Niech żyje chaos

opublikowano: 04-11-2019, 22:00

Pedantyczny pracownik na znalezienie rzeczy potrzebuje o 36 proc. więcej czasu niż jego kolega bałaganiarz

Świat zwariował na punkcie strategii, organizacji i planów. Nie kiwniemy palcem, dopóki nie dostaniemy jasnych wytycznych, co robić i w jakiej kolejności. Takie podejście wydaje się logiczne. Wynika z niego jednak więcej problemów niż korzyści. Dowiedli tego badacze komunikacji z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, analizujący akcję ratunkową po tsunami na Oceanie Indyjskim pod koniec 2004 r. Najskuteczniejsze okazały się ekipy, które koordynowały działania na bieżąco przez telefony komórkowe. Negatywne następstwa nadmiaru regulacji ujawniła kolejna klęska żywiołowa w Ameryce — spustoszenie Nowego Orleanu przez huragan Katrina w 2005 r. Zarzucano wtedy władzom, że nie przygotowały instrukcji na wypadek katastrofy.

Tymczasem zaleceń i rozporządzeń było tak dużo, że tylko przeszkadzały w niesieniu pomocy poszkodowanym. Dostawy sprzętu dla ratowników w wielu przypadkach wstrzymywano tylko dlatego, że nie przeszły odpowiednich procedur. Umiejętność operowania w chaosie sprawdza się w momentach ekstremalnych. Ale czy jest równie efektywna w codziennej pracy? Autorzy poradników rozwoju osobistego przekonują, że nie. Ludzką produktywność uzależniają od rozpisanych w punktach metod samokontroli, kalendarzy i umiejętności zarządzania sobą w czasie. W sukurs przychodzą im producenci aplikacji mobilnych, obiecujący, że dzięki tym innowacjom okiełznamy swój zewnętrzny i wewnętrzny bajzel oraz osiągniemy perfekcję automatu. W przypadku większości ludzi jednak dążenie do porządku i równowagi to szalona koncepcja. Zbyt wiele spraw walczy o nasz czas, energię i uwagę, by mogło się to udać.

Zresztą po co być pedantem? Najlepsze rzeczy biorą się z chaosu. Akt kreacji jest prymitywny, odrażający, brudny. Pomyślcie o tym, jak przyszliście na świat — zaleca Steven Pressfield w książce „Do roboty!”. Szpital może być sterylny, ale nawet najbardziej kulturalna matka rodzi w pocie, bólu, klnąc jak szewc. Na podobny dyskomfort, zdaniem autora, skazani są wszelkiej maści artyści, projektanci i innowatorzy. Zapewne nie cierpią oni, gdy coś zakłóca ich poczucie elegancji, harmonii i piękna. Doświadczając zamętu, mają wrażenie, że dzieje się z nimi coś niedobrego. Odstają od ideału? Jest dokładnie na odwrót. Spokój to stagnacja. Rozwój bierze się z rozgardiaszu, napięcia i zgiełku. „O wiele lepiej pracuję w chaosie” — zapewniał angielski malarz Francis Bacon. Picasso zakazał sprzątania w swojej pracowni, bo nie chciał, by ktokolwiek przekładał jego swobodnie rozrzucone rzeczy. Artystyczny nieład uwielbiała też Agnieszka Osiecka.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Odeszła od męża Daniela Passenta m.in. dlatego, że „okazał się chodzącą doskonałością” i „drażnił ją swoją drobiazgowością, pedanterią, logiką”. Zdeklarowanym wrogiem perfekcji i sterylności jest Andrzej Stasiuk. Zbyt wyśrubowane standardy estetyczne — uważa — przeszkadzają cieszyć się życiem. W jednym z wywiadów wyznał: „Kiedy przyjeżdżam z Niemiec, to kocham ten polski burdel, tę rozjebkę”. Popularny obraz geniusza przedstawia cokolwiek roztargnionego osobnika w niechlujnym ubraniu, który gabinet zamienił w stajnię Augiasza. Tytoń w perskim pantoflu, chemikalia w maselniczce, porozrzucane wszędzie papiery — w takim otoczeniu kryminalne zagadki rozwiązywał Sherlock Holmes. Co ten stereotyp ma wspólnego z rzeczywistością? Całkiem sporo — twierdzi Kathleen D. Vohs, psycholog z Uniwersytetu Minnesoty.

Uczestników swojego eksperymentu podzieliła na dwie grupy. Pierwszą wprowadzono do pokoi przypominających pobojowisko, drugą — do pomieszczeń wysprzątanych „na cacy”. Wszystkim wyznaczono to samo zadanie: wymyślić jak najwięcej zastosowań dla piłeczki pingpongowej. Pozornie osiągnięto remis: liczba propozycji zgłoszonych przez oba zespoły była zbliżona. Pomysły przebywających w bałaganie okazały się jednak dużo lepsze i nietuzinkowe. To nie koniec badania. Testowani mogli zamawiać smoothie w wersji klasycznej lub zmodyfikowanej. Kto się wykazał skłonnością eksperymentowania? Oczywiście osoby ulokowane w nieładzie — prawie dwa razy częściej od pozostałych prosiły o napój z napisem „nowość”. Gdy firmowych bałaganiarzy przymusza się do porządków, bronią się słynnym cytatem z Alberta Eisteina: „Jeśli bałagan na biurku symbolizuje bałagan w głowie, to czego symbolem jest puste biurko?”.

Dziś mogą również przytoczyć badania naukowców ze Szkoły Biznesu Columbia: pracownicy, którzy mają na biurku porządek, na znalezienie rzeczy potrzebują o 36 proc. więcej czasu niż ich mniej pedantyczni koledzy. Na łamach „Psychological Science” prof. Vohs tłumaczy: „Przebywanie w bałaganie odwodzi ludzi od konwencji, pozwala, by ich myśli biegły nowymi ścieżkami. Dzięki temu cechują się oni zauważalnie większą kreatywnością”. Dość umysłowej rutyny. Chaos zmusza nasze szare komórki do przeorganizowania się i większej aktywności. Pozwala łączyć rzeczy, które na pozór nie mają z sobą nic wspólnego. Zapomnijmy o porządku. Można żyć w nieładzie i… nie zwariować. Więcej: bałagan sprzyja sukcesom, spełnieniu i szczęściu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu