Inwestor przyjmuje w gabinecie osobliwości

opublikowano: 10-06-2015, 00:00

Nie każde zbieractwo można od razu nazwać kolekcjonerstwem, ale po ostatnich aukcjach widać, że nawet na starym globusie da się czasem zarobić.

Kunstkamery, czyli gabinety osobliwości, mogłyby stanowić XVI-wieczny odpowiednik dzisiejszego portfolio inwestora. Dysponujący nadwyżkami kapitału władcy kupowali najróżniejsze dobra z każdego zakamarka odkrywanego dopiero świata — od instrumentów naukowych, przez starożytności, po szkielety nieznanych gatunków i meteoryty nieznanego pochodzenia.

Nietypowa angielska kolekcja 144 szklanych gałek ocznych z końca XIX w. sprzedana została za 3,5 tys. GBP (20 tys. zł).
Zobacz więcej

OKO W OKO:

Nietypowa angielska kolekcja 144 szklanych gałek ocznych z końca XIX w. sprzedana została za 3,5 tys. GBP (20 tys. zł). BONHAMS

Ostatnie katalogi światowych domów aukcyjnych pokazują jednak, że aktywa dalej możemy dywersyfikować w ten sam sposób, licytując na przykład pierwsze przyrządy do nawigacji, stare pozytywki czy zestawy do trepanowania czaszki.

Zgodnie z ogólną tendencją do poszerzania oferty dla kolekcjonerów coraz częściej organizowane są aukcje związane z prawie wszystkimi dziedzinami życia. W ubiegłym miesiącu dom aukcyjny Bonhams zaprezentował w swoim katalogu spory wybór obiektów, których wspólnym mianownikiem okazuje być nie tylko dziwaczność, ale również mechaniczność, a często też naukowy charakter.

Rekordzistą zostało XVI-wieczne złocone astrolabium ze słonecznym zegarem, służące do nawigacji, które sprzedano za równowartość 835 tys. zł (łącznie z premią aukcyjną). Powyżej równowartości 100 tys. zł zapłacić musielibyśmy też za różne modele kosmosu, a powyżej 10 tys. zł za kieszonkowy globus, na którym Kalifornia przedstawiona jest jako półwysep, chociaż według producenta, model został skorygowany o nowe odkrycia.

W podobnej cenie sprzedano też teleskopy i oprawione w drewno mikroskopy, ale niektóre z zegarów czy narzędzi mierniczych dostępne były już za kilka tysięcy złotych. Dużą część katalogu wypełniały modele aparatów Leica, z których najtańszy sprzedano za 275 GBP (1,6 tys. zł). Marka kojarzona jest z pierwszymi nowoczesnymi reportażami, ale też z ceną powyżej 1,3 mln EUR (5,4 mln zł), którą zapłacono za model z 1923 r. kilka lat temu. Widać więc, że zagraniczny rynek osobliwych aktywów może być, jak na kategorię inwestycji alternatywnych, dosyć płynny.

Żeby cokolwiek na nim zarobić, trzeba się jednak albo zupełnie tej dziedzinie poświęcić, albo dobrze doradzić. Na aukcji wystawiono na przykład kilka pozytywek z mechanicznym ptaszkiem w klatce — o tym, czy któraś warta jest kilku tysięcy funtów, decyduje przecież i precyzja mechanizmu, i stan zachowania, ale też jakość wykonania samego ptaszka, a nawet liściastej gałązki, na której siedzi. Co do wartości kolekcjonerskiej i dekoracyjniej podobnych pozytywek trudno mieć wątpliwości, większym wyzwaniem byłyby już różne akcesoria wczesnej medycyny.

Jednej z XVIII-wiecznych pił do amputacji nikt na przykład nie kupił, ale na anatomiczny model z kości słoniowej, zestaw do trepanacji czy kolekcję szklanych oczu nie brakowało chętnych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu