Nie takie chwilówki straszne, jak je malowali

KNF nadzwyczaj złagodniała w sprawie firm pożyczkowych. Nadzór uważa, że media wyolbrzymiły problem. I ma rację.

Nie powiem, że nie  miałem racji, tylko przez wrodzoną skromność. Kilka razy zabrałem głos w sprawie firm pożyczkowych po tym jak jedna z konkurencyjnych gazet, powołując się na quasi „ekspertów”, robiąc reklamę nikomu nieznanego serwisowu biła na alarm, że „para banki” nadzwyczaj wzrosły w siłę. Kwestionowałem i aparat badawczy i logikę wywodów (zobacz "Rzeczpospolita ekspertów i pseudekspertów" oraz "Parabankowa paranoja"). Mam tę satysfakcję, że moje opinie podziela sam nadzór bankowy. W ubiegłym tygodniu KNF opublikowała nie tylko głośny raport o SKOK-ach, ale również obszerną publikację i prezentację o bankach spółdzielczych i komercyjnych. W tym ostatnim sporo miejsca poświęciła firmom pożyczkowym.

Komisja zbadała rynek i doszła do wniosku, że „w przekazie medialnym doszło do wyolbrzymienia skali działania firm pożyczkowych, podczas gdy faktyczny rozwój tego segmentu rynku usług finansowych jest ograniczony, a jego rola w gospodarce niewielka/marginalna” – czytamy w raporcie. Wysokie dynamiki, jakie zaalarmowały szanowną konkurencję, na co nie chwalący się zwracałem uwagę „wynikają z ich krótkiej historii działania (efekt niskiej bazy), przy czym część z nich w II połowie 2012 r. informowała o pogorszeniu perspektyw rozwoju (m.in. odwołanie prognoz na 2012 r. przez SMS Kredyt Holding S.A. i Marka S.A.)”.

 

Dalej nadzór pisze, że firmy pożyczkowe (i SKOK-i) nie stanowią konkurencji i zagrożenia dla banków, a ich działanie może mieć skutek stymulujący dla bankowców. Komisja stwierdza, że główną przyczyną, dla której ludzie korzystają z usług firm pożyczkowych jest „sposób działania banków”, które po prostu nie schylają się po niektóre kategorie klientów. KNF radzi, że jeśli chcą ich odzyskać to muszą:

- uprościć procedury kredytowe i rozwijać kanały dostępu do usług bankowych
- dotrzeć do nich dzięki kredytowi w ROR i/lub karcie kredytowej, „które są korzystniejszym rozwiązaniem niż „chwilówka”, zwłaszcza dla klientów często korzystających z usług firm pożyczkowych”,
- stworzyć produkty specjalnie dedykowane dla klientów o niższych dochodach, czy też zamieszkałych na terenach nie pokrytych siecią placówek banków,
- obniżyć koszty kredytu, „które na przestrzeni ostatnich lat pozostają na praktycznie niezmienionym poziomie”.

 

KNF uważa, że rynek pożyczkowy „jest komplementarny” wobec rynku bankowego, a branża jest „trwałym elementem gospodarki, który występuje we wszystkich rozwiniętych gospodarkach wolnorynkowych i ma dłuższą historię niż banki”. Działają tam, gdzie banków albo fizycznie nie ma – mniejsze miejscowości, albo nie są zainteresowane obecnością, jak segment pożyczek nisko kwotowych.

Dalej jest jeszcze lepiej, bo nadzór ściąga z firm pożyczkowych odium lichwiarzy. Zwraca uwagę, że wysokie oprocentowanie wynika z wyższego ryzyka pożyczkodawców, kosztów związanych z wynagradzaniem pośredników, lub kosztów obsługi w domu klienta. „Jednocześnie względnie stałe dodatkowe koszty pożyczek odnoszone są do niższych kwot oraz znacznie krótszych okresów, niż w przypadku typowych kredytów bankowych, co powoduje silny wzrost RRSO (realna roczna stopa oprocentowania). W związku z tym należy zachować ostrożność, przy analizie RRSO tego rodzaju pożyczek, które nie są właściwą miarą w przypadku pożyczek udzielanych na bardzo krótkie okresy”.

Zobacz też facebookowy profil bloga: facebook.com/twarogofinansach


 

Wszystko to brzmi jak wyjątki z materiałów prasowych rozsyłanych w ogromnych ilościach przez firmy pożyczkowe w ostatnim czasie. Po tym, jak w grudniu ubiegłego roku szef KNF powiedział, że w Polsce trzeba wprowadzić limit oprocentowania na poziomie 10 krotności stopy lombardowej, nigdy bym nie pomyślał, że nadzór tak złagodzi stanowisko wobec tej branży. Trzeba oddać autorom raportu, że nie dali się ponieść emocjom, jakie budzi działalność firm pożyczkowych, bo to świetny temat, który można rozegrać politycznie. Z drugiej strony dobrze by było, żeby państwowe instytucje: KNF, UOKiK przygotowały, lub nadzorowały przygotowany przez branżę pożyczkową zestaw dobrych praktyk, żeby wyeliminować z rynku gangsterów, którzy za pożyczone 5 tys. zł mogą windykować dłużnika i odebrać mu dom/mieszkanie. Były takie przypadki. Limit kosztów nie jest rzeczą dobrą, ale brak jakichkolwiek ograniczeń prowadzi do takich właśnie patologii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: eugeniusz twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Nie takie chwilówki straszne, jak je malowali