Interrisk postawi na prywatny biznes

Towarzystwo miało apetyt na ubezpieczenie dużego państwowego biznesu. Rozpoczęta przez PZU „repolonizacja” w branży psuje mu szyki.

Plany były bardzo ambitne: Interrisk miał walczyć o ubezpieczenia największych na polskim rynku korporacyjnych czynników ryzyka w takich branżach, jak energetyka, przemysł, budowlanka czy transport. W ich realizacji miała pomóc druga co do wielkości (po PZU) pojemność ubezpieczeniowa nad Wisłą w wysokości 600 mln zł. Należące do grupy VIG Polska towarzystwo może jednak obejść się smakiem. Wszystko przez rozpoczętą w maju przez PZU „repolonizację” ubezpieczeń.

Za tym hasłem kryje się realizowany przez giganta — przy wsparciu rządu — plan przejęcia od prywatnych ubezpieczycieli polis, chroniących majątki spółek należących do skarbu państwa. Docelowo mają one ubezpieczać się w PZUW TUW — zależnym od PZU zakładzie, który działa jako towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych. Do tej pory udało mu się pozyskać kontrakty ubezpieczeniowe w takich firmach, jak PGE, LW Bogdanka czy Polska Grupa Górnicza, a ostatnio także w publicznych szpitalach.

Szansa w biznesie

Dlatego nie powinno dziwić, że Piotr Narloch, prezes Interrisku, negatywnie ocenia pomysł „repolonizacji”. W efekcie dla kierowanej przez niego firmy coraz istotniejsze znaczenie będzie miał sektor prywatny. Prezes podkreśla, że ten sektor ma większy udział w polskim PKB niż państwowy i w wyborze partnerów ubezpieczeniowych kieruje się głównie zasadami rynkowymi. Zakład szczególnie celuje w ubezpieczenia branży przemysłowej, usługowej i budowlanej.

— W ubezpieczeniach podmiotów państwowych Interrisk nadal będzie oferował do dyspozycji swój potencjał, jednocześnie stawiając na ubezpieczenie sektora prywatnego — mówi szef Interrisku. To oznacza, że Interrisk nie planuje całkowitego zerwania z rynkiem publicznym, choć zdaje sobie sprawę, że będzie trudniej o nowe kontrakty. Liczy jednak szczególnie na pojemność ubezpieczeniową, którą ma do dyspozycji.

— Żaden ubezpieczyciel w Polsce nie jest w stanie samodzielnie wziąć na siebie bardzo dużego ryzyka z uwagi na zagrożenia katastroficzne. Ryzyko powinno być w interesie wszystkich rozłożone na wiele podmiotów metodą ubezpieczeniową albo reasekuracyjną — mówi Piotr Narloch.

„Repolonizacja” to niejedyne zjawisko publiczne, z którym musi borykać się Interrisk. Kolejnym jest wolne uruchamianie funduszy unijnych z puli na lata 2014-20. Zakład jest liczącym się graczem na rynku gwarancji, dlatego spowolnienie w inwestycjach jest mu nie na rękę. — Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku, kiedy ruszą inwestycje finansowane z funduszy UE, rynek nabierze dynamiki — mówi Piotr Narloch.

Ciążą szkody w autach

Mimo problemów w tych dwóch obszarach Interrisk w tym roku dobrze sobie radzi. Podobnie jak inne towarzystwa na rynku, notuje wzrost składki. W odróżnieniu jednak od innych graczy może pochwalić się sporym zyskiem. Na koniec października było to ponad 50 mln zł (w całym 2015 r. było to 81 mln zł).

— Rezultat mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie polisy komunikacyjne, które obciążają wyniki mimo sanacji portfela, którą przeprowadziliśmy w ubiegłym roku — mówi Piotr Narloch. W ramach tej operacji zakład zmniejszył aż o 11 proc. liczbę ubezpieczanych samochodów. Jak cały rynek, podniósł także ceny. Mimo to segmentu komunikacyjnego nie udało się jeszcze wyprowadzićna prostą. W ocenie prezesa, sytuacja w casco już się stabilizuje i produkt powinien być rentowny na koniec roku. Na OC ubezpieczyciel planuje natomiast zacząć zarabiać dopiero za trzy lata.

— Analiza statystyk pokazuje, że niektóre segmenty rynku osiągają regularnie i stabilnie bardzo wysoką szkodowość, stając się niezwykle trudnymi do ubezpieczenia. Dlatego kierujemy naszą ofertę przede wszystkim do tych kierowców, którzy pokazują, że ograniczają ryzyko, i chcą mieć wyraźnie mniej szkód — tłumaczy Piotr Narloch.

Podkreśla, że Interrisk rośnie także w takich niszach, jak polisy osobowe, szkolne czy od odpowiedzialności cywilnej (niekomunikacyjnej), które stają się coraz ważniejszą częścią biznesu zakładu. © Ⓟ

Ceny OC czeka stabilizacja

Interrisk nie jest wyjątkiem na rynku, także ponosi straty na sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych. Z tego powodu zakład zdecydował się — podobnie jak inne firmy — na podniesienie cen polis. Piotr Narloch, prezes Interrisku, prognozuje, że cykl podwyżek zbliża się już ku końcowi i w połowie przyszłego roku ceny polis OC powinny się ustabilizować. Zastrzega jednak, że sytuacja może się zmienić, jeśli pojawią się nowe czynniki, które wpłyną na koszty ubezpieczycieli lub wysokość wypłacanych odszkodowań.

W takiej sytuacji podwyżki mogą potrwać dłużej i być wyższe. W ocenie prezesa, w krótkim okresie skumulowało się wiele czynników, które zwiększały obciążenia, z jakimi muszą poradzić sobie ubezpieczyciele. Suma tych kosztów spowodowała konieczność podwyższenia cen ubezpieczeń komunikacyjnych. Wśród nich wymienia m.in. upowszechnienie się udostępniana samochodu zastępczego, rosnące wypłaty za zadośćuczynienia i inne szkody osobowe i wzrost cen części samochodowych. Dodatkowo w wyniki ubezpieczycieli uderzył spadek stóp procentowych w Polsce. Według szefa Interrisku, sposobem na obniżenie składek może być też upowszechnienie rozmaitych systemów wspierających bezpieczeństwo jazdy.

— Promowanie prewencji jest jedną z najważniejszych funkcji ubezpieczeń. Na pewno nie wyczerpaliśmy tu jeszcze możliwości — mówi Piotr Narloch.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Interrisk postawi na prywatny biznes