Trampolina z USA czeka na polskie firmy

Społeczna misja amerykańskiego funduszu Endeavor daje 5 mld USD przychodów rocznie. Teraz buduje przyczółek nad Wisłą

Buenos Aires, 1999 r. Syn farmera z Patagonii ma pomysł na to, by z internetowego biznesu uczynić konkurenta dla największych w Argentynie instytucji finansowych. 24-letni Wneceslao Cesares pilnie potrzebuje inwestora, ale też doradztwa strategicznego.

Trafia do biura z tabliczką „Endeavor” na przeszklonych drzwiach. Po kilku tygodniach jego biznes, Patagon.com, dostaje zastrzyk 4 mln USD.

Po niecałych dwóch latach Banco Santander kupił serwis za 750 mln USD. Dziś Cesares to gwiazda Krzemowej Doliny. Nieźle? Nieźle, tym bardziej że jeśli wszystko dobrze pójdzie, już wkrótce tabliczka „Endeavor” zawiśnie w którymś z warszawskich biurowców.

Dążenia Joela

Endeavor kojarzy się głównie z promem kosmicznym NASA, ale to fałszywy trop. Amerykanom chodzi o włączenie silników odrzutowych w perspektywicznych biznesach. Fundusz, który przymierza się do wejścia do Polski, w Europie znany jest nielicznym. Jednak dla władz pochodzącej z Nowego Jorku instytucji najważniejsza jest nie ilość, lecz jakość. Dlatego jej nazwę, którą na polski można przetłumaczyć jako „dążenie”, słyszało już wielu topowych polskich biznesmenów.

Od kilku miesięcy ideę Endeavora zaszczepia w Polsce Joel Montgomery, budując podwaliny warszawskiego biura funduszu. Amerykanin przekonuje, że nie stoi za nim zwykły, chciwy inwestor, mający do wydania walizki dolarów na masę mniej lub bardziej spektakularnych inwestycji. Raz, że Endeavor nie obejmuje udziałów w spółkach.

On otacza je opieką, siejąc społeczną misję w przedsiębiorczości. Po drugie, wspiera jedynie około 2 proc. spółek, które sam zaprosi na wstępne rozmowy. Po trzecie, Endeavor nie przynosi zysków, a kto chce być w jego lokalnej radzie, sam musi łożyć na utrzymanie biura.

Nie dla start-upów

Jaki to biznes, skoro nie szuka zysku? Szuka, tyle że nie u siebie, dlatego na jego celowniku jest każda firma z ambicjami. Endeavor w Ameryce Południowej i na Bliskim Wschodzie uchodzi za speca od podstawiania trampoliny dla biznesu. Tyle że fundusz wybiera cele bardzo selektywnie: ostatnio w Brazylii prześwietlił 1,5 tys. firm, a umowy podpisał zaledwie z siedmioma.

— Jeśli stawiamy na jakiś biznes, to na całego. Nie interesują nas start-upy, lecz zyskowne firmy z przychodami na poziomie 0,5-15 mln USD. I jeszcze muszą mieć to coś — pomysł będący podwalinami pod szybki rozwój. Taki silnik gotowy na turbodoładowanie — tłumaczy Joel Montgomery.

Powołuje się na badania m.in. Ernst & Young pokazujące, że to nie mikrofirmy ani giganci są tymi, od których najbardziej zależy wzrost PKB czy poziom bezrobocia. Sól ziemi to średnie firmy mające ambicje i możliwości dołączenia w kilka lat do potentatów. To one w tym czasie najszybciej zwiększą przychody i zatrudnią najwięcej pracowników.

Zapytaj Gatesa

A więc, jaki to biznes? Sprawdzony. Endeavor zaangażował się już w ponad 650 firm z 15 krajów, których łączne przychody w zeszłym roku przebiły 5 mld USD.

Przez 14 lat działalności funduszu związane z nim firmy stworzyły ponad 160 tys. miejsc pracy. Średni wzrost obrotów przez pierwsze dwa lata dla spółek pod amerykańskim parasolem wynosi 70 proc. Jak oni to robią?

— Jeśli staniesz się częścią Endeavora, zaoferujemy ci coś znacznie bardziej wartościowego niż gotówka: kontakty — twierdzi Linda Rottenberg, szefowa i założycielka organizacji.

W globalnej radzie za partnerów Rottenberg ma m.in. Reida Hoffmana, współzałożyciela i szefa LinkedIn, czy Edgara Bronfmana Jr., prezesa Warner Music Group. Wśród lokalnych rad prym wiodą najbardziej rzutcy przedsiębiorcy z danego kraju, nieraz — jak w Turcji — obecna jest cała biznesowa czołówka. Wśród dobrodziejów organizacji znaleźć można też nazwiska i nazwy dziesiątek najbogatszych ludzi i firm na świecie, m.in. Carlosa Slima, Michaela Della, Billa Gatesa, Goldman Sachs czy Citibank.

Hasło „Endeavor” otwiera niemal każde drzwi nie tylko w Stanach Zjednoczonych. — Nasz model współpracy zakłada, że jeśli ktoś zasiada w lokalnej radzie, to musi być w niej aktywny. Motywować do tego ma m.in. wymóg płacenia na utrzymanie lokalnego biura. Do obowiązków należy np. wyszukiwanie i polecanie firm, którym Endeavor powinien się przyjrzeć.

Ponadto przedsiębiorcy z rady muszą być otwarci na wsparcie merytoryczne dla każdego z naszych projektów, także zagranicznych, i mają ułatwiać zdobycie nie tylko wiedzy, ale też finansowania dla naszych firm — tłumaczy Joel Montgomery.

Diament z prowincji

Istotną motywacją dla lokalnych tuzów przedsiębiorczości jest możliwość kontaktów z czołowymi biznesmenami z zagranicy, a także pierwszeństwo w negocjacjach nad finansowaniem poszczególnych projektów. Jako coś ekstra pozostaje misja społeczna, którą Amerykanie fechtują chyba nie tylko dla potrzeb marketingowych.

Problem w tym, że na razie biuro w Polsce wciąż stoi pod znakiem zapytania. Brakuje decydującego „tak” od przedsiębiorczych indywidualistów znad Wisły. Brakuje biznesowego teamu z najwyższej półki.

— W Grecji poszło błyskawicznie. Elity biznesowe zrozumiały, że tylko biznes jest szansą w chwili, gdy upadło państwo. W Polsce gospodarka ma się dobrze, ale jest bardzo dużo nieufności, choć też wiele zainteresowania. Teraz pracujemy nad tym, by przejść od słów do czynów, aby osobistości i zarazem pasjonaci grali w jednym zespole — podkreśla Joel Montgomery.

Do 2015 r. sieć Endeavor ma liczyć 25 krajów. Teraz jest 15. Składają się na to głównie regiony wciąż słabo spenetrowane przez zachodni kapitał, takie jak Chile, Indonezja, Jordania, RPA czy Turcja i Brazylia oraz Argentyna.

— W każdym z tych krajów mamy spektakularne sukcesy. Bez nieoszlifowanych diamentów, niczym Cesares z Argentyny, już byśmy nie istnieli — twierdzi Linda Rottenberg.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Trampolina z USA czeka na polskie firmy