Gorzkie żale nad polityką energetyczną

Adam Sofuł
opublikowano: 12-01-2009, 00:00

Tak jak tradycją staje się rosyjsko-ukraiński konflikt gazowy i zakręcanie kurków na przełomie roku, tak zawsze przy tej okazji Sejm organizuje debatę o bezpieczeństwie energetycznym. Gdyby podmienić stenogramy debaty sprzed trzech lat i piątkowej, różnice mogliby zauważyć tylko najwnikliwsi obserwatorzy.

Posłowie wolą dyskutować o tym, kto zawinił, że jest tak, jak jest. Dyskusja o tym, co zrobić, by było inaczej pojawia się niejako na marginesie debat. Szukamy więc winnych (skądinąd słusznie) zaniechania kontraktu norweskiego, ale już znacznie mniejszym zainteresowaniem cieszy się problem, jakie konkretne warunki trzeba spełnić i ile pieniędzy wydać, by powrót do tej koncepcji był możliwy. Jest nośne politycznie hasło gazoportu, ale dyskusję o kosztach zbywa się twierdzeniem, że "bezpieczeństwo kosztuje". W tym tygodniu ta inwestycja ma być uznana za rządowy priorytet. Znowu.

Można postawić przed Trybunałem Stanu wszystkich winnych zaniechania dotychczasowych dywersyfikacyjnych inicjatyw, można wydać — jak chce Sojusz Lewicy Demokratycznej — białą księgę (lubimy thrillery), ale od tego bezpieczeństwo energetyczne Polski nie zwiększy się ani o jotę. Nie należy rezygnować ze śmiałych wizji wielkich inwestycji, ale zawsze warto skonfrontować je z nieco wyśmiewanym "inżynierskim" podejściem prezentowanym przez Waldemara Pawlaka. Wizjonerzy mogą przekonać, że warto coś zrobić, ale i tak inżynierowie będą musieli im powiedzieć, jak. Bo przy okazji następnego kryzysu nie trzeba będzie organizować kolejnej sejmowej debaty, tylko wziąć stenogramy z poprzedniej.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu