Nie odkładaj życia na później

opublikowano: 02-04-2021, 14:15

Doładuj swoje akumulatory przez kontakty z innymi. Jeśli nie możesz spotkać się twarzą w twarz, skorzystaj z telefonu. Płytka relacja jest lepsza od społecznej próżni – mówi Julia Kołodko, ekonomistka behawioralna.

Lepiej razem:
Lepiej razem:
Nic gorszego niż powiedzieć sobie: nie potrzebuję ludzi. Ci, którzy pielęgnują w sobie poczucie wspólnoty, żyją piękniej, zdrowiej i dłużej – twierdzi Julia Kołodko, ekonomistka behawioralna.
Marek Wiśniewski

Rok temu, w marcu, w tydzień przeszliśmy od stanu względnej stabilności do masowego lęku. Jaki jest stan naszych emocji dzisiaj?

Panika dawno się skończyła. Wiemy, że nie musimy mieć 50 słoików z przecierem pomidorowym i tyle samo z fasolką, bo zabraknie jedzenia w sklepie. Jest też duże prawdopodobieństwo, że jeśli wyjdziemy na ulicę w masce, unikniemy zakażenia wirusem. Z drugiej strony im dłużej trwa pandemia, tym gorsza jest nasza kondycja. Ludzie chodzą przybici, smutni, bez życia.

Jaki czynnik w największym stopniu odpowiada za obniżenie nastroju?

Największą negatywną konsekwencją pandemii jest izolacja społeczna. Zostaliśmy ewolucyjnie zaprogramowani na relacje. Dla naszych przodków żyjących na sawannach znalezienie się poza grupą oznaczało śmiertelne niebezpieczeństwo. W pojedynkę stawali się łatwym łupem drapieżników. Choć współczesne zagrożenia są zupełnie inne, brak więzi i oparcia we wspólnocie odczuwamy jako jedną z najgorszych traum. Samotność obniża poziom dobrostanu i szczęścia, gorzej – może doprowadzić do depresji klinicznej, a przynajmniej do ostrego doła, by użyć potocznego języka. Odseparowanie od innych niszczy zarówno naszą psychikę, jak i ciało. Jest dla nas tak samo niezdrowe jak wypalanie 15 papierosów dziennie lub intensywne nadużywanie alkoholu.

Czyli Sartre się mylił, gdy mówił, że piekło to drugi człowiek?

Ludzie bywają dla nas źródłem cierpienia, dyskomfortu czy irytacji. Nie zmienia to faktu, że człowiek jak kania dżdżu potrzebuje spotkań, rozmów, towarzystwa. To kwestia nie tylko zdrowia, ale także rozwoju osobistego. Parafrazując Wisławę Szymborską, można nie czuć bliskości innych i jakoś żyć, ale nie można owocować.

Czym trzecia fala pandemii różni się od poprzednich?

Główne zmartwienie w czasie pierwszej i drugiej fali dotyczyło służby zdrowia – czy nie zabraknie miejsc w szpitalach, leków i respiratorów. Obecnie na plan pierwszy wysunęły się aspekty psychologiczne. Gdy rok temu zaczął się pierwszy lockdown, nasze baterie społeczne były pełne. Wiosną zużyliśmy dużą część tej energii. Uzupełniliśmy ją latem, gdy obostrzenia zelżały. Jesienią nastąpił jednak ponowny wzrost zachorowań i rząd przywrócił ograniczenia sanitarne. Ostatnio ich dokuczliwość stała się jeszcze większa. Co zaś najgorsze – nie wiemy, kiedy znów będzie można naładować swoje mentalne akumulatory.

Po wakacjach spodziewana jest czwarta fala. Czy nie obróci ona w proch naszej naturalnej ochrony, jaką są relacje?

Optymistyczny scenariusz jest taki, że do jesieni najbardziej newralgiczne grupy, w tym seniorów, uda się zaszczepić, przez co nie będzie potrzeby wprowadzania lub utrzymywania surowych nakazów i zakazów. Scenariusz pesymistyczny to kolejny lockdown, praca zdalna i szkoła przez internet. Dopiero wtedy ludzie dowiedzą się, jak destrukcyjną siłą jest samotność.

A co powiedzieć o tych, którzy uwielbiają izolację i wcale nie chcą wracać do biur?

Dużo zależy od cech osobowości. Introwertycy, do których się zaliczam, mają mniejsze od ekstrawertyków zapotrzebowanie na bodźce społeczne. Nie bez znaczenia są również warunki mieszkaniowe i bytowe. Łatwiej jest chwalić home office komuś, komu figlarny dwulatek nie wchodzi na głowę, gdy rozmawia przez telefon ze swoim szefem. Jeśli natomiast rodzina koegzystuje na ograniczonej przestrzeni i musi się dzielić jednym komputerem, entuzjazm do pracy na odległość spada na łeb na szyję. Owszem, dostrzegam pozytywne strony izolacji – jak to, że nie musimy codziennie jeździć do firmy, stać w korkach i uczestniczyć w niekończących się zebraniach. Ale czy te korzyści są w stanie zrekompensować bolączki, które wiążą się z dystansem społecznym? Wątpię.

Stać cię na więcej
Newsletter autorski Mirosława Konkela
ZAPISZ MNIE
×
Stać cię na więcej
autor: Mirosław Konkel
Wysyłany raz w tygodniu
Mirosław Konkel
Jesteś lepszy, niż ci się wydaje, ale nie tak dobry, jak mógłbyś być. Zapisz się na newsletter - znajdź inspiracje i odpowiedzi na ważne pytania.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

I mówi to osoba mieniąca się introwertykiem?

Czasem wolę być sama niż w grupie. Ale to nie znaczy, że długie odosobnienie komukolwiek służy. Niekiedy swój marazm, brak energii tłumaczymy zmęczeniem, nadmiarem pracy czy szarością za oknem. Potem spotykamy się z kimś i dopiero wówczas stwierdzamy, że właśnie tego nam brakowało. Staje się dla nas jasne, że to z powodu niedoboru międzyludzkich kontaktów wziął się nasz podły nastrój. Wniosek: choćbyśmy nie postrzegali swojej izolacji jako problemu czy udręki, lepiej od czasu do czasu z kimś się spotkać, pójść razem na spacer, oczywiście zachowując zasady zdrowego rozsądku i bezpieczeństwa.

Czy po odtrąbieniu końca pandemii masowo rzucimy się w wir życia, zabawy, jak robili to ludzie niemal po każdej zarazie lub wojnie?

Niektórzy zapewne ulegną specyficznemu efektowi jojo: od wymuszonej ascezy do nieokiełznanej rozrywki i konsumpcji. Mieliśmy tego próbkę w lutym, gdy tłum turystów bawił się beztrosko na Krupówkach w Zakopanem. Myślę jednak, że duża grupa Kowalskich zachowa powściągliwość w używaniu życia. Dlaczego? Restrykcje będą zdejmowane tak jak są wprowadzane, czyli powoli, stopniowo. Podobnym tempem będzie charakteryzował się powrót do normalności. U wielu osób zwycięży podejście asekuracyjne, wynikłe z obawy przed kolejnymi mutacjami wirusa. Nie sposób pominąć też kwestii finansowych – część z nas straciła pracę lub mniej zarabia, więc w dalszym ciągu będzie musiała zaciskać pasa.

Czy restrykcje na raty to dobry pomysł? Może trzeba było działać radykalniej?

Rząd wprowadzał obostrzenia stopniowo i co kilka tygodni zwiększał ich dotkliwość. W przeciwnym razie ograniczenia te byłyby dla nas zbyt dużym szokiem. To po pierwsze. Po drugie, dzięki takiej etapowej strategii nie wpadliśmy w pułapkę, którą psychologia nazywa licencją moralną. Polega ona na tym, że gdy zrobimy coś dobrego, później sobie odpuszczamy. Przykład: zabieram do sklepu swoje torby płócienne, bo chcę być prośrodowiskowa, ale potem kupuję sobie więcej słodyczy. Analogicznie – skoro przez miesiąc byłam wzorową obywatelką i podporządkowałam się nakazom władz, należy mi się rekompensata: chodzenie na domówki, jazda na nartach, tańce i hulanki w Zakopanem. Gdy poprzeczka podnoszona jest sukcesywnie, trudniej o ten moment niebezpiecznego zadowolenia z siebie, kiedy człowiek mówi sobie: no to teraz mogę sobie pofolgować!

Jak się wyciągnąć z marazmu, gdy powtórka z Krupówek nie wchodzi w rachubę?

Proponuję zasadę małych kroków. Jeśli mam służbowy telefon, wychodzę ze słuchawkami do parku. Jeżeli nie widziałem się długo z kolegą, dzwonię do niego lub wysyłam mejla. Brakuje mi głębokich kontaktów, z przyjaciółmi, rodziną? Cieszę się interakcji powierzchownych, na przykład z sąsiadką lub sprzedawczynią w warzywniaku. Nie czekajmy na szczepionkowe wybawienie i odwołanie obostrzeń. Zacznijmy żyć już teraz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane