Wszystkie bolączki Niemiec

opublikowano: 28-11-2019, 22:00

Polska trzyma rękę na pulsie gospodarki zachodniego sąsiada. Coraz więcej argumentów przemawia jednak za tym, że unijny gospodarczy król jest nagi

Każda analiza bieżącej sytuacji gospodarczej Polski rozpoczyna się dzisiaj od spostrzeżenia, że sytuacja w Niemczech jest trudna. Przemysł motoryzacyjny naszych zachodnich sąsiadów cierpi z powodu wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, które są jego największymi rynkami eksportowymi poza Unią Europejską. Polski sektor automotive jest uzależniony od koniunktury na niemieckie auta. Kluczowe pytanie w kontekście przyszłości polskiej gospodarki brzmi zatem, czy problemy Niemiec są jedynie tymczasowe i zależne od czynników zewnętrznych, czy eksportowy kryzys jest symptomem znacznie poważniejszego, strukturalnego problemu, który dotychczas bardzo sprytnie ukrywał się za Odrą.

Zombie straszą

Problemem trawiącym wszystkie państwa o bardzo niskich stopach procentowych są tzw. firmy zombie. Według definicji zaproponowanej przez OECD to przedsiębiorstwa, których suma przychodów operacyjnych nie wystarcza na pokrycie wydatków na odsetki od kredytów przez kolejne trzy lata. Są to zatem firmy, które utrzymują się na rynku mimo bardzo niskiej produktywności. W ten sposób „psuje się” rynek pracy i kapitału, angażując spore zasoby tych czynników produkcji w sytuacji, gdy mogłyby trafić do wydajniejszych firm. Zjawisko to występowało zawsze, jednak po kryzysie z 2008 r., kiedy Europejski Bank Centralny obniżył stopy procentowe do zera i nie zdecydował się ich od tego czasu podwyższyć, liczba tego typu patologii wzrosła, uderzając także w Niemcy. Według szacunków OECD ponad 12 proc. kapitału w Niemczech zainwestowane jest w firmy zombie. Z kolei według agencji Creditreform 15,4 wszystkich firm za naszą zachodnią granicą można tak sklasyfikować. To duża bariera dla rozwoju kraju — może stać się tym większym problemem, im mocniej niemiecka gospodarka ucierpi na spowolnieniu gospodarczym.

Eksport szkodzi

Kolejną kwestią jest zależność niemieckiej gospodarki od przychodów z eksportu. W sytuacji gdy każde państwo ma własną walutę, wzrost eksportu powoduje naturalny wzrost wartości waluty kraju eksportującego, a tym samym jego konkurencyjność cenowa relatywnie spada. W momencie utworzenia strefy euro niemiecka gospodarka ze względu na swój eksportowy profil stała się jej największym beneficjentem — dzięki temu, że Niemcy zaczęły dzielić walutę z Hiszpanią, Włochami czy Grecją, wzrost eksportu poza strefę euro nie powodował wzrostu wartości euro, co gwarantowało zwiększone zyski niemieckiego sektora eksportowego. W erze przed Donaldem Trumpem kraje otwarte na handel międzynarodowy, nastawione na eksport uważane były za wzór wykorzystania korzyści z globalizacji. Dziś jednak taki model okazuje się źródłem problemów. Sprawę komplikuje fakt, że niemieckie firmy nie wykorzystały dobrych czasów do zwiększania inwestycji. W latach 2001-18 gospodarka za Odrą rosła rocznie średnio o 1,3 proc., a braki w inwestycjach szczególnie wyraźnie widać w najważniejszym sektorze — motoryzacji.

Niemieckie firmy samochodowe bardzo długo zwlekały z inwestycjami w innowacyjne technologie silników elektrycznych. W rezultacie Mercedes, BMW czy Volkswagen zostały znacznie w tyle z technologią, którą dzisiaj powszechnie wspierają rządy większości zachodnich państw świata jako bardziej ekologiczną od tradycyjnych samochodów spalinowych. Problem rozrósł się do tego stopnia, że najlepsi inżynierowie niemieckich potęg wyjechali do USA lub Chin, by to tam rozwijać swoje technologiczne ambicje.

Wynagrodzenia chudną

Za brakiem inwestycji podąża zastój w produktywności. W latach 1995-2005 produktywność niemieckich pracowników rosła rocznie średnio o 1,9 proc. W latach 2005- -14 natomiast średnia ta spadła do 0,8 proc. i stale się pogarsza. Kiedy produktywność nie rośnie, pracownicy nie mają dostatecznie mocnych argumentów, by wymusić podwyżki płac. W efekcie realne wynagrodzenia (a więc skorygowane o inflację) od 1995 r. rosły średnio zaledwie o 0,5 proc. Rzecz jasna taka średnia oznacza, że najbiedniejsi realnie notowali spadek wynagrodzenia za pracę. W połączeniu z rosnącymi cenami nieruchomości coraz więcej ludzi nie stać na własne lokum. Taka sytuacja jest jednym z powodów rosnącej popularności skrajnych partii politycznych, jak Alternatywa dla Niemiec czy lewicy. W ostatnich latach produktywność znów zaczęła rosnąć, jednak wynikało to z niedoboru siły roboczej, nie oznacza więc zbawienia dla niemieckiej gospodarki.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Internet ucieka

Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, wskazuje kolejne znaki zapytania co do przyszłości gospodarki naszych zachodnich sąsiadów.

— Niemcy nie czują się komfortowo z rozwojem internetu rzeczy i innych technologii opartych na świecie wirtualnym. Choć są wielką gospodarką, wciąż nie mają żadnych gigantów technologicznych. Innym wyzwaniem jest wzrost popularności ekonomii współdzielenia. W Chinach i USA, a więc na największych rynkach zbytu dla niemieckich producentów aut, rośnie — szczególnie wśród młodego pokolenia — popularność Ubera i innych usług, które redukują popyt na nowe auta, szczególnie jeśli mają spalinowy napęd. Spośród „tradycyjnych” ekonomicznych problemów wskazać można także kwestię podaży pracy. W 2020 r. liczba aktywnych zawodowo zacznie się kurczyć, i to mimo wpuszczenia rzeszy imigrantów z Bliskiego Wschodu — mówi Rafał Benecki.

Co z tą Polską?

Kilka miesięcy temu rząd z dumą ogłaszał, że Polska awansowała na piątego co do wielkości importera niemieckiej gospodarki. By jednak uniknąć „zarażenia się chorobami” od naszych największych partnerów handlowych, Polska powinna starać się uniezależniać gospodarczo od Niemiec. W ostatnich latach oba kraje łączą problemy z inwestycjami — bardzo wysoki wzrost PKB w Polsce jest związany nie z inwestycjami prywatnymi, które kuleją, ale z rosnącymi transferami społecznymi, które nakręcają konsumpcję. Zdaniem Rafała Beneckiego jedną ze słabości polskiej gospodarki jest także brak dużych polskich prywatnych firm, które mogłyby rzucić wyzwanie europejskim konkurentom.

— Ciągle nie mamy dużych prywatnych marek, które mogłyby pociągnąć polską innowacyjność oraz wzrost wartości dodanej. Żeby być trwale konkurencyjni i bardziej niezależni od eksportu do Niemiec, musimy robić wszystko, by zachęcać biznes do inwestycji — uważa główny ekonomista ING Banku Śląskiego. [BAM, KAP]

OKIEM EKSPORTERA

Potencjał i potrzeby

KRZYSZTOF ZOŁA, członek zarządu Cognoru

W należącej do Cognoru spółce HSJ wykorzystanie mocy produkcyjnych spadło do 55,4 proc. wobec 92,2 po trzecim kwartale 2018 r. Wynika to m.in. z wyłączenia pieca na czas inwestycji oraz spadku zapotrzebowania na wyroby firmy związanego głównie z gorszą koniunkturą na niemieckim rynku motoryzacyjnym. Dzięki inwestycji w HSJ zwiększyliśmy zdolności produkcyjne z 261 do 300 tys. ton rocznie, ale w związku z niskimi zamówieniami z Niemiec na razie ich w pełni nie wykorzystamy. Obecnie zawieramy kontrakty na przyszły rok — pozyskanie nabywców jest trudniejsze niż dotychczas.

OKIEM EKSPERTA

Nie czas na kryzys

ALFRED FRANKE, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych

Nie lubię mówić o kryzysie w kontekście spowolnienia w Niemczech — im więcej osób o tym mówi, tym więcej firm reaguje, ogranicza inwestycje i kryzys gotowy. Nasze badania wśród właścicieli i menedżerów firm motoryzacyjnych w Polsce faktycznie wykazują spadek optymizmu. Moim zdaniem wynika on jednak z wielu czynników, np. wyzwań czekających naszą branżę i niepewności związanej z brexitem, a nie tylko z sytuacji gospodarczej u zachodniego sąsiada. Widzimy spowolnienie, ale taka jest natura gospodarki — jest za wcześnie, by mówić o kryzysie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu