Miliardy utopione w cukrze

Tańsze napoje, dżemy i słodycze – obiecują przetwórcy. Pod warunkiem uwolnienia rynku cukru. Co roku, jak twierdzą, przepłacają za niego miliony złotych. Czy się uda – okaże się w grudniu

Moglibyśmy być potentatem w produkcji cukru, ale nie jesteśmy. Moglibyśmy mieć co roku ponad 2 mld zł w kieszeni, ale nie mamy. Taki gorzki obraz rynku cukru przedstawiają przetwórcy i eksperci z branży spożywczej. Szansę na jego osłodzenie widzą właśnie w przygotowywanej w UE reformie rynku rolnego.

Słodko gorzkie pieniądze

Dzisiejsze warunki działania przemysłu cukrowniczego są wynikiem wprowadzonej w 2006 r. reformy, która zmniejszyła kwoty produkcyjne dla Polski z 2 mln ton do 1,4 mln. To zdaniem branży spożywczej nie pokrywa krajowego zapotrzebowania i drastycznie winduje ceny cukru.

— Stworzyliśmy w Unii administracyjny deficyt i drogo za niego płacimy. Różnica pomiędzy światową a europejską ceną cukru wynosi 300 EUR za tonę. W efekcie w Unii przepłacamy za cukier 5 mld EUR rocznie, a w Polsce 500 mln EUR — twierdzi Marek Przeździak, sekretarz generalny Polbisco Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych.

Kwota niebagatelna, zwłaszcza według Marka Przeździaka, aż 40 proc. z tego zaoszczędziliby bezpośrednio konsumenci kupując tańszy cukier. Reszta stałaby się udziałem przetwórców, bo to w ich ręce trafia 60 proc. krajowego zapotrzebowania. Ci jednak obiecują podzielić się oszczędnościami z klientami.

— Jako firma tracimy na tak wysokich cenach cukru w Unii 10 mln zł rocznie, co musimy przełożyć na cenę dżemów, napojów, a nawet ketchupów. Oczywiście nie jesteśmy tego w stanie zrobić z dnia na dzień, ale w perspektywie dwóch lat tak drożejący surowiec opłaci w całości konsument. Uwolnienie rynku cukru oznaczałoby wyrównanie cen europejskich z cenami światowymi, a więc tańsze zakupy dla przetwórców i niższe ceny dla konsumentów. Jako Agros-Nova obniżylibyśmy ceny, bo jest to w naszym interesie — obiecuje Marek Sypek, prezes Agros-Novy. Jego zdaniem, tańszy cukier przełoży się wprost na sprzedaż.

— Konsument wybiera dzisiaj to, co jest najtańsze. Rynek dżemów, drożejących z powodu cen cukru, nie odnotowuje zwyżek — wolumenowo utrzymuje się w tym roku na tym samym poziomie co w 2011 r. Wartościowo rośnie wprawdzie o 3-4 proc., ale jest to związane z podwyżką cen — tłumaczy Marek Sypek. Kilkadziesiąt milionów złotych więcej zostałoby również producentowi m.in. Gellwe, napojów Black i Frugo.

— W 2011 r. do cukru dopłaciliśmy 24 mln zł, a w tym już blisko 22 mln. To znaczne kwoty — przyznaje Wiesław Włodarski, prezes FoodCare.

W przypadku FoodCare najbardziej wrażliwe na wzrost cen cukru są głównie galaretki Gellwe. Prezes zapewnia jednak, że w ubiegłym roku drożejącego cukru nie przerzucił na klientów. — W przypadku obniżki ceny cukru rozważymy możliwość redukcji cen — mówi Wiesław Włodarski.

Regulacja jak zmowa

Branża spożywcza nie przebiera w słowach.

— Utrzymywanie regulacji, która w 100 proc. przypomina zmowę rynkową, zwłaszcza w sytuacji spowolnienia gospodarczego i coraz chudszych portfeli konsumentów, jest wysoce niewłaściwe — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ). Korzyści z obecnych, nienaturalnie wywindowanych, cen cukru odnosi tylko wąska grupa spółek cukrowych. — Co ciekawe, te ogromne zyski nie są udziałem rolników. Cena buraków cukrowych,którą otrzymują jego dostawcy, wzrosła dopiero w zeszłym roku, i to o 10 proc. Są oni też zagrożeni nadprodukcją.

Tylko w tym roku w Polsce wyprodukujemy 0,5 mln ton cukru więcej, niż wynika z przydzielonych nam kwot. Ze względu na ograniczenia eksportowe nie wywieziemy ich za granicę, tylko przekwalifikujemy jako cukier przyszłoroczny. Powtarzająca się co roku sytuacja doprowadzi w końcu do tego, że nie będzie zapotrzebowania cukrowni na buraki, bo będą miały ogromne zapasy z lat poprzednich — twierdzi Andrzej Gantner. Na ile tańszy cukier to tylko słodkie mrzonki, a na ile szansa na realne zmiany na rynku UE, okaże się na początku grudnia, kiedy Parlament Europejski ma głosować nad reformą rolną.

— W parlamencie cały czas toczy się gorąca dyskusja. Będę proponował rozwiązanie dwuetapowe, które pogodzi dwie strony cukrowego sporu. W pierwszym okresie, tj. od 2014 r., należałoby podwyższyć kwoty cukrowe, a po 2-3 latach zdecydować o terminie całkowitego uwolnienia rynku. Takie rozwiązanie przedstawię w europarlamencie — mówi Czesław Siekierski, europoseł i członek Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Zdaniem dyrektora generalnego PFPŻ, to termin zbyt późny.

— Moglibyśmy być potentatem w produkcji cukru, bo mamy najlepsze warunki klimatyczne w UE do uprawy buraka cukrowego i doświadczenie w jego produkcji. Przed kwotowaniem cukru byliśmy trzecim producentem w Europie, a przez kolejne ograniczenia sami zablokowaliśmy rozwój gospodarki. Zniesienie tych regulacji ma sens dzisiaj, a nie za 5 lat. To dzisiaj wciąż mamy przewagę konkurencyjną nad innymi krajami UE w postaci niższych kosztów pracy, a za kilka lat zrównają się one z unijną średnią — twierdzi Andrzej Gantner.

OKIEM PLANTATORA

Kwoty trzeba utrzymać

KAZIMIERZ KOBZA

dyrektor Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego

Popieramy utrzymanie kwot co najmniej do roku 2020 r. Projekt reformy rynku rolnego przygotowany przez Komisję Europejską i cena 385 EUR za tonę cukru, którą jej zdaniem powinni oferować europejscy producenci, żeby konkurować na rynku światowym, jest dla nas nie do zaakceptowania. Dzisiejsza cena 750 EUR za tonę cukru jest efektem wysokich kosztów jego wytworzenia. Uprawa buraka cukrowego w Europie jest dużo droższa niż uprawa trzciny cukrowej w Brazylii, więc nie jesteśmy w stanie zaproponować takich cen jak Brazylijczycy. Jeżeli kwoty zostałyby uwolnione, produkcja mogłaby stać się nieopłacalna. Doprowadziłoby to tylko do dalszego załamania się rynku. Wówczas też kilka największych światowych koncernów cukrowych całkowicie zdominowałoby rynek, a mniejsi krajowi producenci w UE nie mieliby szans.

Krajowa Spółka Cukrowa przed reformą rynku

Marek Dereziński, prezes Krajowej Spółki Cukrowej (KSC), przyznawał w niedawnej rozmowie z „PB”, że spółka cały czas inwestuje w modernizację zakładów właśnie po to, żeby móc produkować cukier po cenach niższych niż historycznie najniższe ceny światowe. Spółka zaczęła także budowę drugiej i trzeciej nogi biznesu. Chce rozwijać produkcję słodyczy na bazie już posiadanej fabryki cukierków Pszczółka oraz negocjuje zakup Przedsiębiorstwa Zbożowo-Młynarskiego PZZ w Stoisławiu. Przewagą kosztową KSC ma być również struktura właścicielska, w której znajdą się — po prywatyzacji — pracownicy i plantatorzy. W roku obrotowym zakończonym we wrześniu 2012 r. KSC zarobiła na czysto 0,5 mld zł przy 2,3 mld zł przychodów. Tak wysoką rentowność prezes spółki tłumaczył obniżką kosztów dzięki skali produkcji. KSC przekroczyła przyznany cukrowy limit o 150 tys. ton, a nadwyżkę wyeksportowała bądź przekwalifikowała jako cukier tegoroczny (czyli na rok obrotowy zaczynający się 1 października).

CUKIER W POLSCE

1,63 mln ton Taki jest, według danych Polbisco, krajowy popyt na cukier, jednak przyznane Polsce kwoty produkcyjne wynoszą 1,4 mln ton. Przy tegorocznych cenach cukru utrzymujących się na poziomie 750 EUR za tonę wartość polskiego rynku cukru sięgnie 5 mld zł. Trafią one do czterech cukrowych graczy: Krajowej Spółki Cukrowej, jedynej jeszcze państwowej, ale będącej w trakcie prywatyzacji, oraz trzech inwestorów zagranicznych: Suedzucker, Nordzucker i Pfeifer & Langen.

5 mld EUR Tyle rocznie przepłaca się za cukier w Unii Europejskiej...

500 mln EUR ...a tyle w Polsce.

[Według wyliczeń Polbisco, takie są koszty stworzenia przez UE administracyjnego deficytu cukru.]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Miliardy utopione w cukrze