Nowy pomysł Brukseli może słono Polskę kosztować

opublikowano: 22-01-2018, 22:00

KE zamierza uzależnić dostęp do unijnych funduszy od praworządności. Wizja jeszcze mglista, ale ryzyko dla Polski duże.

„Nie jesteśmy na wojnie z Polską” — powiedział kilka tygodni temu Jean- Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej (KE). Jednak następnego dnia świat obiegła informacja o uruchomieniu procedury z art. 7. unijnego traktatu, który w uproszczeniu sprowadza się do uznania Polski za kraj, w którym istnieje „wyraźne ryzyko poważnego zagrożenia dla praworządności”. Choć nałożenie z tego tytułu sankcji wydaje się mało prawdopodobne (procedura wymaga jednomyślności państw członkowskich, a za nami murem stoją Węgry), to unijne organy o naszą praworządność walczyć nie przestały. Według brytyjskiego dziennika „Financial Times”, KE zamierza powiązać praworządność w danym kraju z jego dostępem do funduszy unijnych. „W propozycjach dotyczących konstruowania przyszłego budżetu (…) Komisja Europejska chce wprowadzić wymóg posiadania przez państwo członkowskie funkcjonującego i niezależnego sądownictwa. Pomysł został poparty przez komisarzy na spotkaniu w ubiegłym tygodniu i zostanie zaprezentowany jako element planów Brukseli w sprawie konstrukcji nowego budżetu (…) w maju” — napisał „FT”, nie mając wątpliwości, że przez taki zabieg Bruksela ryzykuje starcie z Polską.

Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej
Zobacz więcej

Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej Fot. Bloomberg

Podkreśla to zresztą w tytule artykułu. Według dziennika, za opracowanie metody oceny niezależności i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości odpowiadać ma Vera Jourova, komisarz ds. sprawiedliwości. Jej zdaniem, niezależne systemy sprawiedliwości są konieczne dla efektywnej kontroli wykorzystania funduszy UE. Günther Oettinger, komisarz ds. budżetu, rozważa natomiast dwa sposoby powiązania dostępu do unijnych funduszy z kwestią praworządności. Pierwszy, bardziej radykalny, uznaje praworządność za warunek dostępu do unijnej kasy. Drugi sprowadza się do systemu motywacyjnego — lepsze przestrzeganie praworządności „może być sposobem na otrzymanie większych kwot”. Konkretów — w szczególności dotyczących pomiaru tzw. praworządności — na razie brakuje. Może byłoby inaczej, gdyby więcej twardych przesłanek leżało u źródeł nieporozumień na linii Warszawa — Bruksela.

— Powiązanie dostępu do funduszy unijnych z kwestią praworządności to kolejny element gry politycznej. Bruksela szuka tematów zastępczych, które przykryją bieżące, realne sprawy. Takimi są chociażby trudności w sformułowaniu rządu w Niemczech — mówi Kornel Kot, analityk rynków finansowych DM TMS Brokers.

Jednym z nielicznych pewników w tej przepychance jest to, że Polska od lat jest dużym beneficjentem unijnego budżetu, a słaba pozycja podczas negocjacji nowej perspektywy finansowej (lata 2021-27), chociażby jedynie ze względu na napięte relacje z Brukselą, nie wróży naszej gospodarce niczego dobrego. Piotr Bartkiewicz, ekonomista mBanku, co prawda nie wierzy w to, że nawet stosunkowo mocne przykręcenie finansowego kurka przez Brukselę pogrążyłoby nas w recesji, ale też nie łudzi się, że zmiana przeszłaby niezauważona.

— Po pierwsze, oznaczałoby to prawdopodobnie wolniejsze tempo konwergencji Polski z krajami Europy Zachodniej po 2020 r. Po drugie, z unijnymi funduszami związana jest całkiem pokaźna biurokracja, zarówno publiczna, jak prywatna, więc w takim przypadku należy liczyć się z przejściowymi zaburzeniami związanymi chociażby z dyslokacją pracowników. Po trzecie, byłaby to istotna zmiana dla przedsiębiorstw, które przyzwyczaiły się do unijnego finansowania. Po czwarte wreszcie, bez pieniędzy unijnych Polska miałaby trudności z realizacją inwestycji publicznych — twierdzi ekonomista mBanku. Podkreśla, że brak unijnych funduszy w inwestycjach publicznych byłby wyjątkowo dotkliwy, bo państwo tak naprawdę nie ma możliwości zgromadzenia porównywalnej puli pieniniędzy na ten cel.

— Bez UE nie jesteśmy i prawdopodobnie nie będziemy w stanie wydawać na inwestycje publiczne tyle, ile przy jej wsparciu, przynajmniej przy obecnej strukturze budżetu — uważa Piotr Bartkiewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Nowy pomysł Brukseli może słono Polskę kosztować