mBank młodością stoi

opublikowano: 24-09-2019, 22:00

Klientela instytucji ukształtowanej przez Sławomira Lachowskiego różni się od innych banków. Jest to zarówno ogromną zaletą, jak i potencjalnym ryzykiem

Drugi dzień zyskiwały wczoraj notowania mBanku, po tym jak Commerzbank potwierdził 23 września 2019 r., że rozważa sprzedaż polskiej spółki. Ma w niej ponad 69 proc. akcji i głosów, więc nowy właściciel powinien ogłosić wezwanie na wszystkie pozostałe akcje. Można sobie jednak wyobrazić scenariusz przećwiczony na Pekao, gdzie PZU i PFR kupiły od Unicreditu ciut mniej akcji niż 33 proc. Przejęły faktyczną kontrolę nad spółką, unikając zarazem wezwania na akcje dające 66 proc. głosów.

Jak rozwinie się sytuacja, zależy głównie od tego, czy Niemcy sprzedadzą mBank (nie jest to przesądzone), a jeśli tak, to komu. W lecie 2018 r. Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, stwierdził, że jego instytucję interesują przejęcia podmiotów o aktywach nie mniejszych niż 100 mld zł. Polska spółka Commerzbanku spełnia te kryteria. Gdyby zainteresował się nią PKO BP albo jakiś inny z dużych działających już w Polsce banków, wezwanie na 100 proc. akcji byłoby raczej pewne.

Gdyby jednak mBankiem zainteresował się podmiot nieobecny na naszym rynku albo działający w małej skali, KNF mogłaby oczekiwać pozostawienia banku na giełdzie. Tym samym transakcja mogłaby mieć charakter podobny do repolonizacji Pekao. Commerzbank pozostawiłby sobie niewielki pakiet akcji, który sprzedałby później. Analitycy są jednak zgodni co do jednego: waściciela zmieniałby podmiot pozbawiony tzw. kredytów frankowych, które ciążą na wycenie nie tylko mBanku.

— Gdyby był sprzedawany z portfelem kredytów frankowych, bardzo trudno byłoby wycenić taką transakcję — uważa Kamil Stolarski, analityk Santander Bank Polska.

— W przypadku sprzedaży Raiffeisena do BNP Paribas i BPH do Aliora portfel kredytów frankowych został przy dotychczasowych inwestorach banków. Tego oczekiwał regulator. Inaczej było w przypadku sprzedaży Eurobanku do Millennium, ale tam portfel kredytów frankowych miał wartość zaledwie 1 mld zł. Poza tym nie wiadomo, jak będzie się kształtował koszt ryzyka prawnego portfela frankowego w przyszłych latach. To oznacza, że tych kredytów nie da się racjonalnie wycenić, zarówno ze strony kupującego, jak i sprzedającego. Z tego powodu sam Commerzbank może chcieć zachować to ryzyko przy sobie, by nie obniżać wartości sprzedawanej części banku — tłumaczy Michał Sobolewski, analityk DM Banku Ochrony Środowiska.

Latka lecą, dochody rosną

Jaki zatem będzie nowy, giełdowy mBank bądź to, co wzmocni któryś z obecnych już na giełdzie dużych banków? By to zrozumieć, trzeba cofnąć się do 2000 r. Wtedy to powstały w 1986 r. typowo korporacyjny Bank Rozwoju Eksportu (BRE) postanowił zaistnieć w detalu. W tym celu uruchomił nową markę — właśnie mBank.

Jak na owe czasy było to przedsięwzięcie innowacyjne. „Bank” nie miał żadnej placówki. Cała obsługa prowadzona była przez internet i telefon. Spiritus movens przedsięwzięcia był Sławomir Lachowski, ówczesny członek zarządu BRE (potem został prezesem). Za jego sprawą w 2001 r. uruchomiono również bardziej tradycyjną markę, czyli Multibank. To jednak mBank stał się synonimem sukcesu. Za prezesury Cezarego Stypułkowskiego, w 2013 r., Multibank i BRE poszły do kasacji.

mBank stał się nie tylko nazwą jednego z segmentów działalności, ale też formalną nazwą notowanej na giełdzie spółki. Spółki dość specyficznej. Jest to bowiem jeden z pięciu największych banków w Polsce, ale mający zarazem zdecydowanie mniej od konkurencji placówek i pracowników. Mało pracowników i oddziałów to niższe koszty.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— mBank nie likwidował placówek. On ich nigdy dużo nie miał. W ostatnim czasie nawet zwiększał liczbę placówek — podkreśla Maciej Marcinowski, analityk Trigonu DM.

Internetowa historia ma też wpływ na strukturę demograficzną klientów. Bank już tej informacji nie podaje, ale jeszcze w raporcie za 2016 r. wskazywał, że ponad połowa klientów detalicznych ma mniej niż 35 lat. Oznacza to, że albo właśnie osiągają, albo za parę lat osiągną najwyższy poziom dochodów, pozwalający bankowi na czerpanie z korzyści z crossellingu kolejnych produktów.

— Klienci rośli razem z mBankiem. To będzie skutkowało w kolejnych latach. Ludzie potrzebujący kredytów hipotecznych czy produktów inwestycyjnych w pierwszej kolejności idą do macierzystego banku — zaznacza Michał Sobolewski.

— Tak zwany osad w mBanku rośnie. Klienci detaliczni mBanku początkowo rzeczywiście nie mieli pieniędzy. Ale po iluś latach okazało się, że biznes detaliczny stał się ważniejszy od korporacyjnego. Nawet to, że bank zmienił nazwę na mBank, świadczy o sukcesie części detalicznej.

mBank to dobra marka, kojarząca się z nowoczesnością. A akurat marka w bankowości jest ważna — dodaje Kamil Stolarski.

Nie wszystko złoto…

Tyle że młodość i obeznanie z internetem powoduje, że klienci mBanku mogą być bardziej mobilni od klientów innych banków. I wcale nie chodzi o skalę użycia aplikacji bankowych na smartfonach, ale skłonność do zmiany instytucji finansowej.

— Zgadzam się z tym, że to nieco pogarsza atrakcyjność mBanku. Ale bardziej bym to wiązał ze zmianami w prawie i ryzkiem płynącym ze strony fintechów w wyniku dyrektywy PSD 2 niż konkurencją miedzy samymi bankami. Struktura mBanku jest bardzo nowoczesna. Bank rośnie, co wskazuje, że ma dobrą ofertę produktową w internecie, przyjazny użytkownikom system i aplikację mobilną — komentuje Michał Sobolewski.

Siła wzrostu mBanku ma jednak swoją cenę. Tą ceną są względnie niskie opłaty i typ klientów jakim udziela kredytów.

— Z porównania ROE mBanku i innych wynika, że mBank odstaje in minus od sektora, czego przyczyną jest brak możliwości wypłacania dywidendy w ostatnich latach. Jest gorszy nawet od Millennium. Koszty finansowania ma jednak niższe od Millennium, co oznacza, że od strony depozytowej o rynek szczególnie nie walczy. Głównym powodem mniejszej rentowności są koszty ryzyka i relatywnie niski wynik prowizyjny — tłumaczy Maciej Marcinowski.

Specyficzne ryzyko związane z typem klienta obsługiwanego przez spółkę objawiło się zresztą w samych kredytach frankowych. „Nabici w mBank” byli pierwszą grupą, która zakwestionowała zapisy umów kredytowych w walutowych kredytach hipotecznych.

8 - tyle z 12 rekomendacji od analityków, obowiązujących dla akcji mBanku, jest negatywnych. Pozostałe są neutralne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu