Inwestor dla LOT-u musi poczekać

Ministerstwo skarbu zaskoczyło Indigo Partners: przedłużyło analizy i zapowiedziało, że procedury mogą potrwać dłużej niż obecny rząd. Inwestor jest zdumiony

Mamy kolejne wieści o prywatyzacji LOT-u i potencjalnym inwestorze — amerykańskim funduszu inwestującym w linie lotnicze, udziałowcy m.in. Wizz Aira. W ubiegłym tygodniu w Ministerstwie Skarbu Państwa (MSP) odbyły się w tej sprawie spotkania. Wydawało się, że resort jest „na tak”. Jednak pod koniec tygodnia z MSP wyszło do Indigo Partners pismo.

Ludzie listy piszą

Minister Andrzej Czerwiński dziękuje za zainteresowanie LOT-em, informuje, że analizuje kilka scenariuszy dla firmy, w tym sprzedaż akcji, podwyższenie kapitału i konsolidację państwowych spółek z branży lotniczej. Przypomina, że od inwestora oczekuje rozwoju hubu na Lotnisku Chopina, utrzymanie siedziby spółki w Polsce i utrzymanie marki.

Zapowiada, że ostateczny model przekształceń własnościowych muszą zatwierdzić analizy niezależnego doradcy i organów korporacyjnych spółki. Ponieważ te procesy są czasochłonne i leżą poza kompetencjamiMSP, mogą nie zostać zakończone za obecnej kadencji rządu. Wobec tego minister prosi o przedstawienie przez inwestora swojego stanowiska.

Jeszcze w piątek odpowiedział William A. Franke, partner zarządzający Indigo Partners. List MSP uważa za zaskakujący i niespójny z tym, co zapowiadali MSP, zarząd LOT-u, rada nadzorcza spółki, prawnicy i doradzający w procesie bank inwestycyjny Rothschild. Jest zaskoczony, że MSP nie odnosi się do miesięcy prowadzonych badań, negocjacji i spotkań.

Przypomina, że kwestie nazwy, hubu i siedziby zostały już ustalone we wstępnej wersji umów. Wyraża nadzieję, że MSP zdaje sobie sprawę, że LOT potrzebuje restrukturyzacji, a do tego potrzebuje kapitału i strategii. Obie rzeczy może zapewnić Indigo.

Przypomina, że alternatywą dla Indigo jest dalsze dopłacanie do LOT-u z pieniędzy podatników lub sprzedaż linii większemu rywalowi, np. Lufthansie, British Airways czy któremuś z przewoźników z Bliskiego Wschodu. Przyznaje, że wie o nadchodzących wyborach, ale — choć nie jest ekspertem w polityce — spodziewałby się po rządzie kontynuacji prywatyzacji LOT-u.

Koniec czy kontynuacja

— To było pismo w stylu „dziękujemy za zainteresowanie LOT-em, ale może innym razem”. To koniec. Minister jest filozoficznie przeciwny sprzedaży spółki zagranicznej firmie, tu nawet nie chodzi o to, że boi się podjąć taką decyzję przed wyborami — twierdzi źródło zbliżone do LOT-u.

MSP uspokaja. — MSP jest żywotnie zainteresowane pozyskaniem inwestora dla PLL Lot, co wielokrotnie podkreślało. Czekamy na analizy naszego doradcy, które pokażą, jaki scenariusz zapewni spółce rozwój, zabezpieczając jednocześnie interes skarbu państwa. Proces pozyskania inwestora musi być jednak przeprowadzony zgodnie z procedurami i będzie wymagał uzyskania niezbędnych pozwoleń korporacyjnych — brzmi oświadczenie resortu skarbu. Indigo Partners odmawia komentarza.

Trochę historii

Z informacji „PB” wynika, że w maju Rothschild rozesłał do potencjalnych inwestorów LOT-u pismo z prośbą o deklarację, czy są zainteresowani prywatyzacją polskiego przewoźnika. Jedynie Indigo Partners potwierdziło chęć zakupu pakietu. Ruszyły spotkania, które miały zakończyć się podpisaniem listu intencyjnego 16 czerwca.

10 czerwca do dymisji podali się Włodzimierz Karpiński, minister skarbu, i Rafał Baniak, wiceminister skarbu odpowiedzialny za LOT. Indigo Partners oczekiwało wyłączności negocjacyjnej do końca września, kiedy fundusz spodziewał się podpisania ostatecznej umowy. 7 lipca rano z MSP wyszła informacja, że transakcja dojdzie do skutku.

Wieczorem — że nie ma transakcji. 10 lipca MSP poinformowało zarząd LOT-u, że konieczne są dodatkowe analizy. Na początku sierpnia LOT odpowiedział, że potrzebuje pieniędzy na rozwój, a innej możliwości poza inwestorem nie ma, bo debiut giełdowy jest czasochłonny i ryzykowny. W ubiegłym tygodniu w MSP odbywały się spotkania dotyczące przyszłości LOT-u, 11 sierpnia miał zostać podpisany list intencyjny, ale 13 sierpnia minister Czerwiński wysłał opisany wcześniej list.

Ostrożnie ze srebrem

LOT łaknie pieniędzy jak kania dżdżu. — LOT jest zbyt mały. Prezes Mikosz chce rozwinąć firmę do wielkości Austrian Airlines. To wymaga ogromnych nakładów finansowych. Inwestor, który na dodatek dołożyłby drugą nogę — Wizz Air, lidera w połączeniach point-to-point w Europie Środkowej i Wschodniej, dałby LOT-owi bardzo dużo — uważa jeden z rozmówców. Eksperci wskazują jednak zagrożenia.

— Wizz Air na krótkich i średnich trasach europejskich konkuruje z LOT-em. Trzeba tak ułożyć relacje, aby inwestor kapitałowy nie dopuścił do konkurencji wyniszczającej LOT. Rynek kapitałowy rządzi się swoimi prawami. Trudno ocenić, na ile interesy inwestora kapitałowego będą zbieżne z interesem LOT-u. Trzeba tak skonstruować umowę, żeby dała nie tylko pieniądze, ale też strategiczne wartości dla spółki — uważa Elżbieta Marciszewska z Katedry Transportu przy SGH. Na to pierwsze szanse są niewielkie, choć w jednej z wersji umowy inwestor był gotów zapłacić za pakiet 70 mln USD.

— Trochę mnie dziwi, że Indigo interesuje się LOT-em. Ma udziały w Wizz Airze, spółce, która rośnie i ma sensownie ustawioną bazę kosztową. Osiągnięcie skali przez zakupy może być kuszące, ale Air Berlin, który kilka lat temu był niezależną, szybką spółką, przez kilka zakupów dziś jest w dramatycznym stanie i żyje tylko dzięki inwestycji Etihad. To książkowy przykład, co się dzieje, gdy się kupuje zbyt drogo. LOT to nie jest jeszcze prężna, szybka, niskokosztowa spółka i nie wiadomo, czy w obecnych strukturach ma szansę się taką stać. Indigo może to zrobić, ale tylko pod warunkiem, że zakup będzie okazyjny — uważa Marek Andryszak, prezes TUI Poland, były członek rady nadzorczej LOT-u.

Natomiast LOT i Wizz Air w parze mogłyby wiele zdziałać. — Alians z Wizz Airem to niegłupi pomysł. Byłby alternatywą dla Lufthansy, w której objęcia niektórzy analitycy wpychają LOT. Ryanair negocjuje z tradycyjnymi liniami deal, który pozwoli mu pełnić rolę dowozową do lotów długodystansowych. To tylko jeden przykład, jak mogłyby współdziałać LOT i Wizz Air. Ważne, by właściciel LOT-u miał pomysł na rozwiązanie dobre dla LOT-u i naszego kraju — podkreśla inny ekspert. © Ⓟ

Czy polecą razem?

Indigo Partners to amerykański fundusz działający w sektorze lotniczym, inwestor Wizz Air, wywodzącej się z Węgier taniej linii, która w tym roku weszła na giełdę w Londynie. Negocjacje między Indigo Partners a polską stroną reprezentowaną przez przedstawicieli Ministerstwa Skarbu Państwa, zarządu LOT-u i doradcy — firmy Rothschild — trwają od kilku miesięcy i było już kilka scenariuszy prywatyzacji. W jednym z wcześniejszych była mowa o 70 mln USD za pakiet LOT-u. Ostatnia przewiduje w pierwszym etapie prywatyzacji podniesienie kapitału, a dopiero w kolejnym sprzedaż pakietu należącego do skarbu państwa. Inwestorzy zagwarantowali sobie opcję wykupu pozostałego pakietu akcji, a MSP ma prawo do wezwania inwestorów do ich odkupienia. Indigo jest gotowy zainwestować w LOT w różnej formie nawet kilkaset milionów złotych. LOT, który był na skraju bankructwa w 2012 r., otrzymał pomoc publiczną — 527 mln zł wobec 800 mln zł, na które polski rząd dostał zgodę Komisji Europejskiej. Restrukturyzacja firmy, w tym ograniczenie zatrudnienia z ponad 2 tys. do 1500 osób, przyniosły efekty. W 2014 r. LOT po raz pierwszy od siedmiu lat miał zysk operacyjny: 99,4 mln zł. Program kompensacyjny kończy się w tym roku, a od przyszłego LOT chce się rozwijać: do 2020 r. podwoić flotę do 70-80 samolotów i zwiększyć liczbę pasażerów z 4,5 do 10 mln osób.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Inwestor dla LOT-u musi poczekać