Samorządy chcą dopłat do recyklingu

Aleksandra RogalaAleksandra Rogala
opublikowano: 2019-01-14 22:00

Nie tylko prąd drożeje, opłaty za śmieci wzrosną w niektórych gminach nawet o ponad 100 proc.

W Polsce gospodarkę odpadami finansują dziś samorządy i mieszkańcy gmin. Te pierwsze na podstawie cen oferowanych przez firmy odbierające i przetwarzające odpady w przetargach narzucają tym drugim opłaty za odbiór odpadów, w które wkalkulowany jest koszt składowania śmieci na wysypisku lub odzyskiwania surowców wtórnych. Dzisiaj te koszty z wielu powodów rosną. Dlatego eksperci z branży postulują, aby były wliczane w cenę produktu, który jest opakowany w aluminium, szkło, plastik czy karton (często te surowce są ze sobą zmieszane, co utrudnia recykling). Zdaniem Forum Gospodarki Odpadami (FGO), w ten sposób przedsiębiorcy byliby współodpowiedzialni za finansowanie systemu gospodarki odpadami.

Postulat to nie wymysł

— Te koszty nie obciążyłyby bezpośrednio mieszkańca w opłacie za odbiór odpadów, ale jako konsumenta danego dobra — uważa Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK).

Podkreśla, że postulat nie jest wymysłem branży, ale wymogiem unijnej dyrektywy odpadowej. Jego zdaniem, przemysł powinien finansować 1/3 kosztów gospodarki odpadami, corocznie daje ok. 1,5-2 mld zł (dziś z tytułu opłaty recyklingowej do budżetu państwa wpływa tylko ok. 40 mln zł). Te pieniądze pozwoliłyby na zmniejszenie opłat za odbiór odpadów płaconych przez mieszkańców gmin.

— Polska ma jeszcze czas na przystosowanie się do unijnej dyrektywy odpadowej. Nam chodzi o to, żeby te zmiany przyspieszyć, tak jak zrobiły to już inne kraje Europy — dodaje Tomasz Uciński, prezes Krajowej Izby Gospodarki Odpadami.

Z jego informacji wynika, że Henryk Kowalczyk, minister środowiska, zastanawia się nad powołaniem specjalnego resortowego zespołu do pracy nad nową legislacją wprowadzającą mechanizm tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta na rynku odpadów.

Ceny w górę

Tymczasem całą Polskę zalała fala podwyżek za odbiór śmieci. Krajowa Izba Gospodarcza (KIG) szacuje, że w wielu gminach wzrosły one ostatnio nawet ok. 100-140 proc. KIG wyliczyła, że do niedawna mieszkańcy miast i wsi płacili średnio 9 zł (po uwzględnieniu realnych kosztów gospodarki odpadami opłata powinna wynosić 14 zł). Dziś, aby firmy i samorządy nie musiały dopłacać do systemu, realna opłata powinna wynosić średnio 22 zł.

Wzrost opłat za odbiór śmieci ma związek z przyjętą w lipcu (po fali medialnych doniesień na temat płonących wysypisk śmieci) nową ustawą o gospodarce odpadami, wymierzoną w szarą strefę. Nałożyła ona na firmy wymogi,np. związane z przepisami przeciwpożarowymi. Rosnące stawki to też efekt wyższej tzw. opłaty marszałkowskiej (opłaty za składowanie śmieci, która ma motywować do recyklingu zamiast oddawania odpadów na wysypiska), wzrostu średniej płacy i cen paliwa, nowego systemu segregacji, a także nadwyżki odpadów selektywnych na rynku.

Ta ostania doprowadziła do znacznego wzrostu opłat pobieranych przez tzw. RIPOK-i, czyli regionalne instalcje do przetwarzania odpadów, do których trafiają śmieci z danego regionu. 

— Obserwujemy to od paru lat. O ile szkło i papier można sprzedać, to z pozostałymi frakcjami jest problem — mówi Piotr Szewczyk z rady RIPOK.

Jego zdaniem, z powodu nadpodaży nie można zarabiać na surowcach wtórnych, a firmy, które przyjmują odpady, często wręcz do nich dopłacają. 

Pomysł włączenia do polskiego prawodawstwa mechanizmu rozserzonej odpowiedzialności producenta popierają też samorządowcy, m.in. ze Związku Miast Polskich (ZMP) i Związku Gmin Wiejskich (ZGW). 

- Przez wiele lat w przetargach na odbiór i zagospodarowanie odapadów mieliśmy do czyniania z cenami dumpingowymi. W ślad za firmami gminy też narzucały właścicielom nieruchomości dumpingowe opłaty za wywóz śmieci  - mówi Andrzej Porawski z ZMP. 

Jego zdaniem, dzisiaj producenci, którzy sprzedają swoje produty w opakowaniach, mają marginalny udział w finansowaniu gospodarki odpadami, a poza tym nie zwracają uwagi na to, aby korzystać z surowców ekologicznych. 

Pół roku temu NIK alarmowała, że Polska nie zdąży osiągnąć wymaganego przez UE poziomu 50 proc. recyclingu do 2020 r. Dziś odzyskujemy tylko 25 proc.

Możesz zainteresować się również: