Polacy mają jedne z najtańszych paliw w Europie, ale...

aktualizacja: 16-05-2018, 20:58

Drożejąca systematycznie ropa i nakładające się na to osłabienie złotego coraz mocniej biją po kieszeni kierowców tankujących swoje pojazdy, czy osoby prowadzące działalność związaną z transportem.

Co gorsze, jak wskazują analitycy, zwyżkowy trend na „czarnym złocie” (abstrahując od dziennych wahań) ma duże szanse utrzymać się na dłuższy czas, co w długoterminowej perspektywie może podnieść notowania surowca do nawet ponad 100 USD za baryłkę.  Poziom 5 zł za litr paliwa na polskich stacjach pękł już kilka dni temu, a zwyżka o kolejne kilkanaście, czy kilkadziesiąt groszy wydaje się bardzo realna.

A drożejące paliwo niemal natychmiast znajduje przełożenie w zwyżce cen wielu towarów, produktów i usług. To z kolei, w nieco dłuższej perspektywie czynnik nakręcający inflację i może stanowić wyzwanie dla RPP w odniesieniu do wysokości obowiązujących stóp procentowych. Na razie gremium twierdzi, że nie ma przesłanek przemawiających za zacieśnieniem polityki monetarnej.

Średnia ceny benzyny PB95 na polskich stacjach, jak wynika z szacunków e-petrol.pl kształtowała się w środę na poziomie 5,04 zł i należała do najniższych w Europie (szczegóły w załącznikach w galerii). Najmniej za paliwo płaciło się w Kosowie i Bułgarii, odpowiednio 4,50 i 4,78 zł. Najwięcej z kolei w Holandii (7,63 zł) i Norwegii (7,22 zł).

W przypadku oleju napędowego również pod względem średniej ceny za litr plasowaliśmy się w dole zestawienia, z wynikiem na poziomie 4,98 zł. Ponownie najtaniej za „diesla” trzeba było zapłacić w Kosowie (4,29 zł), a najwięcej w Norwegii (6,80 zł). 

Eksperci wskazują, że obecne ceny paliw zawierają „premię strachu” wynikającą z niepewności panującej na rynku i czynników geopolitycznych, takich jak m.in. wycofanie się USA z umowy nuklearnej z Iranem, czy katastrofalna sytuacja przemysłu naftowego w Wenezueli, mogącej poszczycić się największymi złożami ropy.

Uspokojenie na arenie międzynarodowej powinno skutkować osłabieniem dolara, drożejącego w okresach napięć, a tym samym wpłynąć na obniżenie notowań ropy, a przynajmniej wyhamowania dynamiki wzrostu. 

Przedstawione powyżej zestawienie sugerowałoby, że możemy cieszyć się z jednych z najniższych cen paliw w Europie, gdyby nie jeden bardzo istotny fakt. Cóż bowiem z tego, że Norweg, Niemiec, Holender, czy nawet Czech Lub Węgier za litr paliwa zapłacą drożej, jeśli za średnie wynagrodzenie będą w stanie kupić go znacznie więcej niż Kowalski. I niestety nie dotyczy to tylko paliwa. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Polacy mają jedne z najtańszych paliw w Europie, ale...