Prokuratura: referencje nie są dokumentem

opublikowano: 18-07-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Referencje nie są dokumentem, dochodzenia nie będzie - uznali śledczy badając zawiadomienie ZUS. Chodziło o budzące wątpliwości referencje Comarchu w przetargu na utrzymanie KSI.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Jak prokuratura doszła do wniosku, że referencje nie są dokumentem
  • Jak na postanowienie prokuratury zareagował ZUS
  • Jak prawnicy oceniają wnioski prokuratury

W połowie marca informowaliśmy o zawiadomieniu, jakie ZUS złożył do prokuratury w sprawie przetargu na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego (KSI). Zakład opisał w nim, jak wezwał Comarch do uzupełnienia i wyjaśnień w sprawie listów referencyjnych nr 1, 2, 3, 4. Wskazał, że zawierają podpis elektroniczny jednego z pracowników Comarchu oraz znaki graficzne podpisów odręcznych, które jednak nie były ani podpisem elektronicznym, ani odręcznym. ZUS powziął wątpliwości, czy referencje zostały wystawione w oryginale w postaci elektronicznej, czy też zostały sporządzone w formie pisemnej poprzez złożenie na nich odręcznego podpisu osób upoważnionych do ich wystawienia. Zlecone przez ZUS opinie biegłych z zakresu informatyki nie dały jasnej odpowiedzi w sprawie pochodzenia podpisów/znaków graficznych. ZUS uznał, że sposób sporządzenia referencji przez Comarch może nosić znamiona ich przerabiania w rozumieniu art. 297 § 1 i 270 § 1 Kodeksu Karnego (KK) i złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Zaskakująca konstatacja

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Żoliborz odmówiła wszczęcia dochodzenia wobec stwierdzenia, że wskazany czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego. W ocenie prokuratury listy referencyjne nie stanowią dokumentów w rozumieniu KK tj. w myśl normy przepisu art. 115 § 14.

W ZUS po zapoznaniu się z treścią postanowienia prokuratury w działach prawnym i zamówień publicznych zapanowała konsternacja. Prawnicy, z którymi rozmawialiśmy, również nie mogli ukryć zdziwienia. Ocena prokuratury oznacza bowiem, że w trakcie ubiegania się o zamówienie publiczne można składać dowolne oświadczenia i nie podlega się z tego powodu pod odpowiedzialność karną.

Przyjrzyjmy się zatem, jak decyzję uzasadnia prokuratura. Wskazuje, że zgodnie z treścią przytoczonego przepisu KK dokumentem jest każdy przedmiot lub inny zapisany nośnik informacji, z którym jest związane określone prawo, albo który ze względu na zawartą w nim treść stanowi dowód prawa, stosunku prawnego lub okoliczności mającej znaczenie prawne.

„Należy przy tym zauważyć, że mimo szerokiej znaczeniowo definicji dokumentu w polskim prawie karnym powszechnie wśród przedstawicieli doktryny oraz w orzecznictwie sądów akceptowany jest pogląd, iż dany przedmiot lub nośnik informacji musi spełniać wymóg samoistności, a więc samodzielnie, bez spełniania dodatkowych warunków i bez nadawania danemu przedmiotowi lub nośnikowi informacji dalszego biegu czy przedkładania go, stanowić dowód prawa, stosunku prawnego lub okoliczności mającej znaczenie prawne” – czytamy w uzasadnieniu.

Prokuratura przywołuje m.in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi: „Walor dokumentu nie przysługuje sporządzanym ad hoc prywatnym zapiskom, bo te bezpośrednio nie wywołują skutków w sferze prawnej, jak również nie stanowią samoistnego dowodu prawa. Nie zawierają przykładowo żadnego oświadczenia woli, które wywoływałoby skutki w sferze praw i obowiązków osoby, która takie zapiski sporządza” - brzmi sentencja wyroku.

Prokuratura przekładając powyższe na kanwę postępowania doszła do wniosku, że listy referencyjne nie są dokumentami, ponieważ brakuje im wskazanej samoistności.

„Same w sobie potwierdzają one bowiem jedynie wykonanie przez Comarch określonych usług, związanych z implementacją systemów informatycznych, co stanowi sfer wyłącznie faktów. Pisma te nie stanowią dowodu prawa ani stosunku prawnego, a ponadto same w sobie nie mają znaczenia prawnego, które mogą uzyskać dopiero w określonej sytuacji” – czytamy.

Walka do końca
Walka do końca
Oferta Comarchu, którym kieruje Janusz Filipiak, początkowo okazała się najkorzystniejsza w przetargu ZUS na utrzymanie KSI. Jednak doprowadzenie przez Asseco, kierowane przez Adam Górala, do odtajnienia dokumentów złożonych przez krakowską spółkę w przetargu uruchomiło ciąg zdarzeń, które doprowadziły do odwrócenia losów przetargu.
Marek Wiśniewski

Rzetelne, bo prawdziwe

W związku z wnioskiem, iż referencje nie są dokumentami, prokuratura stwierdziła także, że nie zostały wypełnione znamiona przestępstwa przewidzianego w art. 297 par 1 KK, który mówi o przedkładaniu dokumentów podrobionych, przerobionych, poświadczających nieprawdę czy nierzetelnych. Przestępstwo mogłoby polegać na przedkładaniu nierzetelnych pisemnych oświadczeń o istotnym znaczeniu dla zamówienia publicznego. Prokuratura wskazuje jednak, że osoby, które wystawiły kwestionowane listy referencyjne, dalej podtrzymują swoje oświadczenia, pozostając w gotowości do potwierdzenia ich jako świadkowie w postępowaniu.

Prokuratura stwierdziła też, że w jej ocenie w toku postępowania istotnie mogło dojść do nieprawidłowości, o których mowa w zawiadomieniu, jednak materiał sprawy pozostaje poza sferą prawa karnego.

ZUS złożył do sądu zażalenie na postanowienie prokuratury.

Okiem eksperta
Kontrowersyjne podejście
Jan Roliński
Adwokat, partner WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr

W postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego wykonawca zobowiązany jest przedstawiać dowody, że usługi referencyjne zostały wykonane lub są wykonywane należycie. Są nimi przede wszystkim dokumenty sporządzone przez podmiot, na rzecz którego referencyjne usługi zostały wykonane. Referencje istotnie może wystawić niemal każdy, kto ma wystarczający zasób wiedzy pozwalający uznać o należytej jakości wykonanej usługi. Zdaniem prokuratury referencje zaświadczają o pewnych okolicznościach, ale nie mają znaczenia prawnego, nie stanowią bowiem dokumentu, który może być przedmiotem np. przestępstwa sfałszowania. Jednocześnie referencje stanowią oświadczenia, które muszą zgodne z prawdą. Istotą problemu w sprawie było to, czy wątpliwości co do prawdziwości podpisu rzutują na rzetelność treści oświadczeń o referencjach. Prokuratura stanęła na stanowisku, że nie, a z racji tego, że referencje nie są przez prawo karne traktowane jako dokumenty, brak było podstaw do podejrzenia zaistnienia innego przestępstwa. To kontrowersyjne podejście jest wynikiem dość ścisłej wykładni przepisów prawa karnego. Może jednak budzić wątpliwości, gdyby rzeczywiście doszło do sfałszowania podpisów. Idąc bowiem tym tropem takie nieuczciwe zachowania nie byłyby w ogóle penalizowane, a zamawiający i inni wykonawcy byliby pozbawieni ochrony karnej przed nieuczciwą konkurencją polegającą na składaniu nierzetelnych czy wręcz fałszywych referencji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane