Systematyczność i fantazja? Artyści potrafią to łączyć

Dorota Wojnar
opublikowano: 07-01-2009, 00:00

Kreatywność w połączeniu z ciężką pracą może przynieść artyście sukces. Byleby bujanie w obłokach nie przysłoniło rzeczywistości.

Kreatywność w połączeniu z ciężką pracą może przynieść artyście sukces. Byleby bujanie w obłokach nie przysłoniło rzeczywistości.

Jedni rezygnują ze sztuki i rzucają się w wir biznesowego świata, jak Marek Kondrat, który zajął się handlem winami. Inni łączą oba sposoby na życie. Że to możliwe, dowodzi Leon Paduch, perkusista Elektrycznych Gitar i współwłaściciel nagłośnieniowej firmy GMB pro sound.

Michał Wiśniewski zarabia nie tylko na koncertach i płytach, ale też na sprzedaży odzieży pod marką Xavier Fabienne, jest współwłaścicielem warszawskiego klubu Extravaganza i prowadzi internetowe kasyno. Paulina Przybysz, jedna z sióstr z zespołu Sistars, założyła wytwórnię Penguin Records. Kayah w 2002 r. uruchomiła wytwórnię i agencję koncertową Kayax.

Wielu aktorów marzy o własnym teatrze. Krystyna Janda — od trzech lat prowadzi Teatr Polonia w dawnym stołecznym kinie. W październiku 2008 r. otworzył podwoje Teatr Kamienica, należący do aktora Emiliana Kamińskiego. Ma mieć trzy sceny. Na razie działa jedna, w pierwszym kwartale 2009 r. ma ruszyć kolejna —na 300 widzów. W teatralnym budynku ma powstać także hostel.

Otwarci na ludzi

Niektórych do porzucenia sztuki zmusiły nieoczekiwane okoliczności. Hanna Ślązak, niegdyś aktorka Teatru Dramatycznego, dziś jest cenionym winiarzem. Przed 17 laty wyjechała do Afryki z mężem, który dostał tam kontrakt. Siłą rzeczy zrezygnowała z aktorstwa. Prowadziła w RPA kino, organizowała w kilku miastach festiwale polskich filmów, a w 2001 r. zrobiła casting do filmu "W pustyni i w puszczy" i m.in. uczyła Kalego mówić po polsku.

— W Kapsztadzie mojego męża, który jest producentem filmowym, odwiedzali ludzie z agencji reklamowych z Polski, Anglii, Czech. Zabierałam ich do afrykańskich winiarni i w ten sposób nawiązałam kontakty z winiarzami — opowiada Hanna Ślązak, obecnie właścicielka firmy Red White Wine.

Gdy się okazało, że praca męża zawiedzie ich z powrotem do Warszawy, uznała, że po kilkunastoletniej przerwie będzie jej ciężko wrócić do teatru. Nim stanęła na polskiej ziemi, skończyła więc Cape Academy Wine.

— Przywożę do Polski trunki robione w małych afrykańskich winiarniach, z których właścicielami zaprzyjaźniłam się, mieszkając w RPA. Pierwsze wino w Polsce sprzedałam w październiku 2007 r. Myślę, że fakt, iż należę do świata artystów, ułatwia mi nawiązywanie kontaktów, jestem osobą otwartą. A takie cechy w biznesie są konieczne — mówi Hanna Ślązak.

Wizjonerzy

Anna Gogacz, właścicielka eventowej agencji Allegro, skończyła akademię muzyczną, koncertowała z filharmonią warszawską, śpiewała m.in. w chórze Warszawskiej Opery Kameralnej, była akompaniatorką i nauczycielką fortepianu. Mówi otwarcie: w czasach przełomu z muzyki poważnej nie można było wyżyć. Dlatego po kilku latach pracy artystycznej w 1992 r. założyła agencję koncertową, która z czasem stała się jedną z największych firm eventowych w kraju.

— Artyści mają większą wyobraźnię. Kreatywność to ich drugie imię. I są wizjonerami. Muzycy nawykli do ciężkiej i systematycznej pracy, bo muszą — lub niegdyś musieli —regularnie ćwiczyć, więc łatwiej im przychodzi uporządkowany rytm. Mają dużą przewagę nad innymi, byleby tylko nie za bardzo bujali w obłokach — przekonuje Anna Gogacz.

Zgadza się z ta opinią Tomasz Lipert, wieloletni gitarzysta De Mono, który trzy lata temu otworzył salon motocyklowy Moto Motion.

— To nieprawda, że fantazja, na której brak artyści nie mogą narzekać, przeszkadza w prowadzeniu interesów. W biznesie potrzeba spontaniczności, ryzykownych decyzji. Biznesplan nie zawsze spełnia swoją rolę, zwłaszcza gdy rynek, a szczególnie kurs euro, jest tak niestabilny. Pewnie gdybym miał doświadczenie biznesowe, popełniłbym mniej błędów, ale uważam, że artyści mogą odnosić sukcesy, prowadząc własną firmę —twierdzi Tomasz Lipert.

Motoryzacja zawsze go pasjonowała. W 2005 r. za pożyczone 10 tys. zł kupił trzy motocykle. Dzisiaj ściąga ich około 300 rocznie z całej Europy i sprzedaje m.in. do USA i na Ukrainę. I nadal spełnia się muzycznie: gra dla przyjemności, repertuar, który go pociąga. Mówi, że to idealny układ: utrzymuje się z czegoś innego, a sztuka pozostaje pasją.

— W Polsce nie da się przeżyć grając, więc czasami artysta musi robić rzeczy, z których nie jest dumny. Jeśli ma rodzinę i rachunki do zapłacenia, musi grać w różnych miejscach i okolicznościach. To dlatego niektórzy decydują się odejść od muzyki i wkroczyć w świat biznesu — komentuje Tomasz Lipert.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu