Dać stocznie inwestorom, ale zachować kontrolę

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 14-09-2006, 00:00

Mniej państwa w stoczniach — sugeruje prezes ARP. Ale o szybkiej utracie kontroli nie chce słyszeć.

Stoczni Szczecińskiej Nowa, z grupy Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), pod koniec roku kończy się gwarantowane przez skarb państwa finansowanie produkcji. Na dalsze musiałaby wydać zgodę Komisja Europejska. Wiele wskazuje jednak na to, że państwowa agencja znalazła furtkę. Stocznia otrzyma z ARP wsparcie na zasadach komercyjnych.

Jak obejść Unię

— Weszliśmy w konsorcjum z bankami. Nasz udział w zorganizowanym finansowaniu sięgnie 49 proc. — mówi Paweł Brzezicki, prezes ARP.

To oznacza, że agencja udzieli stoczni 120-130 mln zł pożyczki, a ponad drugie tyle dołożą banki. Czy Bruksela nie potraktuje pożyczki z ARP jako pomocy publicznej? Paweł Brzezicki podkreśla, że agencja udostępni pieniądze na takich samych warunkach, jak banki. Finansowanie musi więc być traktowane jako komercyjne.

— Takie zasady finansowania zapisaliśmy w przekazanym Komisji Europejskiej programie restrukturyzacji — podkreśla Andrzej Stachura, prezes SSN.

ARP zgodziła się też na podwyższenie kapitału stoczni o 95 mln zł. Pakiet ma objąć prywatny inwestor. „PB” niedawno pisał, że wśród zainteresowanych jest Złomrex, dystrybutor i producent wyrobów stalowych.

— Złomrex złożył wstępną deklarację zainteresowania i kolejny krok należy także do niego. Jesteśmy gotowi do negocjacji. Niech przedstawi konkretne propozycje — dodaje Paweł Brzezicki.

Inwestor mógłby objąć około 35 proc. akcji. Szczecińską stocznię nadal więc będzie kontrolować państwo.

Spór o kapitał

Inwestorzy mają pojawić się także w Stoczni Gdańskiej, która niedawno została odłączona od Grupy Stoczni Gdynia.

— Spółka musi ogłosić przetarg na inwestora. Niech kandydaci złożą oferty, wówczas zostanie wybrana najlepsza. Jeśli znajdzie się inwestor, który zaproponuje dobrą cenę za nasze akcje, to chętnie je sprzedamy — mówi Paweł Brzezicki.

Tym wypowiedziom dziwi się Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańskiej.

— Przecież oferty już zostały złożone. Jeśli właściciel poinformuje nas, że musimy ogłosić przetarg, to go zorganizujemy — odbija piłeczkę.

Wcześniej Andrzej Jaworski informował, że oferty złożyli: Athenian Sea Carriers, niemiecki Alfa Ship i izraelski armator Rami Ungar. Dodał też, że stocznia potrzebuje 200 mln zł dokapitalizowania, a na początek musi mieć przynajmniej 50 mln zł. Ale tyle nie dostanie.

— Kapitał Stoczni Gdańskiej wynosi 80 mln zł. Na razie nie możemy zgodzić się na podwyższenie go o 50 mln zł, bo wówczas agencja straciłaby kontrolę. Dlatego też zgodziliśmy się na podwyższenie kapitału najpierw o 20 mln zł, a w kolejnym etapie o kolejne 20 mln zł. Później będziemy rozmawiać o pakiecie kontrolnym — informuje Paweł Brzezicki.

— Mamy pisma z agencji mówiące o podwyższeniu kapitału początkowo o 20 mln zł i później o kolejne 20 mln zł. To za mało. Inwestorom zależy na dokapitalizowaniu stoczni znacznie wyższymi kwotami — twierdzi Andrzej Jaworski.

Spór o wysokość dokapitalizowania i o to, do kogo ma należeć pakiet strategiczny akcji Stoczni Gdańskiej, może utrudnić szybkie wejście inwestora. Roman Gałęzewski, szef Solidarności w stoczni, liczy, że prywatny partner pojawi się w ciągu dwóch miesięcy. Czy to realny termin? Jeśli szybko nie będzie porozumienia o tym, kto ma objąć kontrolę, to nie. A to zła informacja dla prezesa Jaworskiego, który nie wyklucza kandydowania na prezydenta Gdańska z ramienia PiS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu