Młodzi przedsiębiorcy na szybkiej ścieżce

Program akceleracyjny ma być jak buspas dla młodego biznesu. Ale przejazd tą drogą kosztuje. Cena to odsprzedaż części udziałów w firmie

Zamiast rozwijać biznes w przysłowiowym garażu, można od razu zrobić skok na kasę. Start w takim modelu mają umożliwić młodym przedsiębiorcom programy akceleracyjne, czyli kilkutygodniowe, intensywne treningi mentoringowe, pomagające w oszlifowaniu pomysłu na biznes i dostosowaniu go do wymogów rynku. Ruch zaczął się w Stanach Zjednoczonych — w 2005 r. w Dolinie Krzemowej pierwszy akcelerator założył Paul Graham.

— Spod skrzydeł jego Y-Combinatora wyszły takie firmy jak Airbnb, reddit, Heroku czy Dropbox, każda warta jest dziś setki milionów dolarów. W ostatnich latach akceleratory zyskały na popularności. Szacuję, że na świecie działa ich kilkaset. Rozwijają je osoby wywodzące się ze środowiska start-upowego, którzy kiedyś sami zakładali firmy, odnieśli sukces i teraz jako inwestorzy dzielą się swoją wiedzą i wspierają kolejne pokolenia przedsiębiorców — wyjaśnia Arkadiusz Hajduk, który w Polsce odpowiada za realizację programu Huge Thing.

Uczestnictwo w akceleratorach jest zazwyczaj bezpłatne. Jednak najczęściej przyjmowany model współpracy, poza mentoringiem i obsługą organizacyjną uczestników, zakłada również wejście kapitałowe w projekt — relatywnie niska kwota w zamian za kilka, kilkanaście procent udziałów. Konkretny zysk przynosi dopiero wypracowanie rynkowego sukcesu start-upu.

Ale akceleratory skupiają wokół siebie również fundusze venture capital, konsorcja inwestorów, aniołów biznesu, którzy wśród uczestników wyławiają perełki i w ich projekty wkładają dodatkowy kapitał. Kilkumiesięczny program treningowy zwykle kończy się tzw. Demo Day, czyli prezentacją biznesplanu przed inwestorami.

Wzorzec zza oceanu

Za granicą do lokowania kapitału w start-upy inwestorów przekonały sukcesy m.in. Y-Combinatora.

— Uczestnicy zakwalifikowani do tego programu otrzymują ofertę zewnętrznego dokapitalizowania w wysokości 150 tys. USD w formie pożyczki konwertowanej na udziały, jeszcze przed rozpoczęciem pracy nad projektem, i 20 tys. USD inwestycji od akceleratora w zamian za ok. 6-10 proc. udziałów — mówi Arkadiusz Hajduk. Na liście jego zdaniem najlepszych inicjatyw zagranicznych znalazłby się też akcelerator Techstars. Ma wprawdzie mniej spektakularnych sukcesów, ale dzięki doświadczeniu i wiedzy zapraszanych do niegomentorów daje młodym firmom solidne podstawy do rozwoju.

— Średnio na rynku sukces odnosi jeden na dziesięć start-upów. W przypadku pięciu edycji Techstars 10 proc. firm pozyskało kolejne rundy finansowania, 80 proc. wciąż pozostaje aktywnych, a tylko 10 proc. wypadło z rynku. Dobrze radzi sobie również paneuropejski program Startupbootcamp, obecny w Kopenhadze, Dublinie, Amsterdamie, Berlinie i Hajfie. Od trzech lat buduje swoją pozycję i zwiększa szansę start-upów na sukces na rynku — twierdzi Arkadiusz Hajduk.

W rodzimym stylu

W Polsce akceleracyjny model wspierania start-upów zadomowił się niedawno. W 2011 r. wystartował program GammaRebels, stworzony przez fundusz HardGamma Ventures. Obecnie rusza jego druga edycja, tym razem realizowana w partnerstwie z Google’em. Program jest skierowany do zespołów tworzących oprogramowanie i serwisy internetowe. By w nim wystartować, trzeba posiadać gotowy prototyp nowego produktu.

— GammaRebels oferuje inwestycję do 12 tys. EUR za 10 proc. udziałów w firmie, przestrzeń biurową na czas trwania programu oraz wsparcie mentorów z międzynarodowym doświadczeniem, w tym ekspertów firmy Google — wyjaśnia Krzysztof Kowalczyk, partner zarządzający w HardGamma Ventures.

Program zakończą spotkania z inwestorami w Krakowie, Londynie i w Dolinie Krzemowej. Szansa na pieniądze pozostaje wciąż otwarta, rekrutacja potrwa do połowy października. Końca natomiast dobiega już pierwsza edycja akceleratora Huge Thing. Siedem start-upów na początku października zaprezentuje efekty swojej półrocznej pracy na Demo Day w Londynie i w Warszawie.

Zespoły otrzymały już szkolenie w zakresie przedsiębiorczości, strategii biznesowej, sprzedaży, marketingu, HR i zarządzania finansami oraz inwestycję w wysokości 30 tys. zł w zamian za 10 proc. udziałów. Teraz będą szukać klientów, kluczowych partnerów i, co istotne, również kolejnej rundy finansowania.

— Druga edycja programu zostanie ogłoszona niebawem. Będziemy szukać zespołów z dobrymi pomysłami. W Huge Thing stawiamy jednak podstawowy warunek: produkt musi być uniwersalny geograficznie, a ambicje pomysłodawców globalne — zaznacza Arkadiusz Hajduk.

Koncept doszlifowany

Do akceleratorów zgłaszają się zwykle młodzi ludzie, posiadający niewielkie doświadczenie zawodowe. Z ich punktu widzenia wiedza, doświadczenie, a przede wszystkim kontakty biznesowe mentorów i pomoc w wykreowaniu i wypromowaniu start-upu mogą okazać się warte kilku procent udziałów w firmie. Szczególnie jeśli zamierzają działać w sektorze usług mobilnych czy nowych technologii lub gdy ich produkt wyprzedza aktualne trendy i dopiero szuka rynku zbytu.

— Udział w akceleratorze pozwala młodym przedsiębiorcom skupić się na dopracowaniu projektu, w czym pomocne jest doświadczenie kogoś, kto już odniósł sukces w biznesie. Bardzo często zdarza się, że zespół rozpoczyna program z jednym pomysłem,a wychodzi z zupełnie nowym biznesplanem, bo inny, wypracowany wspólnie z mentorami koncept ma większe szanse na sukces. W przypadku produktów internetowych, a najczęściej z takimi zgłaszają się przedsiębiorcy, w kilka tygodni można wiele zdziałać. Internet jest szczególnie atrakcyjny, bo wiąże się z niskimi kosztami na starcie i szybkim wzrostem. Trudno wyobrazić sobie zaprojektowanie, wyprodukowanie i sprzedanie dużej ilości skomplikowanych maszyn przy niskim zaangażowaniu kapitałowym i w tak krótkim czasie — zauważa Arkadiusz Hajduk.

OKIEM EKSPERTA

Sposób na szybki start

JAKUB LEBUDA

koordynator projektu inkubacji BIC Summer Star zrealizowanego w 2011 r. przy Politechnice Warszawskiej

Akceleracja to intensywne, skumulowane w czasie wsparcie dla młodych firm lub osób planujących własny biznes. W ramach programu uczestnicy otrzymują wsparcie eksperckie, szkolenia, miejsce do pracy. Akceleratory organizowane są zwykle przez fundacje działające na rzecz przedsiębiorczości lub fundusze inwestycyjne, które oferują uczestnikom niewielkie pieniądze w zamian za udział w istniejącym lub właśnie tworzonym przedsiębiorstwie (zwykle 10-20 proc.). Akceleracja trwa ok. 6-14 tygodni i kończą się Demo Day, czyli prezentacją wyników pracy przed inwestorami — cel to pozyskanie finansowania na kolejne etapy rozwoju. Zainteresowanie ze strony uczestników jest spore. Mechanizm jest dobrze znany przedsiębiorcom technologicznym, ale nie wszyscy chcą dzielić się udziałami w swojej firmie, zwłaszcza na tak wczesnym etapie rozwoju. Wycena projektu jest wówczas niewielka. Dużą wartość ma jednak dostęp do mentorów, ich wiedzy i kontaktów biznesowych. Na razie, większość akceleratorów działa w sektorze IT/mobile. Zestawienie europejskich akceleratorów można znaleźć na startupfactories.eu. Ale wśród najciekawszych programów na świecie są m.in. Y-Combinator, Techstars, Launchpad, Start-up Sauna, Ignite100.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Młodzi przedsiębiorcy na szybkiej ścieżce