurencyjne

Program dostosowania hutnictwa do wymogów UE wymusił najpierw prywatyzację sektora, a potem, już na właścicielach hut, m.in. gruntowną modernizację infrastruktury, co już dziś daje wymierne efekty.

— W latach 70. pracowaliśmy jeszcze na piecach martenowskich, w technologii z XIX wieku. Dekadę później — na piecach Zimmensa-Martena. Dziś pracujemy na sprzęcie i technologii nieodbiegających od nowoczesnych norm. Zarówno jakość sprzętu, jak i wyrobów jest dziś dużo lepsza — mówi Wojciech Mikołajczyk z Huty Stali Częstochowa.

Opłacało się

Wojciech Szulc z IMŻ dodaje, że na koniec 2006 r. nasze hutnictwo może nie osiągnie poziomu, na jakim jest branża w Europie Zachodniej, ale postęp i tak jest znaczny.

— Produktywność naszych hut ciągle rośnie. Żeby dogonić Zachód, po prostu potrzeba nam jeszcze trochę czasu — dodaje.

Przedstawiciele hut raczej pozytywnie oceniają zmiany, jakie się dokonały w branży w ciągu ostatnich kilku lat. Oczywiście miały one swoją cenę, ale dobra koniunktura wspomagała proces.

— Restrukturyzacja wyszła branży na dobre. Firmy są dziś przygotowane do konkurencji na światowym rynku, a te, które były nierentowne, zostały zlikwidowane. Dziś ceny sprzyjają producentom, więc można w tej branży zarabiać, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe — wylicza Wojciech Mikołajczyk.

— Mam sentyment do czasów, kiedy Polska produkcja stali była nieporównywalnie większa, ale dziś reguły określa rynek. Taka jest podaż, taki popyt — dodaje.

Było lepiej

Mimo sprzyjającego klimatu dla branży nie we wszystkich firmach panuje entuzjazm. Sławomir Michalski z Zakładu Produkcji Rur Buczek HB narzeka, że program restrukturyzacji jest dobijaniem polskiego przemysłu.

— Były masowe zwolnienia, majątki niektórych hut rozprzedawano na prawo i lewo, dziś małe huty mają trudności w konkurowaniu z wielkim Mittalem. No i straszliwa biurokracja. Ponadto do Polski napływa tańsza stal zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu — wylicza Michalski.

Wojciech Szulc uważa jednak, że to zbyt duże uproszczenie.

— Ceny wyrobów poszczególnych spółek są pochodną ich działań, cen surowca i energii oraz kosztów pracy. Intensywny proces restrukturyzacji oczywiście daje pewne przełożenie na koszty, ale jest ono chwilowe. Nie zgadzam się, że restrukturyzacja zwiększa koszty, jakie musi ponosić huta. Jest wręcz przeciwnie, choćby za sprawą redukcji zatrudnienia — analizuje Wojciech Szulc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu