Indeks VIX mówi: koniec korekty

Adrian Boczkowski
opublikowano: 27-05-2010, 00:00

Globalni gracze mają już dość

spadków, a temat europejskich

długów jest już zgrany

Wizje katastrofy gospodarczej w Europie z powodu wysokiego zadłużenia nie spędzają już snu z powiek amerykańskich inwestorów. Przynajmniej nie na tyle, by giełdowe spadki miały się znacznie pogłębić. Na parkiety zza oceanu z wielu powodów patrzy cały świat, więc korekta na GPW również powinna wygasać. Taki wniosek płynie z analizy zachowania indeksu VIX i jego korelacji z ruchami giełdowych notowań.

Bardzo niski VIX, około 10 proc. (średnia z 20 lat to około 20 proc.), to dobry sygnał zbliżającego się końca hossy. Wzrosty usypiają bowiem czujność inwestorów. Bardzo dobrze było to widać u schyłku poprzedniej hossy. Obecnie jednak mamy nową hossę, która rozpoczęła się wiosną zeszłego roku. Rozpoczęta w połowie kwietnia korekta wzrostów sprowadziła jednak WIG i WIG20 o około 10 proc. w dół, a licząc w USD — o ponad 20 proc. Wielu ekspertów spodziewa się jeszcze dużo poważniejszych spadków. Czy jest się czego bać?

Kluczową wartość VIX dla giełdowych graczy można wyznaczyć na 40-50 proc. W historii wskazywała ona odwrócenie trendu spadkowego. Po upadku Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. VIX wystrzelił do historycznego maksimum blisko 90 proc. (minimum to zero, nie ma limitu górnego). Poniżej bariery 40-50 proc. VIX zszedł na dobre na początku marca 2009 r. Wtedy też na świecie rozpoczął się rajd indeksów, kończąc paniczne spadki notowań. WIG zyskał od tamtego czasu ponad 70 proc. Powyżej 50 proc. VIX wskoczył tymczasem na początku października 2008 r., po czym warszawski indeks szerokiego rynku zanurkował o blisko 40 proc.

Obecna fala niepewności i spadków na giełdach raczej właśnie wygasa. Przedwczorajsze wkroczenie regulatora na hiszpański rynek bankowy (fuzja i pomoc dla czterech kas oszczędnościowych) oraz bojowe nastawienie Korei Północnej (ryzyko wojny jest jednak minimalne) wywołały wprawdzie w Europie wyprzedaż akcji, ale już nie w USA. VIX spadł o blisko 6 punktów procentowych., do około 32 proc. (notowania z wczorajszego popołudnia). Jeszcze przed tygodniem było to prawie 46 proc. Jeśli więc w najbliższych dniach nastrojami globalnych graczy nic mocniej nie zachwieje, to można spodziewać się dłuższego powrotu dominacji koloru zielonego na światowych parkietach. Przedsmak tego poznaliśmy wczoraj, gdy europejskie giełdy rosły po 2-3 proc.

Krytyczna wartość VIX dla końca trendu spadkowego w zakresie 40-50 proc. ma silne podstawy. Czasy się zmieniają, ale psychologia inwestowania — niewiele. Do około 50 proc. wywindował VIX zarówno strach wokół kryzysu azjatyckiego z 1997 r., jak również upadek funduszu hedgingowego Long Term Capital Management w 1998 r., a także ataki terrorystyczne z 11 września 2001 r. i skandale Enronu, Worldcom, Tyco, Global Crossing w 2002 r. Kiedy VIX się cofnął, giełdy odżyły. Dotyczyło to także GPW. Warto jednak mieć świadomość różnej podatności inwestorów na strach. Kiedy to chciwość gra pierwsze skrzypce, VIX nie wzlatuje zbyt mocno, a reakcje rynków nie są bardzo nerwowe. Tak było na przykład w 2007 i 2008 r., kiedy pękła bańka kredytów subprime, a kłopoty miały takie instytucje jak Fennie Mae i Freddie Mac czy Bear Stearns. Zagrożenie było poważne, ale VIX nie dotarł nawet do 40 proc. Tymczasem obecny kryzys w strefie euro jest większy na rynkach finansowych niż w rzeczywistości. Można mieć bowiem niemal stuprocentową pewność, że w Eurolandzie zostanie utrzymane status quo i żadnego bankructwa kraju nie zobaczymy (dbają o to MFW, EBC i kraje strefy euro). Zapoczątkowana kuracja (ograniczanie deficytów, karanie fikcyjnej sprawozdawczości) powinny być korzystne dla strefy euro. Dalsze oczekiwanie na to, że grecka choroba szybko rozleje się na inne kraje i spowoduje efekt domina, staje się coraz bardziej bezcelowe. Rynki to widzą.

Co wskazuje obecnie VIX, który wynosi około 30 proc.? To implikowana uroczniona rynkowa zmienność indeksu SP500 w kolejnych 30 dniach. Oznacza więc, że gracze spodziewają się ruchu SP w ciągu miesiąca o 2,2 proc. Przed tygodniem rynkowa wypadkowa mówiła o 3,2 proc. Patrząc na dotychczasowe wskazania VIX i ruchy indeksów, chodziło oczywiście o spadki. Prognozy dla nas były z pewnością wyższe, jako że z reguły rynki wschodzące, także Polska, wykonują ruchy o wiele mocniejsze. Ze statystycznego punktu widzenia szansa na większe zmiany SP500 wciąż istnieje. Przyjmuje się, że VIX daje 68,3 proc. prawdopodobieństwa (jedno odchylenie standardowe) na mniejszy ruch, niż wskazuje. Zawsze pozostaje jednak 31,7 proc. szans na większe zmiany. To zresztą widzieliśmy pod koniec 2008 r., gdy indeksy w miesiąc zanurkowały mocniej niż zapowiadane przez VIX 5,5 proc.

Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że obecna korekta indeksów ma się ku końcowi i nadchodzi dobra passa dla rynkowych byków. Otwartym pytaniem pozostaje jednak to, na jak długo sytuacja się ustabilizuje. Rynki nie raz już pokazały, że może być to jedynie krótki okres. Na horyzoncie do gry na spadki znajdują się wstydliwe wskaźniki zadłużenia wielu krajów, w tym USA (dług w porównaniu do PKB wcale nie jest niższy niż w peryferyjnych krajach strefy euro). Dodatkowo, przystopowanie wzrostu wielu wskaźników wyprzedzających może budzić niepokój o dalszy przebieg globalnego ożywienia i sukces koniecznych reform w gospodarkach. To jednak z pewnością zejdzie na dalszy plan, jeśli znów to chciwość, a nie strach, zacznie dominować w umysłach graczy. Gotówki gotowej budować bąble spekulacyjne jest na świecie przecież bardzo dużo.

Co to jest VIX?

Im wyższy indeks, tym większa niepewność

VIX to skrót od Volatility Index, indeksu zmienności na giełdzie Chicago Board Options Exchange (CBOE). To największy na świecie parkiet obrotu instrumentami pochodnymi. VIX opiera się o koszt zabezpieczenia przed spadkiem indeksu SP 500 przy wykorzystaniu szeregu opcji, a jego wartość w procentach określa spodziewaną przez rynek urocznioną zmianę tego indeksu. VIX jest często określany mianem "indeksu strachu", gdyż hossa usypia czujność graczy, a oczekiwania wysokiej zmienności pojawiają się w obliczu mocnych spadków. Im wyższa wartość VIX, tym większa niepewność panuje

wśród inwestorów. Skrajne wartość VIX przypadają najczęściej na odwrócenie trendu na rynku akcji — minima mogą oznaczać giełdowy szczyt, a maksima wskazują na bliskość dołka. VIX ma dużą zaletę, gdyż w przeciwieństwie do popularnych wskaźników nie opiera się na danych historycznych, ale na rynkowych oczekiwaniach, które można wyczytać z kursów opcji na indeks. W USA można zarabiać na samej zmienności, gdyż na VIX istnieją kontrakty terminowe i opcje. CBOE wylicza również indeksy oczekiwanej zmienności m.in. dla indeksu Nasdaq (VXN) i wskaźnika mniejszych spółek Russell2000 (RVX).

Na rynku złota rządzą

chciwość i strach

Marcin Mostowy

Złoto bije kolejne rekordy cenowe. Na czym oparta jest jego wartość? Jeśli weźmiemy pod uwagę zakres praktycznego zastosowania różnych metali, złoto należy zaliczyć do grupy najmniej użytecznych. Inne metale, zarówno podstawowe jak i szlachetne, główne źródło swojej wartości mają w realnych zastosowaniach przemysłowych. Jest ona, w znacznej mierze, funkcją ich użyteczności i dostępności. Rynek złota jest natomiast specyficzny. Wartość tego kruszcu jest umowna i opiera się głównie na historii, tradycji oraz dwóch podstawowych uczuciach: chciwości i strachu.

Czy coś zmieniło się od kryzysu 2008 roku? Kilka miesięcy przed upadkiem banku Lehman Brothers, złoto zanotowało historyczny rekord notowań przekraczając 1000 USD za uncję. Zbiegło się to w czasie ze szczytem na rynku EUR/USD. To właśnie osłabienie waluty amerykańskiej oraz oczekiwanie utrzymania się tego trendu kształtowało ceny złota w tamtym okresie. Wzrost cen bardzo często napędzany jest chciwością, charakteryzującą się na rynku kapitałowym większą skłonnością inwestorów do ryzyka. Była ona w tamtym okresie bardzo wysoka.

Po upadku Lehman Brothers można się było przekonać, czym jest strach. Ceny, które wcześniej wchodziły po schodach, wypadły oknem. Złoto straciło jednak stosunkowo niewiele w porównaniu do innych metali, co już wówczas można było odczytać jako dowód bardziej strategicznego, długoterminowego charakteru znacznej części inwestycji w ten metal. Rok 2009 był potwierdzeniem tej tendencji. Po raz pierwszy od 1988 r. banki centralne na świecie zwiększyły swoje zapasy złota, przełamując wieloletnią tendencję jego wyprzedaży.

Ostatnie miesiące wydają się dopełniać powyższy obraz sytuacji. Cena złota osiągnęła nowe maksimum pomimo dynamicznego umocnienia amerykańskiego dolara. Może to świadczyć o tym, że popyt na złoto jest kreowany strachem, a także obawami o przyszłą inflację, którą może spowodować powszechne ostatnio drukowanie pieniędzy, wypłacalność państw i kształt międzynarodowego systemu walutowego. Strach przeważnie powoduje spadki cen, ale w przypadku złota może działać przeciwnie. Jeśli sytuacja ekonomiczna na świecie nie uspokoi się, można oczekiwać przynajmniej utrzymania się wysokich cen tego kruszcu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy