Koniec kredytowego letargu

opublikowano: 18-07-2013, 00:00

Po miesiącach stagnacji rosną kredyty hipoteczne i gotówkowe. W pierwszym przypadku to może być już trwały trend, w drugim — jednorazowy wyskok

Nad rynkiem kredytów mieszkaniowych nareszcie zaświeciło słońce i możliwe, że dobra aura utrzyma się dłużej. Po trudnych miesiącach tego roku, kiedy sprzedaż hipotek spadła do poziomów nienotowanych od wybuchu kryzysu finansowego, w kwietniu przyszło ocieplenie. Wolumen kredytów pierwszy raz przekroczył pułap 3 mld zł. W maju trend niemal udało się utrzymać. Sprzedaż była tylko nieznacznie niższa niż miesiąc wcześniej i wyniosła 2 964 mln zł.

Tradycyjnie największym dostawcą kredytu jest PKO BP, który pożyczył klientom 909 mln zł. To o 100 mln zł mniej niż w kwietniu, ale bank i tak utrzymał wysoki, 30-procentowy udział w nowej sprzedaży. Moce produkcyjne do 535 mln zł zwiększył Pekao (461 mln zł w kwietniu). Za dwójką gigantów uplasował się DB PBC. Ten średniej wielkości bank na rynku hipotecznym stał się zawodnikiem wagi ciężkiej. W maju udzielił 330 mln zł kredytów (314 mln zł w kwietniu). Czwarty, z 267 mln zł, jest ING Bank Śląski (274 mln zł miesiąc wcześniej), który chyba już na stałe zajął miejsce Getinu w tym zestawieniu. W maju bank Leszka Czarneckiego skredytował nieruchomości za 175 mln zł (wzrost ze 164 mln zł). Na szóstym miejscu uplasował się BZ WBK z 172 mln zł kredytów (159 mln zł w kwietniu).

Sprzyjająca kombinacja

Wiosenne ożywienie wynika z sezonowej, obserwowanej co roku o tej porze, większej aktywności klientów. Ale nie tylko.

— Klienci zaczynają korzystać z najniższych cen kredytów i mieszkań. Taka sytuacja może się nie powtórzyć w ciągu najbliższych lat — mówi Remigiusz Falkowski, dyrektor w pionie bankowości detalicznej Pekao. Trzeba jednak pamiętać, że w perspektywie roku-dwóch zanosi się na istotne pogorszenie warunków kredytowych w związku z obowiązkiem wniesienia wkładu własnego przez kredytobiorcę. Kiedy zatem kupować mieszkanie, jeśli nie teraz? Na takie pytanie pozytywnie odpowiada coraz więcej osób zainteresowanych ulokowaniem kapitału w nieruchomości. Krzysztof Spyra, szef Open Finance, mówi, że na rynku zauważalne są sygnały powrotu popytu inwestycyjnego. Widać to po rosnącej liczbie transakcji gotówkowych. W Home Brokerze (z grupy Open Finance) rok temu 20 proc. klientów płaciło gotówką za mieszkania. Obecnie już dwa razy więcej.

— Mamy niskie stopy procentowe i niepewną sytuację na giełdzie. Ludzie sparzyli się na inwestycjach w złoto, a dodatkowo gdzieś w perspektywie czai się inflacja, dlatego coraz więcej osób „ucieka” w trwałe aktywa, jakimi są nieruchomości. Przy niskich cenach, które spadły do poziomu z 2006 r., stają się one atrakcyjnym celem inwestycyjnym — mówi prezes Spyra.

Łukasz Molenda, dyrektor departamentu ds. kredytów dla ludności BZ WBK, uważa, że kluczowe dla rynku hipotecznego będą letnie miesiące, które dadzą odpowiedź, czy zwyżki odnotowane wiosną mają trwały charakter.

Era konsolidacji

Ze stagnacji zdają się wybudzać kredyty gotówkowe, które w stanie hibernacji znajdują się od kilkunastu kwartałów. Wskazują na to dane Biura Informacji Kredytowej, które w II kwartale tego roku odnotowało 5,7-procentowy wzrost liczby zapytań od banków w sprawie zainteresowanych kredytem. W I kwartale było ich o 13 proc. mniej niż na początku 2012 r. Bankowcy mają jednak wątpliwości, czy ożywienie jest trwałe.

— To może być pokłosie zmian w rekomendacji T, która przyniosła pewną liberalizację zasad uzyskania kredytu. Czy to już trend? Może to być jednorazowy „wyskok”. Możliwe, że na rynek wróciła grupa klientów, która została od niego odcięta na skutek wprowadzenia rekomendacji. Nie widać przyczyn, dla których ten wzrost miałby się utrzymać — stwierdza dyrektor Molenda. Podziela to zdanie Remigiusz Falkowski. Uważa, że rynek gotówkowy jest mocno powiązany z rynkiem pracy.

Z jego obserwacji wynika, że znacząco osłabło w ostatnim okresie zainteresowanie zadłużaniem się wśród „etatowców”. To ważne spostrzeżenie, ponieważ pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę odpowiadają za 70-80 proc. popytu na kredyty. Ludzie po prostu boją się o pracę. Mniejsza skłonność do kredytowania jest również wynikiem solidnego zadłużenia społeczeństwa.

— Kredyty trzeba zacząć kiedyś spłacać. Na rynku mocne są teraz oferty konsolidacyjne. Klienci szukają tańszych kredytów, żeby spłacić stare zobowiązania, zaciągnięte na gorszych warunkach. Obserwowany ostatnio ruch może wynikać z dokonywanych przez klientów transferów kredytów między bankami. Z danych NBP wynika bowiem, że zadłużenie w kredytach gotówkowych praktycznie się nie zmienia — mówi Remigiusz Falkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu