Czytasz dzięki

Władca korzysta z każdej furtki

opublikowano: 02-06-2020, 22:00

Starcie Sejmu z Senatem o wyborczą specustawę hybrydową zakończyło się relatywnie — uwzględniając stosunki między obiema izbami od początku obecnej kadencji — dość merytorycznie.

Tym razem nie było mowy o całkowitym odrzuceniu ustawy przez drugą izbę, a w rewanżu o hurtowym odrzuceniu przez pierwszą poprawek uchwalonych przez drugą. Część z nich zostało przyjętych, chociaż kilka ważnych przepadło. Przede wszystkim nowy kandydat prezydencki KO Rafał Trzaskowski nie uzyskał ustawowej gwarancji otrzymania co najmniej 10 dni na formalne zbieranie podpisów, musi zdać się na kalendarzową łaskę/niełaskę marszałek Elżbiety Witek. Specustawa została skierowana do błyskawicznego podpisania przez prezydenta oraz publikacji w Dzienniku Ustaw. W momencie wysyłania tego tekstu do druku jeszcze nie znałem szczegółowego harmonogramu wyborów prezydenckich, zarządzonych przez marszałek Sejmu od nowa, z terminem głosowania najprawdopodobniej 28 czerwca.

Sielski obrazek z Sulejówka – władca i prosty lud wędkujący, po bokach minister i burmistrz.
Zobacz więcej

Sielski obrazek z Sulejówka – władca i prosty lud wędkujący, po bokach minister i burmistrz. Fot. Jakub Szymczuk-kprp

Z naturalnych powodów w każdych wyborach uprzywilejowana jest urzędująca władza. Ta ponadpaństwowa i ponadustrojowa prawda wyjątkowo silnie potwierdziła się w Polsce w szczycie stanu epidemii, a także w bardzo dziwnym okresie po nieodbyciu się wyborów prezydenckich 10 maja. Przez trzy tygodnie formalnie nie było żadnej kampanii i właśnie wtedy nastąpiła wyjątkowa intensyfikacja aktywności Andrzeja Dudy jako urzędującego prezydenta, absolutnie nie jako kandydata. Gospodarskim wizytom po kraju towarzyszyło zmasowane uderzenie propagandowe dofinansowanej miliardami z państwowej kasy TVP. We wtorek obecny lokator Pałacu Prezydenckiego zaliczył jeden z takich oczywiście niewyborczych eventów tuż za rogatkami stolicy, akurat kilometr w linii prostej od… mojego domu. Niecodzienność takiej niemal sąsiedzkiej wizyty władcy naturalnie wymaga kilku zdań komentarza.

Pretekstem stał się ogłoszony przez Ministerstwo Klimatu program Moja Woda. Chodzi o możliwość uzyskiwania z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej dofinansowania do 85 proc. kosztów — maksymalnie 5 tys. zł — małej retencji na własnej nieruchomości. Sama idea upowszechniania przydomowych oczek wodnych jest bezdyskusyjnie bardzo pożyteczna. Całe szczęście, że program nie został zatytułowany Woda Plus, bo natychmiast kojarzyłby się ze… wzrostem kosztów. Obecnie w Polsce zagospodarowujemy jedynie 6,5 proc. wody opadowej, celem jest dojście do chociażby 15 proc., sucha Hiszpania magazynuje aż 45 proc. tego, co spadnie z nieba. Dla promocji programu ciężko jest jednak znaleźć w Polsce na poczekaniu małe zbiorniki przydomowe, natomiast duże — bezproblemowo.

I właśnie nad taki, bardzo ładnie komponujący się w tle, przyjechał we wtorek Andrzej Duda. Samorząd sąsiadującego z Warszawą mojego miasta od kilku lat prowadzi rekultywację tzw. Glinianek (nazwa własna miejskiego parku), w podmokłym terenie powstało kilka konkretnych zbiorników retencyjnych, naturalnie otworzył się teren rekreacyjny dla mieszkańców etc. Są to zatem inwestycje zupełnie innego typu, chociaż, rzecz jasna, hydrologiczne. Z najnowszym programem Ministerstwa Klimatu łączy je tylko woda. W zasadzie trudno się dziwić, że rządowa inicjatywa została wprzęgnięta do kampanii reelekcji Andrzeja Dudy. Żaden z pozostałych kandydatów na jakiekolwiek wsparcie ze strony machiny państwa liczyć nie może.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane