Fundusz Szczurka ma szansę realizacji

  • Jacek Kowalczyk
13-10-2014, 00:00

Zaskakujący pomysł powołania unijnego programu inwestycyjnego za 700 mld EUR wcale nie umarł. Unijne instytucje zajmują się polską propozycją

Miesiąc temu Ministerstwo Finansów (MF) opublikowało na swojej stronie internetowej notatkę, według której minister Mateusz Szczurek zaproponował na konferencji w Brukseli powołanie unijnego funduszu inwestycyjnego za… 700 mld EUR. W mediach i wśród polskich ekonomistów zapanowała konsternacja. Jak to? Ile? — pytano z niedowierzaniem. Dla porównania, cały budżet UE na lata 2014-20 to 960 mld EUR. Okazuje się jednak, że propozycja polskiego ministra wcale nie była intelektualną zabawą, lecz oficjalnym postulatem polskiego rządu, forsowanym przez Przedstawicielstwo RP przy Unii na Radzie Europejskiej. Co więcej, wygląda na to, że pomysł nie umarł śmiercią naturalną, lecz został podchwycony na unijnych salonach. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że proponowany przez ministra Szczurka fundusz rzeczywiście powstanie, choć pewnie w mocno zmodyfikowanej formie, po uwzględnieniu uwag, jakie zgłosiły inne kraje członkowskie.

Pomysł chwycił

Jak udało się spopularyzować tę ciekawą koncepcję? Mateusz Szczurek nie poprzestał na przedstawieniu jej na konferencji w Brukseli. Wrócił do tematu na nieformalnym posiedzeniu rady ECOFIN w Mediolanie, gdzie wysłuchali jej wszyscy ministrowie finansów UE. Oprócz niego pomysły na ożywienie unijnych inwestycji przedstawili też ministrowie z Niemiec i Francji oraz reprezentant Komisji Europejskiej. Rada ECOFIN postanowiła wziąć sprawę na analityczny warsztat. Zdecydowała o powołaniu specjalnej grupy roboczej, która opracuje główne założenia uruchomienia programu, m.in. zbada, jakie są główne bariery dla inwestycji publicznych w UE i przedstawi rekomendacje ich zlikwidowania. Jak dowiedzieliśmy się w MF, grupa będzie działać pod auspicjami Europejskiego Banku Inwestycyjnego i Komisji Europejskiej, a ekspertów będą dodatkowo delegować kraje członkowskie. Resort twierdzi, że prace ruszą „wkrótce”, a ich wyniki będą na bieżąco prezentowane na posiedzeniach ECOFIN. Według pierwotnego pomysłu Mateusza Szczurka, w latach 2015-19 program pod nazwą Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji (EFI) miałby dysponować kwotą 700 mld EUR, czyli 5,5 proc. PKB UE. Kulminację wydatków, na poziomie 2 pkt. proc. PKB UE, minister proponuje na 2017 r. Część kapitału do EFI wpłacałyby bezpośrednio kraje członkowskie w formie składek, a resztę stanowiłby kapitał gwarantowany, czyli wpłacany do funduszu nie od razu, ale jedynie „na wezwanie”. EFI mógłby zaciągać zobowiązania na rynkach finansowych zabezpieczone kapitałem i gwarancjami. W podobny sposób funkcjonuje obecnie Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (EMS o zdolności finansowej na poziomie 500 mld EUR), który — mając gwarancje krajów UE — może zaciągać dług na rynku. „Zdobyte w ten sposób finansowanie byłoby bezpośrednio inwestowane w wybrane projekty infrastrukturalne, ze szczególnym uwzględnieniem energii, transportu i technologii informacyjno- -komunikacyjnych, a potencjalnie także obronności” — tłumaczą ekonomiści MF w analitycznym opracowaniu projektu.

Po co Unii EFI? Według obliczeń resortu, PKB UE jest obecnie o 16 proc. niższy, niż byłby, rosnąc w tempie sprzed kryzysu (czyli z lat 2002-08). Zdaniem MF, gospodarkę UE wpędził w stagnację spadek inwestycji. Odbudowując je, EFI nie odrobi straty, ale pozwoli powrócić do przedkryzysowego tempa wzrostu, czemu będzie sprzyjać koszt pieniądza na rynkach — obecnie bardzo niski.

Brukselski refleks

Ekonomiści do projektu ministra Szczurka podchodzą z zainteresowaniem, ale też z ostrożnością.

— To ciekawa propozycja, ale jest kilka punktów, co do których można mieć zastrzeżenia — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Po pierwsze, tworzenie EFI będzie pewnie trwać latami, a inwestycje potrzebne są teraz, kiedy gospodarka UE próbuje wyrwać się ze stagnacji, a strefie euro grozi trzecia recesja w ciągu sześciu lat.

— Powołanie nowego bytu, jakim jest EFI, wiąże się z ogromnymi nakładami pracy. Trzeba stworzyć założenia ekonomiczne i ramy prawne, zbudować od podstaw nową instytucję, zatrudnić ludzi, a na koniec jeszcze wybrać projekty do finansowania. Praktyka pokazuje, że potrzeba na to kilku lat — mówi Jakub Borowski. Po drugie, istnieje ryzyko polityczne. Podział pieniędzy z EFI między kraje nie będzie tak sformalizowany i zobiektywizowany jak w przypadku funduszy unijnych, więc pojawiłyby się zarzuty, dlaczego pieniądze płyną do jednego kraju, a nie innego. Jedne państwa byłyby beneficjentami funduszu, a inne by do niego dokładały. Po trzecie, powołanie EFI mogłoby oznaczać zmianę w całej filozofii UE walki z obecnym kryzysem, a na to może nie być politycznej zgody, np. Niemiec.

— Fundusz inwestycyjny oznaczałby, że UE przenosi ciężar z reform strukturalnych i obniżania długu publicznego na zwiększanie wydatków publicznych, aby pobudzić wzrost — mówi Jakub Borowski. Zdaniem Rafała Antczaka, wiceprezesa Deloitte Business Consulting, projektu nie poparto wystarczającymi analizami, aby rzetelnie ocenić jego skutki.

— Jestem ciekaw, dlaczego minister Szczurek proponuje akurat 700 mld EUR, a nie na przykład 1,4 bln EUR. Zwolennicy Keynesa, tacy jak minister Szczurek, chętnie wydają pieniądze podatnika, ale w realnej gospodarce takie proste recepty na dłuższą metę nie dają większych korzyści. Zostaje natomiast wyższy dług i podwyżki podatków, z których trzeba go spłacać. Wolałbym, aby minister zajął się naprawą polskich finansów publicznych i systemu podatkowego, bo to są najpilniejsze zadania dla rządu, które słusznie zdefiniowała premier Kopacz w exposé — mówi Rafał Antczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Fundusz Szczurka ma szansę realizacji