Polacy ograniczyli apetyt na jedzenie w dostawie

opublikowano: 27-10-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Na rynku jedzenia w dostawie widać spowolnienie. Jego lider, Pyszne.pl, chce się wzmacniać w największych miastach dzięki własnym kurierom

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak w ostatnich miesiącach zmieniła się liczba i wartość zamówień jedzenia w dostawie,
  • jaka jest sytuacja na polskim rynku,
  • jak Pyszne.pl chce cywilizować warunki zatrudnienia dostawców jedzenia

W pandemii rynek jedzenia w dostawie w Polsce znacznie przytył. Teraz jest wyraźnie gorzej, bo przez wysoką inflację konsumenci zaczęli ograniczać zamówienia.

– W 2021 r. liczba restauracji dostępnych online zwiększyła się o około 1,5 tys. W tym roku spowolnienie jest wyraźne i widzimy, że zwiększa się liczba zamknięć restauracji. Staramy się temu przeciwdziałać m.in. przy pomocy dodatkowych narzędzi marketingowych oraz naszych konsultantów, którzy pomagają restauracjom w optymalizacji menu i parametrów dostawy, takich jak jej strefa i koszty – mówi Arkadiusz Krupicz, prezes Pyszne.pl, największej platformy do zamawiania jedzenia online w Polsce.

Rynkowy hegemon:
Rynkowy hegemon:
Pyszne.pl, którym kieruje Arkadiusz Krupicz, obsługuje ponad 40 proc. polskiego rynku zamówień online z restauracji. Tylko dwóch konkurentów ma udział przekraczający 10 proc. Według szefa rynkowego lidera liczba platform tego typu będzie się kurczyć.
Tomasz Walków

Mniej jedzenia

Pyszne.pl od 2014 r. należy do notowanej na giełdach w Amsterdamie i Londynie grupy Just Eat Takeaway.com. Jej dane finansowe pokazują, że klienci na całym świecie zamawiają w tym roku mniej jedzenia w dostawie niż w ubiegłym – ale płacą za nie więcej. Grupa globalnie przez trzy kwartały tego roku przyjęła 744,7 mln zamówień, czyli o 9 proc. mniej niż rok wcześniej. Na rynkach amerykańskim, brytyjskim i południowoeuropejskim spadek liczby zamówień był dwucyfrowy. Tylko w trzecim kwartale spadek liczby zamówień był jeszcze większy (11 proc. w dół), lecz ich łączna wartość skoczyła o 2 proc., do 6,9 mld USD.

– W polskim przypadku w pierwszej połowie roku częstotliwość zamówień była wyższa niż przed pandemią. Z uwagi na wyjątkową sytuację czas pandemii nie jest dla nas punktem odniesienia. W ostatnich miesiącach widać natomiast spowolnienie i częstotliwość zamówień się zmniejszyła, natomiast rośnie średnia wartość koszyka zakupowego. To efekt inflacji – tłumaczy Arkadiusz Krupicz.

Posiłki za pośrednictwem Pyszne.pl można obecnie zamawiać w około 700 miejscowościach w Polsce. W 30 największych miastach platforma udostępnia restauracjom możliwość dostarczania posiłków za pośrednictwem jej własnych kurierów.

– Uruchomienie tej usługi w mniejszych ośrodkach będzie postępowało wraz z zapotrzebowaniem lokalnych restauracji – deklaruje szef Pyszne.pl.

Okiem restauratora
Prowizje są zbyt wysokie
Jacek Czauderna
prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej

Pandemia bez wątpienia zmieniła zwyczaje konsumentów i dużo osób, które wcześniej były gośćmi restauracji, przyzwyczaiło się do zamawiania jedzenia online. Przy okazji na rynku pojawiło się sporo nowych integratorów i platform do zamawiania, konkurujących z silnymi graczami. Restauratorzy z nich korzystają, ale nie da się ukryć, że wysokość pobieranych przez integratorów prowizji jest obecnie nierynkowa. Przy rosnących kosztach działania restauracji i galopującej inflacji nie da się utrzymać cen na poziomie podobnym jak kiedyś, a nawet przy wyższych cenach prowizje sprawiają, że w wielu przypadkach restauratorzy nie widzą ekonomicznego sensu oferowania jedzenia w dostawie przy użyciu zewnętrznych platform. Sami natomiast nie mogą często dostarczyć takiej usługi, bo brakuje ludzi do pracy. Jako restaurator też mierzyłem się z takimi problemami – o ile bowiem lokale z pizzą czy sushi, które już przed pandemią były silne w dostawie, mogły się łatwiej przystosować, o tyle wejście w dostawy w czasie lock-downów szybko okazywało się złym pomysłem, bo przychody i zyski nie pokrywały kosztów. Z tych powodów Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej przystąpiła do inicjatywy stworzenia przez restauratorów lokalnych, spółdzielczych platform do zamawiania jedzenia – istnieją narzędzia informatyczne pozwalające na ich łatwe stworzenie, są też firmy oferujące usługi dowozu bez pobierania prowizji od obrotu restauracji. Liczymy na to, że takie platformy pojawią się w kolejnych miastach – i na to, że integratorzy dostosują wysokość prowizji do realiów rynkowych.

Cywilizowanie rynku

Przedstawiciel platformy podkreśla, że na trudnym rynku pracy niełatwo znaleźć chętnych do dostarczania posiłków – i przede wszystkim ich utrzymać. Dlatego, jak mówi, oferuje im lepsze warunki zatrudnienia niż konkurenci.

– Rynek pracy w dostawach jedzenia trzeba ucywilizować. My wprowadziliśmy model, który naszym zdaniem powinien być standardem. Ludzie nie mogą pracować tylko za prowizje od zrealizowanych zamówień, bo nie daje to im żadnego bezpieczeństwa finansowego i nie pozwala zaplanować domowego budżetu. Dlatego podpisujemy z kurierami umowy zlecenia z gwarantowaną stawką godzinową. Oni z tygodnia na tydzień podają swoją dostępność. Poza bazową stawką godzinową, kurierzy otrzymują progresywny bonus uzależniony od stażu, bonus za zrealizowane zamówienia, dodatek za korzystanie z prywatnego telefonu, ekwiwalent za pranie odzieży – dopłacamy również, gdy poruszają się własnym rowerem. Są też dodatkowo ubezpieczani – wylicza Arkadiusz Krupicz.

Firma liczy na to, że dzięki temu łatwiej jej będzie rekrutować pracowników.

– Współpracuje z nami około 1,5 tys. kurierów. Sama ta liczba nie jest miarodajna, bo niektórzy jeżdżą kilkanaście godzin w miesiącu, a dla innych to główna praca. Nie prowadzimy statystyk co do narodowości tych osób, ale w procesie rekrutacji wymagamy, by na rozmowie kwalifikacyjnej kandydat udowodnił, że komunikuje się w języku polskim – mówi Arkadiusz Krupicz.

Spowolnienie szybkich dostaw

W raporcie o rynku dowozów jedzenia firma Stava podawała, że w ubiegłym roku wartość obrotów całej gastronomii w Polsce sięgnęła blisko 26 mld zł. 8,8 mld zł – czyli o 12 proc. mniej niż rok wcześniej – przyniosły posiłki w dostawie, które konsumenci wciąż najczęściej zamawiają, dzwoniąc do restauracji a nie za pośrednictwem internetu. Stava podaje, że zamówienia online były w ubiegłym roku warte 3,06 mld zł, a w tym roku będzie to 3,87 mld zł.

Pyszne.pl ma zdecydowanie największy udział w tym rynku. Stava szacuje go na 43 proc. Najwięksi konkurenci to UberEats z 13-procentowym udziałem i Glovo (dawniej PizzaPortal), które odpowiada za 11 proc. rynku. Pozostałe platformy mają śladowy udział, natomiast 28 proc. zamówień online restauracje przyjmują i obsługują samodzielnie.

– Na rynku sporo się dzieje. Widzieliśmy w ostatnich kilkunastu miesiącach mocne wejście graczy z segmentu quick commerce, oferujących również błyskawiczne dostawy ze sklepów spożywczych. Teraz patrzymy na szybkie wychodzenie większości z nich, bo inwestorzy tego typu firm szybko przestawili priorytety ze wzrostu skali na wypracowywanie rentowności na kluczowych rynkach – a to nie wszystkim się udało. W naszym segmencie rynku sytuacja jest bardziej stabilna, ale gracze o mniejszej skali też będą się wycofywać. W dłuższej perspektywie spodziewałbym się, że w Polsce zostaną dwie, maksymalnie trzy platformy do zamawiania jedzenia, przy czym tylko lider będzie w stanie osiągnąć zadowalającą rentowność – prognozuje Arkadiusz Krupicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane