Męskim okiem: Uszyty na miarę

Marcin Brylski
opublikowano: 26-03-2020, 22:00

Dla jednych marzenie, dla innych — jedyny akceptowalny wizerunek. Szycie na miarę znów zyskuje popularność i staje się bardziej dostępne dla większej liczby klientów.

Brytyjski projektant Hardy Amies powiedział niegdyś: „Mężczyzna powinien wyglądać tak, jakby precyzyjnie dobierał ubranie, a potem zapominał o nim tuż po założeniu”. Jak tego dokonać? Niewątpliwie drogą do celu jest szycie na miarę. Rozwój miarowego krawiectwa męskiego sięga początków XIX w., kiedy przy Savile Row w Londynie powstały pracownie Gieves & Hawkes oraz Henry’ego Poole’a. Do jego popularyzacji przyczynił George „Beau” Brummell, pierwszy w dandys w historii. Savile Row wciąż pozostaje cenionym zagłębiem najlepszych krawców, lecz klienci w Polsce także mają wiele możliwości.

Wyświetl galerię [1/6]

FOT. WUNSCHE & SAMSEL / ATELIER TOMASZ OSSOLIŃSKI

— Korzystamy przeważnie z systemu made to measure, skrupulatnie zbierając miary z ciała i oceniając charakterystyczne cechy fizyczne klienta za pomocą modeli marynarek i spodni. Na jego życzenie lub jeśli uznamy, że tego wymaga jego sylwetka, sięgamy po metodę semi bespoke — semi, bo to ja zbieram wszystkie miary a nie krawiec, który ubranie będzie tworzył w Neapolu. Opis szczegółów sylwetki i dokumentację fotograficzną wysyłamy do Neapolu. Włoscy krawcy kroją próbne ubranie z próbnego materiału i wysyłają do nas na pierwszą przymiarkę z klientem. Dokonywane są kolejne oznaczenia i poprawki. Później garnitur, sama marynarka lub spodnie (zależy od zamówienia) wracają do Neapolu i są szyte — a właściwie fastrygowane, czyli zszyte szwami tymczasowymi — z właściwej, wybranej przez klienta tkaniny. Takie ubranie wędruje na drugą przymiarkę, po której spisujemy uwagi dotyczące produktu i dopiero po tym spotkaniu z uwzględnieniem ostatnich korekt jest ono finalnie zszywane, w 80 proc. ręcznie, w Sartorii De Petrillo — wyjaśnia Mieszko Zasimowicz, współzałożyciel marki Plon.

W rodzinnej, międzypokoleniowej firmie Zaremba Bespoke jest nieco inaczej. Wprawdzie liczba spotkań i przymiarek się zgadza, ale — jak mówi Maciej Zaremba — sposób szycia marynarek jest u nich niezmienny od ponad 100 lat, czyli od początków firmy.

— Marynarki i spodnie kroimy ręcznie, a do miary używamy centymetra. Dlatego technika szycia jest zbliżona do tradycyjnej szkoły krawiectwa, a całość powstaje na miejscu w warszawskiej pracowni, gdzie przywiązujemy dużą wagę do detali i ręcznego wykończenia — zaznacza fachowiec. Precyzja jest ważna także dla Tomasza Ossolińskiego.

Projektant ma ponad 25-letnie doświadczenie, które zdobył, m.in. kierując zespołem krawców i konstruktorów w firmie Bytom. Poszanowanie dla tradycyjnego rzemiosła i bezkompromisowość odnośnie do jakości są dla niego ważniejsze niż modowe trendy. Wszystkie garnitury szyje w Polsce, wcześniej sporządzając próbny model z płótna.

— W latach 50. w domach mody powstawała matryca, na niej nanosiło się poprawki i według niej kroiło ubrania. To sprawdzone techniki, których się trzymam. Dopiero po przymiarce krojona jest docelowa tkanina. Staram się czegoś dowiedzieć o upodobaniach klienta, ulubionej kolorystyce, sposobie noszenia garnituru. Ustalam też, czy ma to być strój elegancki czy casualowy. Na podstawie tych danych szyjemy próbny garnitur. To bryła, w której rzeźbimy, by osiągnąć idealnie dopasowany krój, który przenosimy na właściwy, najczęściej drogi materiał — opowiada projektant.

Na gotowy garnitur w opcji bespoke (ubranie powstające od podstaw po dokonaniu zazwyczaj trzech przymiarek) czeka się w pracowni Zaremba około czterech miesięcy, a w atelier Plon od 12 do 16 tygodni. W atelier Tomasza Ossolińskiego krócej — od czterech do sześciu tygodni.

Koszty

Uszycie garnituru u Tomasza Ossolińskiego kosztuje co najmniej 7 tys. zł. Cena zależy od wybranego materiału. Atelier Plon podaje, że koszt garnituru bespoke zaczyna się od 8 tys. zł, samej marynarki od 6 tys. zł. Koszula kosztuje 1,5 tys. zł. Pracownia Macieja Zaremby miarowe szycie garnituru liczy od 8,9 tys. zł, a marynarki — od 7,2 tys. zł. Tańsza i szybsza jest usługa made to measure, wtedy jednak ubrania są po części szyte maszynowo według gotowego wykroju. Szablon próbnego garnituru jest dopasowywany do sylwetki, dokonuje się miar i ustala poprawki. Pracownia Zaremba oferuje m.in. ręczne wykończenie i krój zaczerpnięty z linii bespoke. Ponadto proponuje marynarki szyte techniką full canvas, czyli całkowicie na płótnie. Cena garnituru zaczyna się od 5,2 tys. zł, a czas szycia to minimum 12 tygodni. W atelier Plon koszty przedstawiają się następująco: garnitur za 3,5 tys. zł z czasem oczekiwania 8-10 tygodni (szycie maszynowe we włoskiej fabryce z ręcznym wszyciem rękawa), zaś uszycie samej koszuli wyceniane jest na 600 zł.

Styl

Są dwie szkoły szycia, czy inaczej mówiąc — dwie konstrukcje w krawiectwie miarowym. Pierwszą — i to dosłownie pierwszą — jest angielska, charakteryzująca się cięższą i sztywniejszą konstrukcją z wszytymi poduszkami i usztywnionym wkładem piersiowym. Konstrukcja włoska jest lekka, uszyta z płótna, bez poduszek, a jej tzw. rękaw koszulowy jest wszyty ręcznie. Można powiedzieć, że ta szkoła wymaga większej precyzji szycia, ponieważ nie ma sztywnego wypełnienia (jak brytyjska), podkrój pachy jest wysoki, a ramiona miękkie. Powstała z pragmatycznego podejścia Włochów i potrzeby lżejszych ubrań w tym ciepłym kraju, a także z dążenia do większego komfortu. Włoscy krawcy zdekonstruowali więc brytyjską marynarkę i stworzyli nową po swojemu, a dokonały tego dwie legendarne neapolitańskie rodziny Attolini i Rubinacci.

— Zanim zacząłem się zajmować firmą, królowała w niej cięższa szkoła brytyjska. Jestem jednak zdecydowanym zwolennikiem stylu włoskiego. Przez lata udało się nam wypracować własny styl, który jest zręcznym połączeniem klasyki i nowoczesnej lekkości. Porównując do głównych światowych nurtów, jest to zdecydowanie szkoła włoska — uważa Maciej Zaremba.

Atelier Plon słynie z szycia wyłącznie w stylu neapolitańskim. Mieszko Zasimowicz przyznaje otwarcie:

— Promujemy neapolitańskie krawiectwo ze względu na lekkość konstrukcji, wygodę, jaką te ubrania dają i ten niepowtarzalny styl, swobodę, nonszalancję, z jaką Włosi noszą eleganckie stroje. Ze wspomnianą Sartorią De Petrillo, rodziną Formicola, u której szyjemy koszule, i z Marco Pescarolo, produkującym spodnie, łączą mnie wieloletnie relacje. Ciągle uczymy się od nich czegoś nowego, obserwujemy ich pasję i indywidualne podejście do każdego naszego klienta. Jestem fanem tego stylu od lat i dlatego przekonujemy do niego kolejne osoby — twierdzi fachowiec.

Zalety

Ubranie szyte na miarę jest niezwykle spójne z sylwetką, charakterem i sposobem bycia klienta. Idealnie dopasowane, z materiałów najwyższej jakości, a do tego wygodne, nie krępujące ruchów i wytrzymałe. Liczą się również zrównoważona moda i ekopodejście, polegające na wieloletnim wykorzystywaniu garnituru, który zawsze można naprawić niczym ręcznie szyte buty. Nie bez powodu w Wielkiej Brytanii przez lata ojcowie przekazywali takie garnitury synom. Co za tym idzie, poniesione koszty rozkładają się na lata użytkowania. Polscy krawcy wśród zalet szycia na miarę wymieniają także tradycję i... dyskrecję.

— Połączenie tradycyjnych umiejętności z nowoczesną techniką szycia. Własny wypracowany krój i konstrukcja, która na świecie została uznana za bardzo dobrą, gdyż nie krępuje ruchów, a wygląda na dopasowaną do sylwetki. Wieloletnia opieka nad całą garderobą klienta, a nie tylko szycie ubrań. Zasada dyskrecji — wylicza Maciej Zaremba.

Mieszko Zasimowicz podkreśla również wytrzymałość i jakość tego typu odzieży.

— Tradycyjna konstrukcja bazująca na jednej, cienkiej warstwie płótna wszytej ręcznie we front neapolitańskiej marynarki daje gwarancję nie tylko jej wyjątkowej oddychalności, ale i długowieczności. Nic w środku się nie przesunie, nie zdeformuje, nawet jeśli marynarkę złożoną w kostkę wrzucimy do walizki. Jeśli sięgniemy po odpowiednią tkaninę, garnitur służy właścicielowi nawet kilkanaście lat. Spodni do garnituru przeważnie szyjemy dwie pary, a jeśli coś im się przydarzy, można domówić kolejne. Podniszczoną podszewkę w marynarce łatwo wymienić — robimy to w ramach serwisu. O ubranie jednak powinniśmy odpowiednio dbać: nie używać dzień po dniu, regularnie wietrzyć, szczotkować, zamiast czyścić wałkiem z klejem, jak najrzadziej prać chemicznie — podkreśla współzałożyciel atelier Plon.

Tomasz Ossoliński przypomina, że każdy ma inną sylwetkę i nikt nie jest idealny, np. większość ludzi ma prawe ramię niższe od lewego — nawet o 2 cm.

— Tylko dobrze skrojony garnitur zniweluje takie mankamenty i optycznie odchudzi nawet o 10-15 kilogramów. Naturalne tkaniny w połączeniu z szyciem na miarę sprawiają też, że ubrania wolniej się starzeją. Dziś się do tego powoli wraca, zwłaszcza w zalewie fast fashion. Prowadzę akcję na temat mody zrównoważonej, w której uświadamiam, że warto kupować mniej i tylko rzeczy najwyższej jakości. Wierzę też mojej babci, która powtarzała: „Nie stać nas na rzeczy tanie” — mówi projektant.

Klienci

W firmie Zaremba Bespoke kupują najczęściej biznesmeni, dla których garnitury są mocnym elementem wizerunku. Drugą grupą klientów są panowie budujący swój indywidualny styl.

— Wtedy wchodzą w grę eksperymenty i większa doza ekstrawagancji. Czuwam nad tą zabawą konwencją, żeby nie przesadzić w wyborach i przypadkowo nie pójść w kicz — zaznacza Maciej Zaremba.

Także wielu klientów atelier Plon to biznesmeni. Firma, podobnie jak Zaremba Bespoke, zajmuje się także doradztwem, tworzeniem od podstaw lub uzupełnieniem garderoby. Do atelier Tomasza Ossolińskiego oprócz biznesmenów i menedżerów przychodzą też sportowcy, gwiazdy i artyści, którzy ubierają się u niego nie tylko na czerwony dywan.

— W 2019 r. uszyłem kreację dla noblistki Olgi Tokarczuk oraz fraki dla jej męża i syna, którzy wystąpili na bankiecie królewskim w Pałacu Sztokholmskim. Kilkakrotnie ubierałem również polskich aktorów i reżyserów na festiwale filmowe, m.in. w Cannes, Wenecji i Berlinie. Pięciokrotnie szyłem stroje na oscarową galę — w smokingu mojego projektu Paweł Pawlikowski odebrał Oscara za „Idę”. To miłe chwile i wielka duma, jednak najbardziej cieszę się z tego, że od lat realizuję zamówienia na nietypowe sylwetki i w każdym rozmiarze — znajomość warsztatu, kroju i technik krawieckich sprawia, że potrafię ubrać najbardziej wymagającego klienta. Uszyć garnitur dla mężczyzny bardzo wysokiego, z brzuszkiem czy z asymetrią nie jest łatwo. To sztuka tak skroić garnitur, żeby zniwelować mankamenty figury i uwydatnić jej zalety. Dlatego satysfakcja klienta i realizacja trudnych wyzwań nadają sens mojej pracy — sumuje projektant.

Marcin Brylski

Stylista i dziennikarz specjalizujący się w dziedzinie mody męskiej. Od ponad 10 lat zawodowo związany z branżą. Kreuje wizerunek osób publicznych: aktorów oraz muzyków. Stylizuje m.in. dla magazynów „Zwierciadło” oraz „Elle Man”. Męską garderobę konsekwentnie promuje w programach telewizyjnych, a pisze o niej dla serwisu Vogue.pl. Esteta i niestrudzony tropiciel nowych rozwiązań oraz ciekawostek w modzie. Prywatnie entuzjasta i stały bywalec festiwali filmowych w Polsce, nieustannie zakochany w klimacie i architekturze Berlina.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Brylski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu