Kajto uczy zarządzania

Rozmawiał Łukasz Ostruszka
opublikowano: 20-07-2018, 18:03

Rajdy samochodowe to nie tylko ściganie na odcinkach specjalnych, ale przede wszystkim skomplikowany proces przygotowania i organizacji zespołu. Kajetan Kajetanowicz zabiera nas za kulisy i zdradza swoją strategię zarządzania.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Kajto, musisz dbać o swoje przygotowanie fizyczne do startów. Oprócz tego jesteś szefem swojego zespołu, czyli głównym organizatorem startów. Prowadzisz negocjacje ze sponsorami. Podejmujesz wiele decyzji, którymi zwykle sportowcy nie muszą sobie zawracać głowy. Jak to wszystko łączysz? 

Wyświetl galerię [1/4]

Kajetan Kajetanowicz

Marcin Snopkowski / Kajto.pl

KAJETAN KAJETANOWICZ*: Mam wspaniały zespół. To nie do końca tak, że muszę się wszystkim zajmować. Zespół rajdowy jest specyficznym tworem, zwykle złożonym ze specjalistów z różnych dziedzin. Ja jestem szefem, ale oni wiedzą, co mają robić. W mojej ocenie są najlepsi, a więc są też indywidualistami.  

Nie każdy szef radzi sobie z indywidualistami. 

To prawda, nie jest to łatwe dla szefa, ale moim zadaniem jest utrzymać wszystko w jakiejś całości. Z tym nie mamy problemu. Ogrom przygotowań i specyfika działań sprawiają jednak, że czasem mam do siebie pretensje, że za dużo czasu poświęcam na zarządzanie, a za mało na doskonalenie się jako kierowca. Mówię ludziom w zespole, że czymś się nie chcę zajmować, bo jestem kierowcą rajdowym i muszę skupić się na swoim zawodzie. Oczywiście mówię to z uśmiechem, ponieważ od pewnych decyzji nie ucieknę.  

Słucham i dochodzę do wniosku, że właściwie zarządzasz przedsiębiorstwem.  

Co więcej, w tym przedsiębiorstwie mam specjalistów z różnych działek. Mamy rzecznika prasowego, koordynatora wszystkich działań, prowadzimy biuro, dział PR. Na szczęście wynajmujemy auto z innej firmy, ale to też trzeba dograć, ustalić współpracę z ekipą odpowiedzialną za rajdówkę.  

Czy jesteś dla swoich pracowników ostrym szefem? Wiem, że musiałbym o to zapytać ich, ale może szczerze odpowiesz. 

Zapytanie ich byłoby najbardziej obiektywne. Na pewno jestem wymagający, ale staram się być też człowiekiem i rozumieć różne sytuacje życiowe. Mam zasadę, że próbuję wejść w skórę drugiego człowieka, bo wtedy można go lepiej zrozumieć. Dla mnie priorytetem jest ciągła edukacja. Oczekuję, że zespół będzie się rozwijał. Ekipa liczy około 20 osób, ale część z nich to obsługa zewnętrzna. Każdy musi być profesjonalistą. Doceniam to i tego wymagam. Ważnym kryterium współpracy jest podejście z pasją do obowiązków. Szanuję ludzi, którzy robią coś, oddając serce.  

Pamiętam, jak lata temu startowałeś maluchem. W zasadzie wiele się nie zmieniło – zarządzałeś zespołem i dalej to robisz. Tylko auto jest szybsze.  

Wtedy poziom był inny. Teraz przedsięwzięcie jest tak ogromne, że zarządzenie jest o wiele bardziej skomplikowane. W ostatnich trzech latach zdobyliśmy trzy tytuły mistrzów Europy w rajdach samochodowych. A to sport wymagający doskonałej organizacji. Każdy członek zespołu ma naprawdę dużo pracy. 

Zmieniasz się jako szef? 

Zrobiłem ogromny postęp, bo już nie myślę, że wszystko zrobiłbym lepiej od moich pracowników, a to paskudna cecha wielu szefów i bardzo częsty błąd. Z czasem zrozumiałem, że większości rzeczy, które robią moi ludzie, nie potrafiłbym zrobić, albo nie byłbym w stanie zrobić tego tak dobrze jak oni.  

Faktycznie byłeś paskudnym szefem… 

Chyba tak. Teraz mówimy o tym z uśmiechem, a to jednak duży postęp w zarządzaniu. Zdecydowanie dojrzewam jako szef.  

Masz kilka tytułów mistrza Polski, mistrza Europy i wskakujesz na poziom mistrzostw świata. Jak motywujesz sponsorów do kolejnych wyzwań? To przecież następne  osoby związane z tym „rajdowym przedsiębiorstwem”.  

Wspierają nas firmy, które traktujemy jak partnerów. Staramy się nie tylko wywiązywać z zobowiązań, ale dawać więcej, niż obiecujemy. Podstawą są oczywiście duże zwroty medialne i każdy partner  otrzymuje ekwiwalent reklamowy kilka lub kilkanaście większy od poniesionego wkładu. To wymaga spójnego działania całej ekipy jako wehikułu i machiny pracującej także na innych. Samo jeżdżenie to niewielka część naszych działań.  

To ciekawe, bo zwykle przeciętny człowiek myśli sobie, że jeździsz dla zespołu, więc pewnie tylko wsiadasz do rajdówki i robisz swoje.  

Takie mamy czasy, że każdy oczekuje gotowego produktu. To w pełni zrozumiałe. Wyniki to tylko jeden z elementów, który trzeba dostarczyć partnerowi.  

Mówimy o strasznie twardym biznesie. Jest pewna pula pieniędzy do wykorzystania dla kierowców. Sponsorów nie jest wielu.  

To prawda, ale ja jestem człowiekiem, który docenia to, co ma. W tym chyba największa zasługa moich rodziców, którzy wychowali mnie w ten sposób. To pomaga mi być zmotywowanym, szczególnie w stresie i pod presją. Obracamy dużymi pieniędzmi i z tym związana jest spora odpowiedzialność.  

Jak sobie radzisz z presją? 

Trzeba umieć się na chwilę zatrzymać i popatrzeć za siebie. Musisz mieć świadomość tego, gdzie byłeś i co osiągnąłeś. Często zapominamy, jak mamy się dobrze i jak wielu ludzi chciałoby być na naszym miejscu. To takie ludzkie.  

Wielu ludzi poległo na marzeniach.  

Czasem spotykam ludzi, którzy startowali ze mną w niższych klasach i im się nie powiodło z różnych względów. To daje poczucie, że warto marzyć, zawieszać sobie poprzeczki wysoko, ale przede wszystkim ciężko pracować.  

Jak wygląda ta praca? Taki przeciętny dzień Kajta? 

Nie ma czegoś takiego jak przeciętny dzień, ale codziennie staram się mieć jakiś trening psychomotoryczny, czasem z trenerem, ale zwykle samodzielnie. Normalne życie to loty, codzienne zarządzanie, załatwianie różnych spraw, koordynowanie zespołu. Na razie próbuję znaleźć sposób na połączenie obowiązków zawodowych z rodzinnymi, żeby więcej czasu poświęcać rodzinie, szczególnie córce. Po pierwszym mistrzostwie Europy obiecałem sobie też, że więcej czasu poświęcę rodzicom. Mam świadomość tego, że życie pędzi.  

Czy coś się zmieniło po narodzinach córki? Pojawił się jakiś bezpiecznik w głowie w czasie jazdy? 

Zrobiłem się refleksyjny co? A tak na serio to przyznaję, że w czasie przygotowań do rajdów jeszcze więcej uwagi przykładam do zapewnienia bezpieczeństwa. Dzięki temu zwiększam szanse na to, że pojadę szybko, ale także bezpiecznie i do celu. Staram się mieć wszystko poukładane w głowie. Zabrzmi to dziwnie, ale spisałem też testament i lepiej się dzięki temu jeździ.  

Kajto, to brzmi poważnie.  

I takie jest. Zabezpieczyłem w pewien sposób nie tylko najbliższych, ale też swój komfort psychiczny. To pomaga trzymać nogę na gazie tak, jak wcześniej.

* Kajetan Kajetanowicz – kierowca rajdowy, trzykrotny mistrz Europy i czterokrotny mistrz Polski. Razem z Lotos Rally Team zdecydował się w tym sezonie wystartować w mistrzostwach świata w kategorii WRC 2.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Kajto uczy zarządzania