Spokojnie, to tylko kataklizm!

opublikowano: 28-10-2018, 22:00

Sztuką jest spaść ze szczytu i wdrapać się na niego ponownie. Jak tego dokonać?

To nie był dla Janusza Korczaka najlepszy czas. Wszystkie jego plany, marzenia i nadzieje rozsypały się jak domek z kart. Zapuścił się chłopina dokumentnie. Pewnego razu siedział na ławce Parku Ujazdowskim w Warszawie nieogolony, w wytartym, zwisającym płaszczu. Podeszła do niego kilkuletnia dziewczynka, z palcem w buzi i wielką żółtą kokardą. „Pan Doktor” pogłaskał ją po twarzy. „Precz z łapami ty, dziadu, bo policjanta zawołam!” — krzyknęła siedząca na sąsiedniej ławce opiekunka tego dziecka.

O naszym losie nie decyduje tylko rodzaj kryzysu, ale też
sposób, w jaki reagujemy na porażki i niepowodzenia — mówi Julia Kołodko,
psycholog, ekonomistka behawioralna i autorka bloga www.juliakolodko.com.
Zobacz więcej

NIE DAJ SIĘ ZŁAMAĆ:

O naszym losie nie decyduje tylko rodzaj kryzysu, ale też sposób, w jaki reagujemy na porażki i niepowodzenia — mówi Julia Kołodko, psycholog, ekonomistka behawioralna i autorka bloga www.juliakolodko.com. Fot. ARC

Nazwanie dziadem sprawiło, że Janusz Korczak zdecydował się zrobić coś sensownego, choćby jedną sensowną rzecz — i pojechał do najbiedniejszego żydowskiego sierocińca. Przedstawił się jako lekarz i zaproponował, że zbada dzieci. „Może i jest pan lekarzem, ale ja nie mam żadnych pieniędzy na takie badania” — usłyszał. „A czy ja mówię o pieniądzach” — odparł.

Także w przypadku niektórych ludzi biznesu upokorzenie, porażka lub strata jest momentem przewartościowania życia i kariery. Przypomnijmy sobie historię Steve’a Jobsa, którego firma wyrzuciła, a potem przyjęła z powrotem — i to razem ze startupem NeXT, który kosztował Apple 400 mln USD. Lekko nie miał też Steve Heyer, pominięty w awansie na dyrektora generalnego Coca-Coli, który stanął później na czele Starwood Hotels and Resorts (międzynarodowe konsorcjum hotelarskie, należące do Marriott International). Najbardziej spektakularnym przykładem jest zapewne Donald Trump, który podniósł się po poważnych problemach swoich kasyn, został poważnym inwestorem w branży nieruchomości i gwiazdą popkultury, a w końcu także prezydentem Stanów Zjednoczonych.

„Historie te wciąż są jednak wyjątkami, nie regułą” — uświadamiali A. Sonnerfeld i Andrew J. Ward w artykule „Powrót do kariery” opublikowanym w „Harvard Business Review”. Naukowcy przeanalizowali 450 zmian na stanowiskach zarządczych w latach 1988-92. Tylko 35 proc. usuniętych z foteli dyrektorów powróciło do swoich kierowniczych ról w ciągu dwóch lat. 22 proc. wycofało się i zostało doradcami — i to najczęściej małych spółek. 43 proc. odeszło na emeryturę. Co sprawia, że zdetronizowani liderzy tak rzadko wracają na szczyt? Albo inaczej: jak to jest, że niektórzy biorą się za bary z trudami życia i ostatecznie wygrywają, a inni po byle kryzysie wpadają w marazm, depresję i nawet nie próbują stanąć na nogi?

Optymizm nie popłaca

Wielu trenerów i mówców motywacyjnych uzależnia zawodową reaktywację od optymizmu. Wierzą w samospełniającą się przepowiednię — cokolwiek założymy: sukces lub przegraną, to się nam ziści. Wydarzenia, które nas spotykają, są odzwierciedleniem naszych myśli, uczuć i przewidywań. Jeżeli dostaliśmy wypowiedzenie z pracy, najwidoczniej byliśmy pesymistami. Jeśli zasłużyliśmy na podwyżkę i awans, to głównie z powodu swojej wysokiej samooceny, pogody ducha i entuzjazmu, którym emanujemy na otoczenie.

— Takie teorie powinniśmy włożyć między bajki. Pozytywne myślenie przynosi korzyść tylko wtedy, gdy łączy się z konstruktywnym działaniem. Nie wystarczy sobie wyobrazić, że strzelimy szóstkę w lotto. Trzeba jeszcze kupić los. A nuż się uda — uśmiecha się Adam Bodziak, specjalista od tworzenia marki osobistej.

Jego zdaniem, nadmierni optymiści rzadko ubezpieczają się od wypadku, choroby i pożaru mieszkania. Nie instalują alarmów w samochodach, lekceważą sygnały o zbliżającym się kryzysie gospodarczym i problemy w firmie, które mogą się skończyć masowymi zwolnieniami. Zakładanie samych dobrych rzeczy w życiu, biznesie i karierze usypia ich czujność. Gdy pojawiają się nieszczęścia, kłopoty i zło, ogarnia ich paraliż i dezorientacja — tym bardziej nie zrobią nic, co mogłoby poprawić ich położenie.

— Potrzebujemy odrobiny pesymizmu, który polega na uwzględnianiu najgorszych scenariuszy. To podejście stoików: wyobraźmy sobie, co najgorszego może się nam przydarzyć, włącznie ze szpitalem, bezrobociem i biedą. Następnie zastanówmy się, jak nie dopuścić do takiego obrotu spraw, i wnioski zamieńmy na konkretne działania. Może trzeba robić regularne badania lekarskie, zdobyć atrakcyjniejszy zawód albo odłożyć coś na czarną godzinę — podpowiada Adam Bodziak.

Wzorem dla niego jest Rick Rescorla, który był wicedyrektorem ds. ochrony w Morgan Stanley (MS), który przed 11 września 2001 r. wynajmował największąpowierzchnię w World Trade Center (WTC). Ten odznaczony weteran wojny w Wietnamie wdrażał programy szkoleniowe i procedury na wypadek ataku. Firma miała nie jedno, ale aż trzy punkty ewakuacyjne. Takie środki nie były standardem w innych firmach mających biura w WTC. Gdy porwane przez terrorystów samoloty wbijały się w wieże, pracownicy MS wiedzieli co robić i nie wpadali w panikę. Instrukcje i uspokajające komunikaty przekazywał im przez megafon sam dyrektor Rick Rescorla. Opuszczali budynek sprawnie. Zginęło tylko siedmiu pracowników banku. Niestety, znalazł się wśród nich trwający do końca na posterunku wspomniany dyrektor. „10 września biura awaryjne wydawały się ekstrawagancją, ale dwa dni później były już genialnym pomysłem” — skomentował Robert G. Scott, prezes i dyrektor operacyjny MS.

Wyczuj sytuację

Teoretyk organizacji Russell Ackoff wymienia trzy typy trudnych sytuacji: łamigłówkę, problem i bajzel. To rozróżnienie może pomóc wyjść cało z opresji — twierdzi Julia Kołodko, psycholog, ekonomistka behawioralna i autorka bloga www.juliakolodko.com.

Przykładem łamigłówki jest propozycja awansu. Najlepsze rozwiązanie jest jedno — przyjąć lub odrzucić ofertę zależnie od tego, czy czujemy się gotowi na nowe wyzwanie. Problem to wyższa szkoła jazdy — rozwiązań jest co najmniej kilka, ale nie ma obiektywnych, rzetelnych i niezawodnych sposobów ich oceny. Walczy o nas kilka firm. Ale którą wybrać? A może pozostać przy dotychczasowym pracodawcy. W przypadku bajzlu w ogóle nie wiadomo, co się dzieje i jak postąpić. Szef raz nas chwali, innym razem gani i grozi wylaniem z pracy. W jednym miesiącu bez wyraźnej przyczyny nasza sprzedaż zwiększa się o 300 proc., w innym nie wyrabiamy planu. Część mediów donosi, że nasz zawód nie wytrzyma rewolucji robotycznej, ale nie brakuje też takich, które wieszczą nam świetlaną przyszłość? Co robić? Zmienić firmę, branżę, założyć własny biznes? Wyjechać za granicę? Wpadamy na mnóstwo pomysłów, rozwiązań, ale każde może doprowadzić zarówno do sukcesu, jak i katastrofy.

— Wiedząc, z którego rodzajem trudności mamy do czynienia, wiemy też, na czym się skupić — na próbie zrozumienia sytuacji, ocenie różnych rozwiązań czy na szukaniu jednego, najlepszego rozwiązania — tłumaczy Julia Kołodko.

Byle nie zastanawiać się zbyt długo i wziąć sprawy w swoje ręce.

Weź udział w konferencji "Employer Branding w praktyce", 6-7 grudnia 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Spokojnie, to tylko kataklizm!