ZAMYKANE KOPALNIE SIARKI WYCIĄGNĄ Z BUDŻETU 500 MLN ZŁOTYCH

Szwedo Bogusław
05-10-1998, 00:00

ZAMYKANE KOPALNIE SIARKI WYCIĄGNĄ Z BUDŻETU 500 MILIONÓW ZŁOTYCH

Likwidacja największego odkrywkowego wyrobiska w Europie przeciąga się z braku środków. Kopalniany fundusz likwidacyjny wyparował pod koniec lat osiemdziesiątych

JEDNAK WIĘCEJ: Ministerstwo Gospodarki, kierowane przez Janusza Steinhoffa, sterujące restrukturyzacją sektora siarkowego twierdzi, że powołało zespół fachowców do sprawowania nadzoru nad likwidacją kopalń siarki. Wszystko wskazuje na to, że ta komisja jest ciałem martwym. Dyrektorzy likwidowanych zakładów nie tylko nie mieli okazji kontaktować się z jej członkami, ale nawet nie mają pewności, czy rzeczywiście ją powołano. Machów też nie był rozpieszczany przez ministerstwo. Po cięciach budżetowych, spowodowanych wetem prezydenta w sprawie emerytur mundurowych, poszukiwało ono możliwości zaoszczędzenia pieniędzy. Machów z pierwotnych 61 mln złotych dotacji miał otrzymać 50. Jednak sejmowa Komisja Finansów Publicznych poparła pierwszą wersję.

Likwidacja odkrywkowej kopalni siarki Machów nie ma odpowiednika nie tylko w polskim górnictwie. Operacja pochłonie 400 mln zł, czyli prawie tyle, ile dano na budowę. Brak wystarczających środków budżetowych sprawia, że koszty likwidacji stale rosną, a termin jej zakończenia się odwleka.

Likwidacja kopalni nie jest skutkiem wyczerpania się zasobów rudy siarki. Powodem jest spadek cen surowca, który sprawia, że dalsza eksploatacja złóż nie jest opłacalna. W najlepszym okresie, w 1985 roku, tona siarki kosztowała 140 USD, w tym roku — 34,5. Ekonomiści jeszcze długo będą się spierać, czy rozpoczęcie budowy kopalni w 1964 roku było racjonalne. Jeśli wziąć pod uwagę, że tona siarki uzyskana metodą podziemnego wytopu jest 2-3 krotnie tańsza od uzyskanej z rudy kopalnianej (a taką metodę stosowano w Machowie), to odpowiedź wydawałaby się prosta. Z drugiej strony, w początkach lat 60. metoda podziemnego wytopu nie była jeszcze w Polsce znana. Dopiero kilka lat później zastosowano ją w kopalni Jeziórko. Jednak, jak twierdził odkrywca polskiej siarki profesor Stanisław Pawłowski, błędem było usytuowanie kopalni. Siarkę w Machowie wydobywano z głębokości prawie 100 metrów, po zdjęciu bardzo twardego nadkładu. Biorąc pod uwagę, że w okolicach Machowa i Jeziórka znajdują się największe w świecie złoża siarki rodzimej, można było znaleźć miejsca, w których surowiec ten zalega płycej.

Gigantyczna bomba

Po kopalni, postawionej w stan likwidacji w czerwcu 1992 roku, pozostała gigantyczna dziura o powierzchni blisko 500 ha i głębokości ponad 100 m. Pozostaje pytanie, co z tym dołem zrobić. Nie można czekać zbyt długo, bowiem koszt odwodnienia kopalni wynosi 43 mln zł rocznie. Gdyby zrezygnowano z odwadniania, to powstałaby taka bomba ekologiczna, o jakiej nikt w świecie nie słyszał.

— Zbiornik przez rok zapełniłby się 180 milionami metrów sześciennych wody zawierającej 54 mln ton siarkowodoru. W efekcie stężenie tego gazu w promieniu kilkunastu kilometrów wokół zbiornika byłoby zabójcze dla ludzi. Życie w Tarnobrzegu i okolicach zamarłoby. Siarkowodór zatrułby płynącą zaledwie kilkaset metrów obok Wisłę, a jego szkodliwy zasięg miałby promień 200 km i objąłby m.in. Rzeszów, Kielce, Lublin, Kraków i Radom — ostrzega dr Józef Kirejczyk, kierownik Zakładu Górnictwa, Geologii i Ochrony Powierzchni Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Przemysłu Siarkowego.

Drogi wyjścia

Najlepszym sposobem likwidacji kopalni byłoby jej zasypanie leżącą na zwałowiskach ziemią, którą z niego wcześniej wybrano. Przez okres funkcjonowania kopalni „wykopano” z niej około 240 mln m sześc. nadkładu. Z tego około 180 mln m sześc. złożono na zwałowisku. Przewiezienie tej ziemi z powrotem wydaje się jednak niemożliwe. Jej przetransportowanie, przy olbrzymich kosztach, zajęłoby 15 - 16 lat. Zresztą zwałowisko jest już zrekultywowane — w znacznej części zalesione lub użytkowane rolniczo.

Kolejnym pomysłem było wożenie iłołupek z górnośląskich kopalń i składowanie ich w wyrobisku razem ze śmieciami. Ale i ten pomysł nie jest realny ze względu na czas — trwałoby to około 30 lat.

Były też głosy, aby z odkrywką nic nie robić. Poczekać, aż się zapełni wodą i mieć nadzieję, że nic się nie stanie. Jest to sposób najtańszy, ale i najniebezpieczniejszy. Dlatego nikt takich propozycji nie traktował poważnie.

Będzie zbiornik

Ostatecznie wybrano metodę polegającą na stworzeniu warstwy izolacyjnej, poprzez pokrycie dna wyrobiska iłami, wyprofilowaniu geometrii skarp i wypełnieniu wyrobiska wodą z Wisły. Do przeprowadzenia tych prac minister przemysłu i handlu wyłączył w styczniu 1994 roku kopalnię Machów ze struktur Siarkopolu, tworząc samodzielne przedsiębiorstwo państwowe, Kopalnię Siarki Machów, finansowaną z budżetu.

Początkowo planowano do roku 1996 wyeksploatować odkrytą już rudę siarki. Jednak spadek cen na rynkach światowych i krajowych spowodował, że stało się to nieopłacalne. Za siarkę otrzymaną z odkrytego już złoża wzięto by mniej pieniędzy niż wynosi koszt jej wyprodukowania. Dlatego minister ochrony środowiska wydał decyzję, aby koszty odsłonięcia złoża planowanego do eksploatacji w latach 1993 - 96 zostały zaliczone do strat.

Machowski „dołek” zostanie pokryty 25-metrową warstwą izolacyjną z iłów. Zabezpieczy to zbiornik przed wypływem szkodliwych wód złożowych. Skarpy „dołka” zostaną wyprofilowane tak, że będą stanowić brzegi przyszłego zbiornika wodnego. Wiąże się to z koniecznością przemieszczenia prawie 40 mln m sześc. ziemi. Prace górnicze potrwają około 9 lat.

— Likwidacja kopalni wraz z rekultywacją terenu mogłaby się zakończyć w 2001-2002 r. Warunkiem byłoby jednak uzyskanie odpowiedniej ilości środków finansowych. Tymczasem z budżetu dostajemy co roku około połowy potrzebnych pieniędzy. W tym roku przyznano nam 60 mln zł. Blisko 70 proc. tej sumy pochłonie odwadnianie wyrobiska. Resztę przeznaczamy na właściwą rekultywację. W ten sposób prace potrwają o wiele dłużej, a koszty wzrosną. Gdyby nie 7,5 mln zł dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, środków na właściwą rekultywację wystarczyłoby nam na 3 miesiące — wyjaśnia Kazimierz Ferenc, dyrektor ds. technologicznych kopalni w Machowie.

Tylko w tym roku prace związane z profilowaniem brzegów zbiornika i przygotowaniem jego dna będą wiązać się z przemieszczeniem około 6 milionów m sześc. nadkładu.

Innym problemem jest zalanie zbiornika. Według specjalistów z warszawskiego Hydroprojektu, ma to być woda z Wisły. Ponieważ jest to woda pozaklasowa, „dołek” zostanie napełniony ściekami.

Ekologiczny bumerang

Zalanie wodą wyrobiska Kopalni Machów spowoduje, że wróci problem zlikwidowanej 26 lat temu kopalni Piaseczno, leżącej kilka kilometrów od Machowa, po drugiej stronie Wisły. Zalanie „dołka” w Machowie spowoduje taką zmianę stosunków wodnych po drugiej stronie Wisły, że gwałtownie zacznie się podnosić poziom wody w wyrobisku w Piasecznie. Problemy, jakie występują w Machowie, powtórzą się w Piasecznie. Tylko w jeszcze większym stopniu.

Piaseczyńskie wyrobisko ma kilku gospodarzy. Część została przekazana Elektrowni Połaniec na składowisko odpadów paleniskowych. Elektrownia wybudowała bocznicę kolejową, wywrotnicę wagonową i instalację do spłukiwania popiołów do wyrobiska. Jednak ani jedna tona popiołu nie została dotychczas składowana, na skutek protestów mieszkańców okolicznych wsi i braku zgody władz gminy Koprzywnica, na której terenie leży część kopalni. Elektrownia nie jest już zainteresowana Piasecznem, bowiem znalazła bardziej proekologiczną metodę zagospodarowania popiołów. Będą one wykorzystywane w cementowniach Ożarów i Małogoszcz oraz deponowane w wyrobiskach śląskich kopalń węgla. Jednak elektrownia w dalszym ciągu wydaje około 1 mln zł rocznie na odwadnianie terenu odkrywki.

Drugim gospodarzem wyrobiska w Piasecznie jest Huta Szkła Sandoglass Sandomierz, która posiada prawo do wieczystego użytkowania części zwałowiska wewnętrznego. Na tym terenie znajduje się około 6 mln ton piasku szklarskiego, wybranego z dna zbiornika. Piasek ten stanowi zapas huty na najbliższe 40 lat.

Zbiornik piaseczyński, tak jak machowski, należy zasypać iłami i napełnić wodą. Zasadniczym problemem jest to, że w Piasecznie nie ma odpowiednich do tego celu iłów. Można by je zasypać popiołami z Elektrowni, ale na to nie godzą się okoliczni mieszkańcy. Nawet jeśli wyrobisko w Piasecznie uda się zlikwidować, to pozostanie problem 6 mln ton piachu leżącego na zwałowisku wewnętrznym, będącego własnością Huty Szkła Sandoglass. Zwałowisko wraz z piachem może bowiem zostać podmyte przez wodę ze zbiornika i obsunąć się.

Skąd pieniądze

Jeśli koszt likwidacji „dołka” w Piasecznie oszacujemy na około 100 mln zł, to likwidacja obu kopalń będzie kosztować blisko 500 mln zł. Czy jednak w budżecie państwa znajdą się na to pieniądze?

— Jedno jest pewne: likwidację kopalni siarki należy potraktować kompleksowo i zrobić wszystko, co jest konieczne, aby do jakichś spraw, pominiętych dzisiaj ze względów oszczędnościowych, nie trzeba było wracać później. Ryzyko jest zbyt duże. Chodzi o uniknięcie skażenia związkami siarki znacznego obszaru kraju — mówi Józef Kirejczyk.

Na szczęście to stanowisko podziela Ministerstwo Przemysłu, które powołało międzyresortowy zespół do nadzoru nad likwidacją Kopalni Siarki Machów.

Jeśli chodzi o pieniądze potrzebne na likwidacje kopalni, to należy dodać, że nie są one tylko biednymi petentami budżetu. Paradoksalnie, budżet te pieniądze jest winny przemysłowi siarkowemu. Przez cały okres wydobycia, wszystkie kopalnie odprowadzały 0,5 proc. zysku z każdej tony siarki na tzw. fundusz likwidacyjny. Pieniądze z niego zniknęły pod koniec ery realnego socjalizmu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Szwedo Bogusław

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / ZAMYKANE KOPALNIE SIARKI WYCIĄGNĄ Z BUDŻETU 500 MLN ZŁOTYCH