Mastiff ugryzie rynek ze Szwedami

Producent telewizyjny liczy na wzrost zamówień z kanałów tematycznych. Duże są coraz mniej rozrzutne.

Tniemy — tak od kilku lat brzmi główna myśl właścicieli największych stacji telewizyjnych w rozmowach z producentami programów. I nie chodzi wcale o krótsze odcinki popularnego show czy serialu. Chodzi o marże. A skoro te zduszone zostały często do ledwie kilku procent, to najlepszy zarobek dają duże, masowe produkcje. O nie zamierza walczyć Mastiff Media Polska, producent m.in. „You Can Dance — po prostu tańcz!” czy „Bitwy na głosy”. Od wczoraj Mastiff ma starych-nowych właścicieli i apetyt na większy kawałek producenckiego tortu wycenianego na ponad 1 mld zł rocznie. — Wraz z funduszem Layline Partners jesteśmy teraz jedynymi udziałowcami Mastiffa — tłumaczy Grzegorz Piekarski, dyrektor zarządzający spółki.

Włoski spadek

To właśnie szwedzki fundusz w 2005 r. współfinansował powstanie producenta. Jednak opcję na kupno spółki miał Zodiak Media z włoskiej grupy De Agostini. Po latach okazało się, że owszem, polski Mastiff przynosi zysk, ale działający w 17 krajach Zodiak generuje dziesiątki milionów euro strat, a jego długi sięgają 0,7 mld EUR. Stąd decyzja o sprzedaniu biznesu m.in. w Polsce, i to niekoniecznie za wygórowaną cenę.

— Widzę tu pole do dobrego, organicznego wzrostu. Po zmianie właścicielskiej będziemy mieli dostęp do innych formatów niż Zodiak. Wyzwaniem dla spółki jest zachowanie wysokiej płynności finansowej przy inwestycjach w nowe produkcje, tu zapewne przyda się wsparcie Layline. Zakładamy długofalową inwestycję w polską spółkę — przekonuje Olle Langenius, dyrektor zarządzający i główny udziałowiec Layline Partners.

Rynek producencki w Polsce podzielony jest w ponad połowie przez kilku graczy. Pierwsze skrzypce gra Rochstar, producent m.in. „Kocham Cię, Polsko” i „Voice of Poland”. Swoje dokłada też choćby FremantleMedia z serialem „Na Wspólnej” czy „Kuba Wojewódzki Show”. Mastiff to gracz numer trzy nad Wisłą z przychodami na poziomie niemal 30 mln zł.

Mały show

— Największe telewizje mocno pilnują kosztów. Przyszłością są więc też rosnące w siłę stacje tematyczne, mające coraz większe zapotrzebowanie na lokalne produkcje — ocenia Grzegorz Piekarski.

Jego tezy potwierdzają liczby: w zeszłym roku TVN ściął wydatki na zakup programów o ponad 10 proc. Teraz jedynie 23 proc. wyemitowanych programów w kanale TVN pochodzi od zewnętrznych dostawców. Tymczasem zarówno przychody reklamowe, jak i udziały w oglądalności małych stacji rosną o 10- -15 proc. rocznie. A wraz z nimi pojawia się apetyt na coś więcej.

— Kiedyś o możliwość uatrakcyjnienia ramówki pytało50 stacji, dziś robi to 150. To wymagający klienci, zaczynający często swoją przygodę z polskimi produkcjami od mniejszych projektów. Jednak w swojej masie kanały tematyczne nie mogą być lekceważone — zaznacza Wojciech Kowalczyk, szef marketingu Atmedia, biura reklamy kanałów tematycznych.

Kilka tygodni temu do walki o polskiego widza włączyła się więc nawet BBC Knowledge, zazwyczaj unikająca inwestycji w polskie produkcje. Program „Czy Bóg istnieje” prowadził w BBC Jacek Żakowski.

— Istnieje — tak odpowiada Robert Mościcki, szef otwartego jesienią warszawskiego studia produkcyjnego ATM, na pytanie o popyt na wynajem hal. Robert Mościcki przekonuje, że najwięksi producenci na razie radzą sobie i bez wsparcia małych stacji. Bo Polacy kochają czołowe kanały głównie za jedno — za show.

— Nasz największy obiekt, hala o powierzchni 1,5 tys. mkw. zajęty jest do końca roku. Powstaną w niej nadawane na żywo telewizyjne show — podkreśla Robert Mościcki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Mastiff ugryzie rynek ze Szwedami