Śmieciowa ustawa komplikuje inwestycje

Projekty samorządów, także dofinansowywane przez UE, natrafiły na rafę

Od ponad dwóch tygodni obowiązuje nowela ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (popularnie zwana ustawą śmieciową), która ma zrewolucjonizować gospodarkę odpadami komunalnymi. Nowe prawo zmusza do segregacji odpadów, a nielegalne wyrzucanie śmieci przestanie się opłacać. Okazuje się jednak, że może też pokrzyżować plany inwestycyjne tych samorządów, które zamierzały budować zakłady do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów (MBP).

— Dla regionalnych zakładów zagospodarowania odpadów przyjęto w ustawie definicję zakładu i instalacji z ustawy prawo ochrony środowiska. Oznacza to, że każda instalacja MBP musi być tam, gdzie jest składowisko odpadów, mające wolne miejsce na 15 lat obsługi. Poza tym kompostownia dla odpadów zielonych i instalacja MBP dla odpadów zmieszanych oraz składowisko muszą mieć tego samego właściciela prawnego — mówi Tomasz Wollny ze stowarzyszenia STE-Silesia, zajmującego się ochroną środowiska.

Tykające bomby

Problem mają więc m.in. władze Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi w Olsztynie (ZGOK). W tym mieście za 283 mln zł (z tego 163 mln zł z dotacji unijnych) ma powstać instalacja mechaniczno-biologicznej stabilizacji odpadów, a składowisko będzie w innym miejscu.

— Zapisy w ustawie zaskoczyły nas, ponieważ zaplanowaliśmy, że składowisko odpadów powstanie 80 km od Olsztyna. Inwestycja ma być ukończona i uruchomiona jesienią 2014 r. — mówi Katarzyna Ludwiszewska ze ZGOK.

Kilka lat temu zamknięto niespełniające norm unijnych składowisko 10 km od Olsztyna. Nie udało się uzyskać społecznej zgody na budowę w okolicy nowego, stąd pomysł na tak odległe umiejscowienie składowiska.

— Na tym etapie prac nie możemy tego zmieniać — mówi Katarzyna Ludwiszewska. ZGOK nie wie, co z tym fantem zrobić. Tomasz Wollny podaje kolejne przykłady.

— We Wrocławiu instalacja do mechanicznego przerobu z 2009 r. nie będzie mogła być rozbudowana o część biologiczną, bo w mieście nie ma składowiska, jest 50 km dalej. Instalacja nie może więc przyjmować odpadów zmieszanych, a tym samym skazana jest na zamknięcie. W Opolu zaś składowiskiem i instalacjami biologicznymi dysponuje zakład komunalny, a instalację mechanicznego przerobu (stoi na składowisku) posiada firma Remondis. Nie mogą działać wspólnie jako Zakład Zagospodarowania Odpadów, bo są to inni właściciele prawni — tłumaczy ekspert.

Tymczasem rząd zaleca firmom i samorządom budowę kolejnych MBP. Resort środowiska przedstawił właśnie projekt rozporządzenia dotyczący ich funkcjonowania. W uzasadnieniu przywołuje Krajowy Plan Gospodarki Odpadami, według którego budowa zakładów MBP pochłonie do 2020 r. ponad 1,1 mld EUR. Będą w nie inwestować nie tylko duże miasta, ale też mniejsze — powyżej 150 tys. mieszkańców.

Moce w powijakach

Właścicielom istniejących linii resort daje dwa lata na dostosowanie. Branżowi eksperci uważają, że to niewykonalne.

— Według danych zawartych w uzasadnieniu do projektu, w Polsce ilość odpadów komunalnych ulegających biodegradacji, które powinny być poddane odzyskowi i unieszkodliwieniu, wyniesie w 2013 r. około 4,7 mln ton. Moce przerobowe 11 instalacji do biologiczno-mechanicznej utylizacji wynoszą 412 tys. ton, a budowa spalarni jest w powijakach. Łatwo wyliczyć, że pozostaje nam 4,28 mln ton odpadów do przetworzenia — uważa Wiktor Mokrzycki, wiceprezes giełdowego Mo-Bruku. Inwestycje w instalacje przetwarzające odpady mają problemy ze społeczną akceptacją.

— Samorządy bardzo niechętnie wydają decyzje środowiskowe. W tej sytuacji uważam, że problem zagospodarowania odpadów biodegradowalnych zgodnie z wymogami UE jest niemożliwy do rozwiązania w ciągu 24 miesięcy — mówi Wiktor Mokrzycki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska,

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy