Przepisy potrzebne przestrzeni

opublikowano: 23-08-2015, 22:00

Wrogiem ładu przestrzennego jest nie tyle koślawa litera prawa, ile brak nadzoru nad jej przestrzeganiem

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Na zmiany przepisów urbaniści czekają od lat. Pytanie, czy nowe regulacje rzeczywiście pozwolą zapanować nad przestrzennym chaosem w polskich miastach. Okazuje się, że może to wcale nie być takie łatwe.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Decyzja do zmiany

Grzegorz Buczek, wiceprezes Towarzystwa Urbanistów Polskich (TUP), uważa, że projekt nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym może — zgodnie z powszechnym oczekiwaniem — poprawić pewne przepisy i procedury, które „wymknęły się spod kontroli”. Podkreśla jednak, że wciąż nie jest pewne, czy w ogóle zmienione przepisy uda się uchwalić w tej kadencji parlamentu.

— Chodzi przede wszystkim o sposób stosowania decyzji o warunkach zabudowy. W zamyśle autorów ustawy przyjętej w 2003 r. tzw. decyzje WZ miały być narzędziem umożliwiającym wydawanie pozwoleń na budowę w bezpośrednim sąsiedztwie uregulowanej zabudowy. Miały dać możliwość realizacji takich obiektów, które dobrze wpisywałyby się w otaczającą architekturę. Jednak obecnie decyzje WZ są powszechne i nadużywane. To przyczyniło się do powstania chaosu przestrzennego, a projekt nowelizacji zakłada ograniczenie stosowania decyzji WZ — wyjaśnia Grzegorz Buczek.

Projekt nowelizacji zakłada, że decyzja o warunkach zabudowy będzie obowiązywała przez 2 lata. Teraz jest ona ważna bezterminowo. — Taka zmiana pozwoliłaby ograniczyć proceder uzyskiwania decyzji WZ nie po to, aby przeprowadzić na danym terenie jakąś inwestycję, ale aby spekulować ceną nieruchomości — zauważa Małgorzata Kasprowicz, dyrektor wydziału urbanistyki i architektury w Urzędzie Miasta Łodzi.

Kulejący nadzór

Małgorzata Kasprowicz z aprobatą podchodzi też do zmian, które mają kontrolować tzw. suburbanizację, czyli budowę osiedli na obrzeżu gminy. Infrastruktura na tych terenach często nie jest wystarczająca (brakuje dróg czy szkół), co powoduje niezadowolenie osiedlających się tam mieszkańców i w efekcie zmusza gminy do podejmowania kosztownych inwestycji. Dlatego też nowa zabudowa (z wyłączeniem zabudowy wiejskiej) ma powstawać na gruntach, które są do tego przygotowane.

Projekt zakłada, że powstawanie obiektów na terenach bez odpowiedniej infrastruktury będzie możliwe na podstawie planu miejscowego, który będzie uchwalany z inicjatywy inwestora lub gminy. Jeśli to inwestor będzie inicjował cały proces, będzie musiał również stworzyć brakującą infrastrukturę i bezpłatnie przekazać ją gminie.

Nowe przepisy mają również zwiększyć wpływ lokalnych społeczności na zarządzanie miejską przestrzenią. Jeśli nowelizacja zostanie uchwalona w tym kształcie, to przy przygotowaniu projektu studium i planu miejscowego na etapie prac planistycznych gminy będą musiały obowiązkowo przeprowadzić konsultacje społeczne. Zdaniem Grzegorza Buczka, problemem nie są przepisy, ale ich egzekwowanie i nadzór nad ich przestrzeganiem.

— Przykładowo uchwalenie nowego lub zmiana miejscowego planu może nastąpić jedynie w zgodności z aktualnym studium zagospodarowania przestrzennego gminy, za co odpowiadają jej władze. Jednak studia gminne często nie są aktualizowane, a mimo to wojewodowie nie kwestionują ważności uchwał dotyczących planów opracowanych na ich podstawie. Skoro zarówno gminy, jak i organ, który powinien je nadzorować, nie przestrzegają prawa, to czy sytuację poprawi sama zmiana przepisów?

Dużo zamieszania wprowadza orzecznictwo administracyjne. Samorządowe kolegia odwoławcze często rozpatrują odwołania od decyzji organów gmin w sprawach urbanistycznych. Jednak orzeczenia kolegiów bardzo często są uchylane przez wojewódzkie sądy administracyjne. Wyroki sądów z kolei nie są jednoznaczne.

Wykładnia tego samego przepisu często różni się zależnie od tego, który sąd wydawał wyrok. Na domiar złego niekiedy te same sądy wydają zupełnie odmienne wyroki, opierając je na tych samych przepisach. Dlatego nie jestem do końca przekonany, że nowelizacja zmieni wiele w planowaniu przestrzeni miast, chociaż jej projekt to krok w dobrym kierunku — twierdzi Grzegorz Buczek.

Małgorzata Kasprowicz również zwraca uwagę na problem z wykładniami sądów administracyjnych, które ograniczają pole manewru w kształtowaniu przestrzeni miasta, np. stawiając na pierwszym miejscu prawo do korzystania z własności.

Krajobraz dla chętnych

Od 11 września samorządy będą mogły skorzystać z jeszcze innych przepisów, które pozwolą im uporządkować przestrzeń, a właściwie samowolę reklamową w gminie. Tzw. ustawa krajobrazowa umożliwia im podejmowanie uchwał, które będą regulowały kwestie umieszczania reklam oraz kar za nieprzestrzeganie lokalnych przepisów.

Jak wyjaśnia Grzegorz Buczek, ustawa krajobrazowa jest jedynie narzędziem dla gmin i nie nakłada na nie obowiązku uporządkowania reklam w mieście. Dlatego można ją traktować raczej jako sposób na wymówkę o braku narzędzia do takich działań.

— Warto pamiętać, że przepisy ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym dają jednostkom samorządu terytorialnego możliwość ustalania zasad rozmieszczenia reklam. Jest to jednak utrudnione, ponieważ przepisy z tego zakresu muszą być częścią kompleksowego planu miejscowego, a nie odrębnej regulacji planistycznej — tłumaczy wiceprezes TUP.

r

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu