Meblowy kolos musi zrobić krok dalej

opublikowano: 16-11-2016, 22:00

Warsztaty branżowe "Patriotyzm gospodarczy": Bardzo zróżnicowanej krajowej branży meblowej potrzebna jest integracja i budowanie silnej polskiej marki

Chyba żadna inna polska branża nie jest tak wielowymiarowo zróżnicowana jak meblarstwo. Skomplikowana jest już pod względem ilościowym, a szczególnie w sektorze MŚP. Mamy 3 duże firmy meblowe, 100 średnich i 25 tys. małych. Na bardziej zaawansowanych poziomach te różnice są jeszcze większe. Okazuje się, że co firma, to inny pomysł na to, jaką drogą powinno się osiągać sukces. Nie byłoby to kłopotem, wręcz odwrotnie, gdyby nie to, że tej wielości pomysłów towarzyszy brak chęci do współpracy. A diagnoza zarówno analityków, jak i uczestników rynku jest brutalna — tylko łączenie sił małych firm jest szansą na przetrwanie na rynku. O tym, jak skłonić podzieloną branżę do dialogu i ewentualnej współpracy, w jakim punkcie się ona znajduje i co ją czeka w przyszłości, rozmawiali uczestnicy warsztatów branżowych zorganizowanych przez „Puls Biznesu” w ramach projektu Patriotyzm gospodarczy. W dyskusji wzięli udział: Filip Wojciechowski, prezes Black Red White, Maciej Formanowicz, prezes Forte, Daniel Leśniak, prezes LWiki, Piotr Voelkel, założyciel grupy VOX Meble, Jan Staniłko, zastępca dyrektora departamentu innowacji w Ministerstwie Rozwoju, Tomasz Wiktorski, analityk branży meblarskiej w B+R Studio. Spotkanie poprowadził Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”.

JAKA PRZYSZŁOŚĆ BRANŻY: Uczestnicy debaty zgodnie podkreślali,
 że w świecie mebli i nie tylko następuje zmiana paradygmatu. Przestaje 
chodzić o produkt, a kluczowa staje się usługa.
Zobacz więcej

JAKA PRZYSZŁOŚĆ BRANŻY: Uczestnicy debaty zgodnie podkreślali, że w świecie mebli i nie tylko następuje zmiana paradygmatu. Przestaje chodzić o produkt, a kluczowa staje się usługa. Grzegorz Kawecki

Różne drogi

Wszyscy uczestnicy debaty podkreślili, że mówiąc o branży meblarskiej, należy przede wszystkim zauważyć, iż jest ona niezwykle różnorodna. Owa wielowymiarowa różnorodność polskiej branży meblowej nie musi być rozpatrywana jako zjawisko negatywne. Wielość pomysłów na osiąganie sukcesu może działać na jej korzyść.

— Szczyt jest jeden, drogi do niego są różne — tak podsumowałbym to, co dzieje się w branży meblarskiej, wśród firm, którym udało się osiągnąć sukces. Przykładowo Maciej Formanowicz, prezes Forte, pracuje nad tym, by jego firma uniezależniła się od obcych surowców. Wspaniale byłoby, gdyby ktoś stworzył rodzimą firmę produkującą maszyny do wytwarzania mebli. Ja natomiast stawiam na kształcenie krajowych projektantów mebli. Podstawowym założeniem modelu edukacji, jaki stosujemy w School of Form, jest przekonanie, że projektant mebli nie jest artystą, lecz kreatywnym specjalistą, który umie poprowadzić proces projektowy od rozpoznania potrzeb użytkownika, poprzez konsultacje z technikami i sprzedawcami, aby w efekcie stworzyć produkt naszych marzeń — mówił Piotr Voelkel, założyciel grupy kapitałowej VOX . Wspomniany Maciej Formanowicz również zauważył, że drogi do osiągnięcia sukcesu są bardzo różne, przy tym akurat małe firmy, których w Polsce jest najwięcej, są w najtrudniejszej sytuacji i ich przyszłość zależy od tego, czy się skonsolidują.

— Małe firmy muszą starać się o konsolidację, niekoniecznie musi być to konsolidacja kapitałowa. Sojusze strategiczne są receptą na rozwiązanie wielu problemów związanych z coraz bardziej skoncentrowanymi odbiorcami, ale też dostawcami. Bolączką polskiej branży meblowej jest obecność IKEA, która ze wszystkimi swoimi zaletami, innowacyjnością, stabilnością jest jednak również zagrożeniem, zabiera inicjatywę, kupuje zdolności produkcji, a nie meble. Polskie meblarstwo, szczególnie te 25 tys. małych firm, musi być wsparte działaniami z zewnątrz. Jestem orędownikiem sojuszy strategicznych wewnątrz branży. Współpraca konieczna jest również wśród dużych firm. Nasza branża to trochę kolos na glinianych nogach. Za mało samodzielności, za dużo niezależnych czynników zewnętrznych — komentował Maciej Formanowicz. Nie do końca zgadza się z tym przedstawiciel sektora MŚP, prezes firmy LWiki.

— Nieprawdą jest, że bez konsolidacji się nie obejdzie. Natomiast na pewno mniejsze firmy, jak moja, rzeczywiście muszą zacząć ze sobą współpracować, np. w zakresie promocji, która w naszej branży kuleje — kontrował Daniel Leśniak.

Piotr Voelkel mówił o potrzebie większego unarodowienia produkcji polskich mebli. — Smutne jest to, że w większości polskich mebli naprawdę polskie są krew, pot i łzy, czyli siła robocza, zaś większość materiałów jest z importu. Zagraniczne są maszyny i narzędzia do produkcji oraz w dużej mierze projekty zamawianych u nas mebli. Trzeba znaleźć sposób na to, by tworzyć własne, oryginalne marki, projekty, produkty, własną globalną sieć sprzedaży — podkreślał Piotr Voelkel. Pomysłem na to, jak to zrobić, może się podzielić firma Black Red White, która jest zarówno producentem, jak i dystrybutorem swoich mebli.

Postulaty

1. Bliska współpraca całej branży i budowanie mocnej polskiej marki meblowej. 2. Skupienie się na tzw. doświadczeniu klienta, czyli dokładna analiza jego potrzeb i próba jak najlepszego ich zaspokojenia. 3. Nadążanie za kluczowymi globalnymi trendami, przede wszystkim za coraz bardziej wyraźną potrzebą personalizacji produktów. 4. Coraz lepszy rozwój kanałów docierania do klienta, z wykorzystaniem innowacji technologicznych. 5. Odrzucenie wiary w konkurencyjność opartą na taniej sile roboczej i poprawa wydajności oraz jakości.

— Branża meblarska jest bardzo konkurencyjna. Z jednej strony walka o klienta indywidualnego w kraju, ale coraz ostrzejsza walka zaczyna się dla nas również w eksporcie. Z drugiej strony mamy do czynienia z silną koncentracją dostawców materiałów. BRW ma tę, z jednej strony dogodną i z drugiej strony niewygodną sytuację, że jednocześnie mamy produkcję i sieć sprzedaży, co bywa trudne, ale na pewno daje nam pełen ogląd sytuacji rynkowej. W ostatnim czasie rynek meblarski mocno się sprofesjonalizował i tą ścieżką trzeba będzie podążać — zarówno w produkcji, jak i handlu. Wyzwania, które czekają polską branżę, to walka cenowa na rynkach zarówno polskim, jak i zagranicznym oraz konieczność inwestycji we własne marki za granicą. Dziś ogromna większość eksportu mebli z Polski to produkty „white label”, gdzie techniczny koszt wytworzenia jest jednym kryterium. Jeżeli będziemy mieli rozpoznawalne marki za granicą, w którą włożymy nasze koncepty to jest szansa, aby generować dobre marże — zauważył Filip Wojciechowski, prezes Black Red White.

Zmiana paradygmatu

Prezes Vox Meble przedstawił podczas spotkania swoją wizję prowadzenia firmy meblarskiej, która stanowiłaby jednocześnie sposób na uzdrowienie całej rodzimej branży. — Mam taką wizję firmy, nazwaną na moje potrzeby „Lodołamaczem”, która nie ma własnego zaplecza produkcyjnego, ale skupia się na tworzeniu projektów i budowaniu marki, zaś jej zapleczem może być cały polski przemysł. To jest baza do stworzenia silnej polskiej marki, bo „Lodołamacz” przetrze szlaki kolejnym krajowym firmom — stwierdził Piotr Voelkel. Przykładem takiego projektu jest biurko firmy VOX, które dzieci już w wieku 4-5 lat mogą same złożyć. Silna potrzeba tworzenia i spełniania bardzo indywidualnych potrzeb wysunęła się w debacie na pierwszy plan jako najważniejszy trend obserwowany przez uczestników rynku meblowego. Stanowiły też impuls do założenia firmy LWiki.

— Wszedłem na ten rynek dopiero 2 lata temu, nie znając się właściwie na meblach. Opierałem się na pomyśle, że wystartuję z czymś unikatowym, bo pod tym względem mogę się wyróżnić wśród konkurencji, oraz na wieloletnim doświadczeniu w handlu internetowym, odniosłem sukces. A wszystko zaczęło się od tego, że potrzebowałem biurka dla córki i postanowiłem sam je zaprojektować — opowiadał Daniel Leśniak.

Przedstawiciele dużych i małych firm meblowych zgodnie podkreślali, że w świecie mebli i nie tylko następuje zmiana paradygmatu. Przestaje chodzić o produkt. A co staje się kluczowe?

— Przyszłość branży meblarskiej to jest nie produkt, lecz usługa. Nie będziemy sprzedawać już po prostu mebla, lecz usługę, opartą na wiedzy na temat tego, jaką potrzebę ma klient, i znalezieniu sposobu, by na nią odpowiedzieć. Istotne jest skupienie się na tzw. doświadczeniu klienta — zauważył Filip Wojciechowski.

Przed 2010 r. niewiele się mówiło w polskich mediach o branży meblarskiej. Skąd więc wzięło się dzisiejsze przekonanie o tym, że mebel może stać się na tyle istotny, by zacząć traktować go jako usługę, mogącą zaspokajać głębsze potrzeby konsumentów? Kilka lat temu wymyśliłem hasło „Dumni z polskich mebli” i zacząłem regularnie wysyłać do mediów gospodarczych informacje o tym, co w świecie mebli się dzieje. Tamto hasło być może wtedy było nieco na wyrost, natomiast staje się coraz bardziej adekwatne, gdy słyszy się o takich konceptach, jak dziecięce biurka do samodzielnego składania firmy Vox Meble. Związek dziecka z meblem trudno zbudować tak po prostu, ale już biurko, które dziecko samo złoży, będzie dla niego od początku o wiele ważniejsze niż każdy inny mebel, dziecko będzie z niego dumne. To jest pomysł na budowanie marki na doświadczeniu klienta, oparty na głębszych poziomach niż tylko potrzeby praktyczne — komentował Tomasz Wiktorski, analityk branży meblarskiej w B+R Studio.

Program flagowy

Polska zajmuje 6. miejsce na świecie, jeśli chodzi o potencjał produkcyjny mebli. Żadna inna nasza branża nie ma takiej silnej pozycji. Mimo wszystko ten potencjał nie jest wykorzystywany.

— Wśród przewag, które może mieć polska branża meblarska, można wymienić obszar konceptów, designu, ale także usługi dodanej. Jedyne, co mnie niepokoi w tej sprawie, to fakt, że w branży meblarskiej często dochodzi do plagiatów. Dlatego wydaje mi się, że większą wagę przykładałbym do rozwoju własnego kanału dotarcia do klienta. Czas bezimiennych producentów mija. Szansę na sukces mają ci, którzy stworzą własny koncept i połączą go z ciekawą formułą obsługii przede wszystkim z dobrym kanałem dotarcia do klienta. Taki model wygrywa z wojną cenową. Spójna koncepcja oparta na pomyśle, jak dostarczyć produkt do klienta, jest lepsza niż setny bliźniaczy produkt o 5 eurocentów tańszy niż 99 poprzednich — zaznaczał Filip Wojciechowski. Z pomysłem zgodził się Jan Staniłko, zastępca dyrektora departamentu innowacji w Ministerstwie Rozwoju.

— Branża meblowa należy do grupy, w której nie ma silnego udziału technologii. Meble to mimo wszystko bardzo konserwatywna grupa produktów, mimo pewnych zmiennych trendów, od kilku stuleci robimy je w zasadzie podobne. To, co natomiast się zmienia, to sposób, w jaki ludzie te meble kupują — zaznaczył Jan Staniłko. Jednak Ministerstwo Rozwoju jest zainteresowane nie tylko tym, czy branża opanuje nowe kanały zakupowe. Jan Staniłko opowiedział o flagowym programie Polskie Meble, który będzie ogłoszony niebawem, a zakłada przede wszystkim silne wsparcie dla małych firm meblarskich.

— Branża, która stoi w obliczu tylu wyzwań, ma prawo wymagać pomocy od rządu. W odpowiedzi na te potrzeby stworzyliśmy flagowy program Polskie Meble. Ma on wiele wymiarów, o których jeszcze nie mogę bliżej opowiedzieć. Na pewno zakłada, że firmy z dużym sukcesem na koncie będą dzieliły się doświadczeniem z tymi, którym jeszcze się nie udało. Podstawowym warunkiem efektywności tego programu jest współpraca całej branży. Z jednej strony jest próbą skoordynowania tego, co dzisiaj już istnieje w tej silnie rozdrobnionej branży, podjęcia dialogu z tymi, którzy chcą ze sobą współpracować, by móc zaoferować im wszystkim najlepszą możliwą pomoc. Widziałbym ten program jako zestaw różnorodnych instrumentów, z których różne firmy mogą skorzystać — tłumaczył Jan Staniłko.

Wśród wyzwań, przed którymi stoi branża meblowa, oprócz podkreślanej przez wszystkich potrzeby dostosowania się do trendu silnej personalizacji, należy wymienić coraz wyższe wymagania dotyczące proekologicznych rozwiązań na wszystkich etapach produkcji, koniec czerpania profitów z polskiej taniej siły roboczej oraz potrzebę stworzenia silnej polskiej marki, która będzie sobie radziła na rynkach globalnych.

— Jeszcze jednym wielkim wyzwaniem branży jest, szczególnie na rynku krajowym, poszukiwanie kosztów. Wiem, że ogromnym wyzwaniem w przyszłym roku będzie dla mnie to, co dzieje się na rynku pracy. W Polsce zatrudniamy 8 tys. ludzi. Wszystkie informacje o tym, jak zmieniają się stawki w handlu, logistyce czy produkcji, są dla mnie na wagę złota. Koszty zatrudnienia sprawiają, że spada też moja konkurencyjność na rynku globalnym. To problem do rozwiązania dla całej branży — podsumował Filip Wojciechowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Dobosiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu