Polski biznes z cyfrowym napędem

Jakie zmiany w cyfryzacji produkcji, modelach zarządzania, mentalności decydentów wymusi przemysł 4.0? Grunt, żeby polskie firmy się do nich przekonały

Pierwszą rewolucję przemysłową najłatwiej streścić słowami: „Para — buch! Koła — w ruch!”. Symbolem drugiej była umożliwiająca masową produkcję taśma w fabryce Forda. Trzecia przyszła wraz z komputerami i automatyzacją. Obecny przewrót, określany jako industry 4.0, to działające w sieciach urządzenia, roboty z podwyższonym IQ, sztuczna inteligencja. Wszystkie te innowacje, łączące świat ludzi i maszyn, zmieniają nie tylko produkcję, ale całą gospodarkę, nie wyłączając rynku pracy. Koncept przemysłu 4.0 sformułował niemiecki rząd w odpowiedzi na amerykańską politykę reindustrializacji (powrót fabryk z Indii i Chin do USA). Berlin zapowiada, że do 2025 r. ta futurystyczna wizja stanie się rzeczywistością. Czy to nie nazbyt optymistyczny scenariusz? Uczestników debaty „PB”, zorganizowanej w ramach cyklu Czas na patriotyzm gospodarczy, skoncentrowali się jednak na innych pytaniach. W jakim stopniu przewalająca się przez świat czwarta rewolucja przemysłowa zmienia polskie firmy? Na jakim etapie cyfrowej i mentalnej transformacji jesteśmy? Co państwo i prywatny biznes mogą zrobić, aby być na bieżąco z najnowszymi tendencjami w IT?

Zobacz więcej

TERAZ TECHNOLOGIE: By konkurować ze światowymi potęgami, polska gospodarka musi przejść cyfrową transformację. Bez dzielenia ryzyka inwestycyjnego przez biznes i państwo rewolucja 4.0 pozostanie tylko piękną wizją — zgodzili się uczestnicy debaty z cyklu Czas na patriotyzm gospodarczy, zorganizowanej przez „Puls Biznesu”. Fot. Grzegorz Kawecki

Daleko za liderami

Mówienie o technologicznym zapóźnieniu krajowych przedsiębiorstw nie jest przesadą. Dość wspomnieć, że na 10 tys. zatrudnionych w polskim przemyśle wytwórczym przypadają tylko 22 roboty. Wypadamy blado w porównaniu ze średnią europejską i światową (odpowiednio 77 i 66 maszyn). Wyprzedzają nas Słowacy i Czesi (88 i 82). A od Niemców (292) i Japończyków i (261) pod względem robotyzacji dzielą nas lata świetlne. Jan Staniłko, zastępca dyrektora departamentu innowacji Ministerstwa Rozwoju (MR), tłumaczył to m.in. zaszłościami z PRL i specyfiką naszego rynku po 1989 r.

— Gospodarki korzystają z najbardziej dostępnych zasobów. W Polsce są nimi ludzie. Zachód od lat zmaga się z wysokimi kosztami pracy, więc już dawno zwrócił się w stronę automatyzacji, robotyzacji, cyfryzacji. Nie można jednak uogólniać — także u nas powstają fabryki, którym śmiało można przyporządkować cyferki 4.0, lub będące blisko tego standardu — stwierdził Jan Staniłko.

Jego zdaniem, problemem nie jest dostęp do technologii i finansowania. Państwo oferuje różne formy wsparcia nawet firmom zatrudniającym 150 osób, jeśli tylko chcą się digitalizować i modernizować. Prawdziwym wyzwaniem jest natomiast wdrażanie kultury sprzyjającej zmianom. Nie chodzi tylko o najnowsze modele zarządzania. Biznes często korzysta z cudzej myśli technicznej, zamiast rozwijać własną. Także wśród menedżerów państwowych spółek widać opór przed nowym.

— Wiele polskich przedsiębiorstw nie wytwarza produktu, tylko produkuje. Oczekuje się od nich jakości, terminowości i przystępnej ceny. Dopóki mogą to osiągać bez innowacji, unikają ich. Technologii boją się zwłaszcza małe firmy — argumentował przedstawiciel MR. Piotr Dytko, prezes KGHM Cuprum, potwierdził, że największe bariery tkwią w mentalności kadry kierowniczej. Jego zdaniem, sektor MSP, którego najbardziej to dotyczy, powinien być zachęcany do zmian 4.0. Szef badawczo-rozwojowego ramienia miedziowego giganta z nadzieją patrzy na ustawy o innowacyjności. Zachwala zwłaszcza zwiększenie do 100 proc. ulgi podatkowej na działalność B+R.

— Jeśli wychodzi jeden innowacyjny projekt na 10, to już jest duży sukces. Dlatego konieczne jest współdzielenie ryzyka przez państwo — powiedział Piotr Dytko. Jan Staniłko dodał, że powinniśmy skopiować niemiecki model, w którym duże koncerny, wsparte w działalności badawczo- -rozwojowej przez państwo, później dzielą się know-how z mniejszymi podmiotami. To przykład patriotyzmu gospodarczego w praktyce.

Kompleksy? Bez przesady!

Mariusz Golec, prezes Wieltonu, przyznał, że choć jego firma korzysta z 20 robotów, wciąż jest na etapie rewolucji 3.0. Pozycja trzeciego producenta naczep, przyczep i zabudów samochodowych w Europie jednak zobowiązuje. Spółka z Wielunia szykuje się na duży krok w stronę przemysłu 4.0, który w jej przypadku będzie oznaczał pełną integrację narzędzi teleinformatycznych. Na marginesie: to częsta bolączka naszych przedsiębiorstw — jeśli nawet dysponują zaawansowanym sprzętem i oprogramowaniem, nie zawsze rozwiązania te są wystarczająco skomunikowane, by dało się wykorzystać ich wszystkie możliwości. Szef Wieltonu nie ma jednak kompleksów. Zwiedził wiele fabryk liderów swojej branży w starej Unii i USA — tamte zakłady w technologiach nie dorównują jego przedsiębiorstwu. Co mogłoby przyspieszyć wdrożenia IT w polskiej spółce? — Gdzie nam się równać do gigantów w rodzaju Orlenu i KGHM. Spółki z dłuższą historią mają większy kapitał na długofalowe inwestycje. My bardziej musimy skupiać się na teraźniejszości — powiedział Mariusz Golec. Długi staż na rynku nie zawsze jest atutem. Zwrócił na to uwagę dr Grzegorz Kądzielawski, wiceprezes Grupy Azoty, której historia sięga 1927 r., gdy prezydent Ignacy Mościcki postanowił zbudować Państwową Fabrykę Związków Azotowych. Niektóre instalacje chemicznego potentata są tak stare jak całe przedsiębiorstwo, jest więc pole do twórczych rozwiązań.

— Tradycja nie przeszkadza w otwieraniu się na technologie. Przeciwnie: wymusza inwestycje i wdrożenia. Dlatego nawet w starych instalacjach przemysłowych wprowadziliśmy systemy predykcyjne — narzędzia z dziedziny sztucznej inteligencji ostrzegają o awarii, która może nastąpić za kilka minut. Ułatwia to zarządzanie zakładem — pomaga dbać o bezpieczeństwo i kierować moce produkcyjne i ludzi tam, gdzie ich najbardziej potrzeba — wyjaśnił Grzegorz Kądzielawski.

Mirosław Gilarski, prezes spółki PKP Telkol, na przykładzie kolei wytłumaczył rolę państwa w cyfryzacji gospodarki. Na początku transformacji ustrojowej gałąź ta była traktowana po macoszemu, zakręcono jej kurek z pieniędzmi, co skutkowało degradacją dworców, taboru i innych zasobów. W ostatnich latach karta się odwróciła. Znów są fundusze, więc transport kolejowy wraca na tory innowacji i rozwoju, nadrabia stracony czas i zaległości wobec Zachodu.

— Stoimy przed historyczną szansą — modernizacji, która przeniesie nas w XXI wiek. Rozwijamy kolej dużych prędkości, chcemy wdrożyć na dworcach system dynamicznej informacji pasażerskiej, w którym ludzki głos zastępuje syntezator mowy. Dzięki analizie dużych zbiorów danych możemy wymieniać się informacjami z policją, zarządcami autostrad i publicznego transportu, a także współpracować z samorządami w ramach projektów smart city — powiedział Mirosław Gilarski.

Inteligentne kadry

Są pieniądze na innowacje, państwo wspiera biznes, centra badawczo-rozwojowe kwitną. Co więc oprócz barier mentalnych hamuje pociąg, który nazywamy przemysłem 4.0? Zagrożeniem jest brak ludzi o odpowiednich kwalifikacjach. Grzegorz Kądzielawski przytoczył analizy, według których dwie trzecie dzisiejszych przedszkolaków będzie pracowało w zawodach, których jeszcze nie ma. Już teraz brakuje tysięcy inżynierów, programistów, analityków zbiorów danych, a także menedżerów z odwagą i wizją. To już jednak temat na zupełnie inną debatę.

Nie stygmatyzujmy polskich przedsiębiorstw. Prawda, mamy duże zaległości w stosunku do zachodnich spółek. Kiedy jednak one zaczynały przygodę z wolnym rynkiem, a kiedy my? Jesteśmy dopiero na początku drogi. Ważne, że państwo nie tylko mówi, że wspiera firmy z pomysłami, ale rzeczywiście to robi.

Mariusz Golec, prezes Wieltonu

Jeśli nie dziś, to kiedy? Państwo włączyło innowacyjnym firmom zielone światło. Mamy zasoby, by skrócić technologiczny dystans do krajów Zachodu. Przykładem jest kolej dużych prędkości — dzięki sztucznej inteligencji zwiększy się liczba pociągów na polskich torach, będą jeździły w mniejszych odległościach od siebie i z minimalnym udziałem czynnika ludzkiego.

Mirosław Gilarski, prezes PKP Telko

Rewolucja 4.0 to zarówno szansa, jak i konieczność. Inteligentne rolnictwo używa mniej nawozów lub zupełnie innych. Moglibyśmy obrażać się na rzeczywistość, ale nie — wchodzimy w precyzyjne nawożenie, badania gleby, doradztwo. Wsparcie finansowe producentom rolnym nie wystarczy, więc oferujemy im możliwość przetestowania niektórych rozwiązań.

dr Grzegorz Kądzielawski, wiceprezes Grupy Azoty

Im większe przedsiębiorstwo, tym trudniej mu się przestawić na tory innowacyjności. Przykład: polskie korporacje wdrażają systemy IT renomowanych światowych potęg, a lekceważą równie dobre i tańsze oprogramowanie krajowych producentów, w tym start-upów. Nawet nie chcą wypróbować tych rozwiązań. To zaprzeczenie patriotyzmu gospodarczego.

Jan Staniłko, zastępca dyrektora departamentu innowacji Ministerstwa Rozwoju

Dużo już się zmieniło, nawet w mniejszych firmach, dla których ryzyko inwestycyjne jest największe. Bez ogromnych dotacji często podmioty te nie porywałyby się na wdrożenia. Niezbędne jest też wsparcie centrów badawczo-rozwojowych, start-upów, a także programów doktoratów wdrożeniowych. Te inwestycje niechybnie się zwrócą.

Piotr Dytko, prezes KGHM Cuprum

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Patronat honorowy

Partnerzy

Partnerzy debaty tematycznej Finansowanie 4.0

Partnerzy debaty tematycznej Przemysł 4.0

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Patriotyzm gospodarczy / Polski biznes z cyfrowym napędem