Nic się nie stało – pękł balon

opublikowano: 18-06-2012, 00:00

EURO 2012

Porażka piłkarzy z Czechami przygnębiła społeczeństwo, ale jej następstwem nie będzie jakaś narodowa wielka smuta. W sobotę po prostu pękł balon iluzji, wspólnie pompowany w rzadko spotykanej patriotycznej zgodzie — od sterników państwa po ostatniego szarego kibica. Na szczęście we Wrocławiu po meczu biliśmy obiektywnie brawo sympatycznym Czechom i nikt z trybun nie rzucał się w dół w akcie rozpaczy. Nawiązuję tym do dramatów z 200-tysięcznego stadionu Maracana po największej klęsce gospodarzy w dziejach sportu, czyli przegranej 1:2 piłkarzy Brazylii z Urugwajem w meczu decydującym o mistrzostwie świata 1950. Ale co tam prehistoria, ledwie miesiąc temu po finale Ligi Mistrzów w Monachium piłkarze Bayernu ciągle siedzieli w szoku na trawie, gdy ekipa Chelsea biegała z pucharem…

W sportowym wątku EURO 2012 jednak graliśmy w sobotę naprawdę o wszystko — i narodowe nadzieje spłonęły na popiół. Przecież wyjście piłkarzy z grupy było absolutnym celem minimum podczas wielkich, pięcioletnich przygotowań kraju do mistrzostw. Kosztowne stadiony, lotniska, autostrady itd. sprzęgły się z samą esencją imprezy, czyli tym, co na boisku. I żadna to pociecha, że podobnie marnie skończyli gospodarze dwóch ostatnich wielkich turniejów — czyli Austria i Szwajcaria podczas EURO 2008, a Republika Południowej Afryki na Mundialu 2010. Notabene okolicznością dla EURO 2012 fatalną byłoby dołączenie do nas siostrzycy Ukrainy. Niedoścignionym globalnym wzorcem zintegrowania przygotowań organizacyjno- -inwestycyjnych ze sportowymi pozostaje Kanada, która zimową olimpiadę Vancouver 2010 ku własnemu zaskoczeniu zdecydowanie wygrała medalowo.

Przed EURO 2012 zimne dane już przypominałem, ale w kontekście straconych złudzeń wypada zrobić to jeszcze raz. Na starcie turnieju pozycje ekip „grupy marzeń” w rankingu FIFA były następujące: Rosja 13, Grecja 15, Czechy 27, Polska 62. Nawet przy uwzględnieniu, że ostatnio nie grywaliśmy o punkty, co dodatkowo dołuje nas o kilka pozycji, różnica jest porażająca. Tak jak występuje zjawisko strukturalnego bezrobocia, tak Polskę w sporcie najpopularniejszym na świecie dotyka strukturalne bezsukcesie. Jest ono niezależne od tego, kto prowadzi reprezentację, kogo trener Smuda wymieni itd. Ostatnim podrygiem piłkarzy do wysokich lotów był ćwierćfinał mistrzostw świata 1986, w którym Brazylia rozstrzelała nas 4:0. Zwracam uwagę, że zdarzyło się to jeszcze za PRL. Potem tylko srebrny błysk młodzieży na olimpiadzie w Barcelonie 1992. Generalnie dwie dekady przemian ustrojowych i gospodarczych oraz ogólnego skoku cywilizacyjnego akurat naszą piłkę kopaną relatywnie wręcz zdołowały.

Po sobotniej porażce w Polsce atmosfera społeczna wokół turnieju EURO 2012 w naturalny sposób siadła. Oczywiście podczas pozostałych spotkań grupowych, ćwierćfinałów i półfinału stadiony i strefy kibica będą pełne, ale to już jednak nie to samo. Systematycznie topnieje liczba flag przyczepionych do samochodów. Najbardziej zaś przykro, że stara prawda o Mundialach i EURO głosi, iż taki turniej naprawdę zaczyna się dopiero od fazy pucharowej, ją się pamięta i po latach do niej wraca. Niestety, dla nas wszystko skończyło się wcześniej…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu