Oszczędzaj na emeryturę, korzystając z podatkowych przywilejów

Bernard Waszczyk, Open Finance
opublikowano: 09-07-2013, 14:59

Rządowe plany dotyczące otwartych funduszy emerytalnych dla wielu osób mogą być zaskoczeniem, bo pieniądze do nich trafiające traktują – z pewnymi ograniczeniami – ale jednak jako swoją własność. Tak niestety nie jest, a pełnię kontroli nad naszymi pieniędzmi dają dopiero rozwiązania z zakresu tzw. III filaru, jak np. IKE czy IKZE.

Zaprezentowane przed dwoma tygodniami rządowe propozycje reformy systemu emerytalnego budzą wiele kontrowersji zarówno wśród ekspertów, jak i zwykłych obywateli. Przypomnijmy, że przedstawiono w sumie trzy warianty. W pierwszym można by wybrać, czy część składki ma trafiać do OFE (w takiej wysokości jak obecnie) czy wszystko ma być przekazywane do ZUS-u. Brak deklaracji oznaczałby automatyczny wybór opcji „zusowskiej”. W drugim wariancie również byłaby dobrowolność wyboru, z tym że ci, którzy zdecydowaliby się na to, żeby ich składki trafiały zarówno do OFE jak i do ZUS-u, musieliby się liczyć z tym, że ich obciążenia z tytułu składki przekazywanej na ubezpieczenie emerytalne, wzrosłyby o 2 pkt proc., z obecnych 19,52 do 21,52 proc. wynagrodzenia brutto. Trzeci wariant zakłada umorzenie wszystkich posiadanych przez OFE obligacji skarbowych (ponad 40 proc. ich aktywów, czyli ok. 120 mld zł) i przekazanie tych pieniędzy do ZUS-u. Nie jest wykluczone, że ostatecznie nie wprowadzono by rozwiązania łączącego powyższe propozycje.

Mogłoby się wydawać, że wprowadzenie dobrowolności wyboru, jest uczciwym postawieniem sprawy. Problem w tym, że rząd zaproponował także, że wypłatą emerytur pochodzących z OFE miałby zająć się ZUS. Niestety nie tylko od strony technicznej, co w sumie nie byłoby takim złym pomysłem, bo w myśl zaproponowanego rozwiązania, pieniądze gromadzone w OFE już na 10 lat przed oczekiwanym przejściem na emeryturę miałyby być stopniowo przekazywane do ZUS-u, gdzie nie byłyby inwestowane, tylko posłużyłyby do wypłaty bieżących świadczeń realizowanych przez Zakład. Zatem w chwili osiągnięcia wieku emerytalnego całość środków z OFE byłaby więc i tak tylko i wyłącznie zapisem na rachunku w ZUS.

W istocie mamy więc do czynienia nie tyle z chęcią uczynienia systemu bardziej efektywnym, a z próbą jego rozmontowania. Dla większości osób może to być pewnego rodzaju szokiem, bo pieniądze trafiające do OFE traktują jak swoją własność. Z ograniczoną możliwością dysponowania, ale jednak własność. Nagle okazuje się, że wcale tak nie jest. I to jest właśnie kluczowym problemem w całej tej historii. Wprowadzona przed 15 laty reforma miała m.in. na celu częściowe zindywidualizowanie systemu emerytalnego, czyli wprowadzenie zasady, że „ile uzbierasz, tyle w przyszłości dostaniesz”. W świetle zaproponowanych przez rząd zmian wydaje się, że ta koncepcja, przynajmniej w odniesieniu do powszechnej, obowiązkowej części systemu emerytalnego, została porzucona.

Na szczęście cały czas mamy do dyspozycji rozwiązania z zakresu tzw. III filaru. Dopiero on daje nam pełnię kontroli nad naszymi oszczędnościami. Ze względu na znaczące korzyści podatkowe, warto rozważyć skorzystanie z indywidualnego konta emerytalnego (IKE) i/lub indywidualnego konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE).

W pierwszym przypadku zachętą do oszczędzania na dodatkową emeryturę jest zwolnienie z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych. Uzyskuje się je za wytrwałość w oszczędzaniu, bo dopiero po skończeniu 60. roku życia. Przystąpić do programu można już w wieku 16 lat, zawierając umowę o prowadzenie IKE wyłącznie z jedną z pięciu instytucji: towarzystwem funduszy inwestycyjnych, towarzystwem ubezpieczeniowym, bankiem, biurem maklerskim lub powszechnym towarzystwem emerytalnym. Kwotę, jaką w danym roku kalendarzowym można w ten sposób zainwestować, określa minister właściwy dla spraw zabezpieczenia emerytalnego. W 2013 roku jest to 11 139 zł.

W odróżnieniu od wielu innych produktów oszczędnościowych (jak na przykład plany systematycznego oszczędzania w TFI czy polisy z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym) IKE cechuje duża elastyczność, bo nie trzeba dokonywać regularnych wpłat w określonych wysokościach. Ważne, aby dokonać wpłat w co najmniej pięciu dowolnych latach kalendarzowych. Pieniądze nie są zamrażane na kilkadziesiąt lat, zawsze istnieje możliwość dokonania częściowego zwrotu, czyli wcześniejszej wypłaty części środków zgromadzonych na IKE. W razie pilnej potrzeby można sięgnąć do pieniędzy bez konieczności likwidacji konta czy utraty prawa do zwolnienia z podatku. Przy tej operacji płaci się podatek, ale tylko proporcjonalnie do wypłacanej części kapitału.

Z kolei w przypadku IKZE zachęta polega na tym, że wpłacone w danym roku kalendarzowym na IKZE pieniądze można przy okazji rocznego rozliczenia podatkowego, odliczyć sobie od kwoty stanowiącej podstawę opodatkowania.

Ile można skorzystać? To zależy od tego ile się zarabia. Górne ograniczenie wpłat na IKZE w danym roku to 4 proc. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne za rok poprzedni, czyli w przypadku osób pracujących na podstawie umowy o pracę, wynagrodzenie brutto z ubiegłego roku. Żeby dowiedzieć się jaki limit nam przysługuje i ile może wynieść ulga podatkowa, trzeba po prostu obliczyć zeszłoroczne wynagrodzenie brutto. Można w tym celu zajrzeć do zeszłorocznego PIT-a. Następnie należy obliczyć ile to jest 4 proc. z tej kwoty – to będzie górny limit możliwej wpłaty na IKZE. Jeśli suma rocznych zarobków nie przekracza 85 tys. zł, to podatek płaci się według niższej, 18-proc. stawki. Ostateczny podatek można więc zmniejszyć o kwotę stanowiącą 18 proc. obliczonego wcześniej rocznego limitu wpłat na IKZE. Przykład: w przypadku zarobków brutto w wysokości 3500 zł miesięcznie, roczny limit wpłat na IKZE wynosi 1680 zł. 18 proc. z tego to 302,40 zł – tyle wyniosłaby więc realna korzyść dla podatnika. Pamiętajmy, że przy takich zarobkach suma wszystkich zaliczek odprowadzonych do urzędu skarbowego w ciągu roku wynosi ok. 2900 zł. Ulga może więc zmniejszyć podatek o mniej więcej jedną dziesiątą.

W przypadku osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą, czyli tzw. samo zatrudnionych, płacących składki na ubezpieczenie społeczne zazwyczaj od najniższej możliwej podstawy wymiaru ich naliczania, korzyści w przypadku IKZE będą ograniczone. Przykładowo w tym roku nie mogą wpłacić na IKZE więcej niż 1015,5 zł. Zatem korzyść podatkowa przy okazji najbliższego rozliczenia rocznego wyniosłaby ok. 180 zł.

Podobnie jak w przypadku IKE, IKZE można założyć już od 16 roku życia, podpisując umowę z jedną z wybranych instytucji, którymi mogą być: towarzystwa funduszy inwestycyjnych, towarzystwa ubezpieczeniowe, banki, domy maklerskie oraz powszechne towarzystwa emerytalne. Zyski z gromadzonych w ten sposób oszczędności są zwolnione z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych (o ile nie wycofamy pieniędzy przez osiągnięciem 65. roku życia). Ale – co trzeba wyraźnie podkreślić – kiedy już przyjdzie moment wypłaty, uzyskane w ten sposób środki będą potraktowane jak dodatkowy dochód, z którego trzeba się rozliczyć i odprowadzić od niego podatek na zasadach ogólnych, według właściwej stawki, które obecnie wynoszą 18 i 32 proc.

Uprawnienie do wypłaty środków zgromadzonych w ramach IKZE przy zachowaniu wszelkich związanych z tym przywilejów podatkowych, następuje w momencie ukończenia 65. roku życia. Wypłata, w zależności od decyzji oszczędzającego, będzie mogła być dokonana w całości lub w ratach. W przypadku wybrania tego drugiego wariantu, wypłata następować będzie przez okres co najmniej 10 lat, chyba że okres oszczędzania był krótszy, ale nie krótszy niż pięć lat (jednym z warunków, które należy wypełnić, aby skorzystać ze zwolnienia z podatku od zysków kapitałowych, jest dokonywanie wpłat w co najmniej pięciu latach kalendarzowych).

Oszczędzający w IKZE ma prawo dokonać wypłaty całości bądź części pieniędzy przed osiągnięciem wymaganego wieku, ale musi liczyć się z tym, że zapłaci od tej kwoty podatek. Dolicza się ją bowiem do dochodu przy rocznym rozliczeniu PIT. Możliwe są też wypłaty transferowe, czyli przenosiny z jednej instytucji do drugiej w ramach zmiany usługodawcy. W takim przypadku nie trzeba płacić podatku, a instytucja ma prawo naliczyć dodatkową opłatę tylko w przypadku, gdy rezygnujemy z jej usług przed upływem roku od dnia podpisania umowy.



© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bernard Waszczyk, Open Finance

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Oszczędzaj na emeryturę, korzystając z podatkowych przywilejów