Wyrwać się z pułapki średniego dochodu

opublikowano: 07-02-2016, 22:00

Nowelizację ustawy o innowacyjności i nowe rozwiązania podatkowe, wspierające inwestowanie w rozwój zapowiada Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego

„Puls Biznesu”: W rankingach innowacyjności Polska wypada bardzo słabo. Poprzednie rządy próbowały różnych działań, aby poprawić tę sytuację, ale efekty były mizerne. Dlaczego tym razem miałoby się udać?

Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego
Grzegorz Kawecki

— Zacznę od zdefiniowania trzech barier, które odpowiadają za dotychczasowe porażki. Pierwsza ma charakter legislacyjny. Pod koniec ubiegłej kadencji Sejm przyjął ustawę o innowacyjności. Jej pierwotny projekt, przygotowany w kancelarii prezydenta Komorowskiego, był dobrze przemyślany i przewidywał szereg znaczących, choć moim zdaniem niewystarczających ulg podatkowych. Niestety, w toku prac legislacyjnych na wniosek ówczesnego ministra finansów ulgi zredukowano do takiego rozmiaru, że inwestycje w innowacje są dla przedsiębiorców nieopłacalne. Dziś w powszechnym przekonaniu ta ustawa jest po prostu martwa. Dlatego na sto dni rządu przedstawimy projekt jej istotnej nowelizacji, przewidujący przede wszystkim nowe rozwiązania podatkowe. Szczegóły negocjujemy teraz z ministrem finansów Pawłem Szałamachą. Możliwe, że część propozycji podatkowych adresowanych do małych i średnich firm zawrzemy w tej ustawie, a oferta dla dużych firm zawarta będzie w szerszym pakiecie zmian podatkowych, które wkrótce zaproponuje minister Szałamacha.

Jakie są kolejne bariery?

— Druga z nich to nikłe zainteresowanie współpracą ze środowiskiem naukowym po stronie biznesu. Przedsiębiorstwa znajdujące się w rękach właścicieli zagranicznych na ogół mają ośrodki badawcze w swoich krajach. Polski kapitał prywatny wciąż jest zbyt wątły, by stać go było na duże inwestycje w badania i rozwój. Choć pod tym względem są też przykłady optymistyczne, choćby małopolskie firmy Synthos czy Maspex. W finansowanych przez prywatne przedsiębiorstwa centrach badawczych powstają już pierwsze wdrożenia i po cichu liczę, że wkrótce w branży chemicznej czy biotechologicznej pojawią się wynalazki, które podbiją rynki. Natomiast niewykorzystaną szansą były przez lata duże spółki skarbu państwa. Poza KGHM żadna z nich nie inwestowała w B+R. Liczę, że to się teraz zmieni, i że nowe zarządy tych spółek rozumieją, że dla wzrostu innowacyjności swoich produktów powinny inwestować w obszar B+R ok. 1 proc. przychodów. Trzecia bariera to nawyki mentalne. Mam na myśli przede wszystkim brak dostatecznej gotowości do współpracy z biznesem po stronie środowiska akademickiego. Przedsiębiorcy narzekają na przerost biurokracji, na brak zainteresowania wdrożeniami u większości przedstawicieli nauk, nawet nauk stosowanych.

pułapki średniego wzrostu

Jak zamierzacie walczyć z tymi przeszkodami?

— Rozmawiamy w przededniu przyjęcia przez rząd planu wicepremiera Morawieckiego, czyli odważnej, nowej strategii rozwoju polskiej gospodarki. Ten plan się nie powiedzie, jeżeli nie zwiększymy jej innowacyjności. Rząd od początku ma tego świadomość. Wyrazem naszej determinacji jest powołanie Rady ds. Innowacyjności, w której skład wchodzi trzech wicepremierów i kilku ministrów. Systematycznie działa też zespół międzyresortowy, na szczeblu odpowiedzialnych za innowacje wiceministrów. Pracujemy m.in. nad mapą potencjału gospodarczego. Trzeba wskazać obszary gospodarki, które są najbardziej perspektywiczne, jeżeli chodzi o wzrost konkurencyjności. Rolą mojego ministerstwa będzie nałożenie na nią mapy potencjału naukowego. Jeżeli rząd — na wniosek resortu rozwoju — podejmie decyzję o położeniu szczególnego nacisku na rozwój określonej dziedziny gospodarki, powinna jej towarzyszyć odpowiednia alokacja funduszy na B+R.

Na jakich konkretnych działaniach ma polegać wsparcie ze strony resortu nauki?

— Wspomniałem już o nowelizacji ustawy o wspieraniu innowacyjności, którą przedstawimy jeszcze w lutym. Poza tym zaprosiliśmy środowiska naukowe i biznesowe do współpracy przy definiowaniu legislacyjnych i instytucjonalnych barier, które utrudniają wzrost innowacyjności. Efektem tych prac będzie „Biała księga innowacji”. W oparciu o nią pod koniec roku zaproponujemy nową ustawę. Reformy wymaga na pewno sposób działania instytutów badawczych. Część z nich ma wybitne osiągnięcia, część niestety ugrzęzła w rutynie, a są i takie, których działalność naukowa ociera się o fikcję. Z całym szacunkiem dla wybitnego dorobku wielu starszych uczonych — pora zrobić więcej miejsca dla młodszego pokolenia badaczy, które świetnie rozumie realia gospodarki rynkowej i w dużo większym stopniu uczestniczy w międzynarodowej wymianie naukowej. Dlatego do Sejmu trafił już poselski projekt nowelizacji ustawy o instytutach badawczych wprowadzający nowe zasady wyłaniania władz tych instytutów. Ta nowelizacja to tylko wstęp do napisania nowej ustawy o instytutach badawczych.

Liczymy na to, że będzie ona przygotowana do końca roku. Planujemy stworzenie sieci najlepszych instytutów badawczych, czyli całego systemu na kształt niemieckiego Fraunhofera.

Co do współdziałania naukowców i biznesu — a może w Polsce brakuje łączników między tymi dwoma środowiskami, takich jak np. brokerzy innowacji?

— Brokerzy innowacji to był bardzo dobry pomysł, ale moim zdaniem ich uprawnienia są zbyt małe. Poza tym jest ich niewielu. Zdawali sobie z tego sprawę również moi poprzednicy. Stąd np. interesujący program Top 500 Innovators. Mamy kilkuset ludzi świetnie przeszkolonych w Stanach Zjednoczonych w zakresie budowania współpracy między nauką i biznesem. Niestety, gdy rozmawiam z nimi, przeważnie twierdzą, że ich potencjał jest niewykorzystany. Ogromną wagę przywiązuję do stworzenia nowej ścieżki kariery akademickiej — ściśle wdrożeniowej, która umożliwi obronę doktoratów i habilitacji, a także uzyskiwanie tytułu profesora w oparciu o zastosowania gospodarcze.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Ale do współpracy trzeba zaufania, tymczasem w Polsce jego wskaźnik jest dramatycznie niski.

— To ogromny problem kulturowy. Daleki jestem od utopijnej nadziei, że kapitał zaufania można zbudować w krótkim czasie. To praca na pokolenia. Natomiast chciałbym, aby w tej kadencji przynajmniej w jednym aspekcie nastąpił wyraźny wzrost zaufania Polaków. Chodzi o zaufanie do państwa, gdyż jedną z pułapek rozwojowych Polski jest słabość instytucjonalna. Tytułem przykładu dwie liczby: 40 to liczba instytucji kontrolujących przedsiębiorców. I 685 dni — średni czas rozstrzygania sporów gospodarczych. Musimy usprawnić państwo. Nawiązuję do idei deregulacji — bo przez ostatnie dwadzieścia kilka lat przestrzeń wolności gospodarczej sukcesywnie się kurczyła. Chodzi też o budowę e-państwa. To wielkie zadanie stoi przed minister cyfryzacji Anną Streżyńską. Musimy przebudować system podatkowy i wymiar sprawiedliwości. Gospodarka to nie jest samotna wyspa. Powodzenie przedsięwzięć gospodarczych zależy od całego otoczenia instytucjonalnego.

Plan Morawieckiego powiedzie się tylko wtedy, gdy stworzone zostaną realne zachęty proinnowacyjne.

Nic tak nie zachęca przedsiębiorców i naukowców do współpracy jak pieniądzena ten cel. Są ogromne fundusze z Unii Europejskiej. Czy obok nich ministerstwo zamierza wprowadzić własne finansowe zachęty?

— Przede wszystkim przypominam o ulgach podatkowych, które zamierzamy wprowadzić od 2017 r. Jak powiedziałem, plan Morawieckiego powiedzie się tylko wtedy, gdy stworzone zostaną realne zachęty proinnowacyjne. W najbliższych latach do polskich firm trafią ogromne środki z funduszy strukturalnych przeznaczone na działania proinnowacyjne. Kluczowa pod tym względem będzie rola Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Centrum w ostatnich latach stało się profesjonalną instytucją, ale efekty programów, które realizowało, mogłyby być większe. Liczę, że trwający właśnie konkurs na stanowisko dyrektora wyłoni naukowca, który będzie w pełni rozumiał nową filozofię podejścia do funduszy unijnych: nie chodzi o to, by je wydawać, lecz o to, by je inwestować. Takie będzie moje jasne oczekiwanie wobec władz NCBR.

Czy przedsiębiorcy wreszcie doczekają się zmniejszenia biurokracji?

— Chcielibyśmy, aby nasze państwo było zdecydowanie bardziej przyjazne biznesowi. Jestem zwolennikiem wolnego rynku. Im więcej wolności, tym lepiej dla rozwoju gospodarczego i zamożności Polaków. Sytuacją optymalną byłby powrót do ustawy Wilczka, uzupełnionej o minimum z tego, co niezbędne z przepisów unijnych. Nie ukrywam też, że jesteśmy obozem patriotyzmu gospodarczego. Cieszymy się, że w Polsce pojawiają się inwestorzy zagraniczni, zwłaszcza w obszarze nowoczesnych technologii są witani przez rząd z otwartymi ramionami. Ale muszą liczyć się z tym, że — inaczej niż przez ostatnie ćwierć wieku — nie będą już mieli uprzywilejowanej pozycji, choćby w dostępie do zamówień publicznych. Polska gospodarka ma na ogół charakter imitacyjny. Oczywiście dobra, skuteczna imitacja wszędzie na świecie jest podstawową formą rozwoju gospodarczego. Ale jeżeli mamy wyrwać się z pułapki średniego wzrostu, musimy to zmienić, zwiększając konkurencyjność i innowacyjność. Trzeba pamiętać, że nie chodzi tu o innowacje dla samych innowacji, ale takie rozwiązania, które przekładają się na wzrost gospodarczy, mają praktyczne zastosowanie i poprawiają życie.

W poprzedniej perspektywie na polskich uczelniach powstały piękne obiekty i laboratoria, ale wiele z nich stoi pustych, bo nie ma kto z nich korzystać.

— Boli mnie to, bo muszę znaleźć pieniądze na utrzymanie tych obiektów. Niestety, niektóre z nich są pomnikami lokalnej megalomanii. Budowano je bez dostatecznej troski o utrzymanie w następnych latach. W Niemczech obowiązuje zasada, że 15 proc. grantu przeznacza się na ten cel. W Polsce zabrakło takiego racjonalnego myślenia o infrastrukturze badawczej. Zbyt optymistyczne były też prognozy szybkiej komercjalizacji tych laboratoriów. Ale są tu i bariery formalne — w przypadku centrów badawczych finansowanych z funduszy unijnych istnieją ograniczenia, jeśli chodzi o komercjalizację przez pierwsze lata działania. Prowadzimy rozmowy z Komisją Europejską, by określić, gdzie wolno tę komercjalizację przyspieszyć lub zwiększyć. Nie widać też wdrożeń projektów B+R. Generalnie w ostatnich latach wydaliśmy pieniądze na mury i sprzęt, czasami imponująco nowoczesny. Utrzymanie tego kosztuje ciężkie miliony. Natomiast zabrakło pieniędzy na ludzi i na badania. Musimy to zmienić.

Jest to prawdopodobnie ostatnia perspektywa, w której dostaniemy tak dużo pieniędzy z UE. Po 2020 r. to źródło znacząco się zmniejszy. Już teraz warto pomyśleć nad stworzeniem systemu wsparcia innowacyjności, który moglibyśmy finansować samodzielnie. Czy są prowadzone prace nad takim systemem?

— Mamy świadomość tego problemu. Rozpoczęliśmy prace eksperckie, jednak na razie stawiamy przed radą i zespołem międzyresortowym zadanie bardziej aktualne — jak najlepiej wykorzystać fundusze, które są do wydania w tej perspektywie. Warto zauważyć, że NCBR do 2020 r. przeznaczy na B+R ponad 50 mld zł. To ostatnia taka szansa na wiele lat. Nie ukrywam, że podjąłem decyzję o prowadzeniu właśnie tego resortu z intencją, aby wreszcie zbudować stałą współpracę między światem nauki i biznesu. Jak pan zauważył, po 2020 r. będzie to bez porównania trudniejsze. Już teraz musimy zwiększyć potencjał innowacyjny i absorpcję innowacji przez biznes. Jestem pewien, że chcąc zapewnić trwałą innowacyjność polskiej gospodarki, trzeba oprzeć ją o zasoby polskiej nauki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk, FOT. GK

Polecane