Stock ma grube miliony na ekspansję

opublikowano: 15-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Polski producent wódki rusza na podbój Europy pod skrzydłami funduszu CVC, który za 1 mld USD ściągnął go z londyńskiej giełdy. Przejęcie bielskiego Polmosu to dopiero początek. Firma chce podwoić skalę.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego przejęcie przez CVC jest ważne dla rozwoju Stocka
  • ile firma jest gotowa wydać na ekspansję w najbliższych latach i jakie są jej cele
  • do jakiego nietypowego ruchu doprowadziły ją podwyżki cen energii
  • w jaki sposób chce sobie radzić m.in. z regularnymi podwyżkami akcyzy
  • jaką pozycję na polskim rynku mają poszczególni producenci i marki wódki
  • dlaczego, zdaniem branżowego eksperta, produkcja wódki to atrakcyjna, ale niełatwa branża

Na polskim rynku wódki zaszła na przełomie roku kolosalna zmiana, choć niewidoczna dla konsumenta – właściciela zmieniło dwóch producentów mających mniej więcej trzy czwarte rodzimego rynku. Szczególnie głośna była repolonizacja w wykonaniu Maspexu, który zapłacił ok. 4 mld zł za CEDC (znany m.in. z Żubrówki lider rynku). Nieco w cieniu tej transakcji nastąpiło ściągnięcie z londyńskiej giełdy Stock Spirits Group (wicelider w Polsce sprzedający np. Żołądkową) przez fundusz private equity CVC Capital Partners (właściciel m.in. Żabki). Doszło do tego w listopadzie 2021 r. – po paru miesiącach rozmów – a wycena spółki wyniosła ok. 1,1 mld USD.

– Zmiany właścicielskie dotyczące największych w Polsce producentów wódki w podobnym czasie to zbieg okoliczności – zaznacza Marek Sypek, dyrektor generalny Stocka Polska.

Ujawnia plany opracowane z nowym właścicielem.

Widać efekty:
Widać efekty:
Marek Sypek podkreśla, że od czasu, gdy dołączył do Stocka, czyli od 2016 r., udział sprzedaży w Polsce w całym wolumenie grupy wzrósł z ok. 37 proc. do prawie 50 proc., a udział w polskim rynku zwiększył się z 24 proc. do ok. 32 proc. W tym czasie Stock rozwijał się także w Czechach, gdzie jest liderem z 37-procentowym udziałem, oraz na Słowacji i we Włoszech.
Piotr Wroniewicz

Miliony na ekspansję

Menedżment spał niewiele, ale w trzy miesiące od przejęcia przez CVC udało się przyjąć szczegółowy plan rozwoju do 2025 r. Planowana akwizycja Polmosu Bielsko-Biała (PBB) jest pierwszą z kluczowych inwestycji, które w nim przewidziano.

– Przyglądamy się jeszcze kilku europejskim producentom alkoholi. CVC chce stworzyć ze Stocka europejską grupę i w ciągu 3-5 lat podwoić skalę biznesu i jego wartość [w roku obrotowym zakończonym we wrześniu 2020 r. grupa miała 341 mln EUR przychodów przy 71 mln EUR skorygowanego zysku EBITDA – red.]. Jestem przekonany, że w kolejnych latach będziemy rosnąć szybciej niż dotychczas i osiągniemy ten cel. Na rozwój na obecnych i nowych rynkach geograficznych jesteśmy gotowi wydać nawet setki milionów euro. Niewykluczone, że jeszcze w tym roku ogłosimy kolejne przejęcie, ale na szczegóły jest za wcześnie – ujawnia Marek Sypek.

Przejęcie PBB Firma ogłosiła w lipcu i spodziewa się decyzji UOKiK w najbliższych miesiącach. W 2021 r. PBB zwiększył przychody o 36,7 proc. do 821 mln zł i podwoił zyski: operacyjny do 74,2 mln zł, a netto do 59,2 mln zł. Dopięcie akwizycji w kilka miesięcy to - zdaniem prezesa - świetny przykład sprawnego działania. Stało się możliwe dzięki CVC.

– Wznieśliśmy kompetencje zarządcze w spółce na wyższy poziom i mamy zapewnione finansowanie rozwoju. CVC jest gotowe sfinansować racjonalne biznesowo i perspektywiczne inwestycje, ponieważ zależy mu na budowie wartości grupy. Wcześniej było o to trudno, a teraz nie musimy już się zastanawiać, czy wystarczy nam gotówki, czy dostaniemy kredyt, czy inwestorzy spojrzą na transakcję przychylnym okiem – tłumaczy szef Stocka Polska.

Menedżer podkreśla też inne korzyści płynące ze zmiany właścicielskiej.

– Po pierwsze, dotychczas byliśmy spółką brytyjską, a po transakcji staliśmy się firmą polską – od lipca główne biuro grupy działa w Warszawie. Nie musimy już za każdym razem czekać na zgodę z Londynu, tylko podjętą wieczorem decyzję możemy wdrażać następnego dnia rano. Ta elastyczność pomaga w zarządzaniu biznesem i szybkim reagowaniu na rynkowe zmiany – wyjaśnia Marek Sypek.

Po drugie, jako spółka publiczna Stock musiał przedstawiać plany z półrocza na półrocze i relacjonować ich realizację. Teraz może skoncentrować się na budowie długoterminowej wartości spółki.

Wzrost w trudnych warunkach

Firmie trudno będzie rosnąć organicznie, bo konsumpcja wyrobów spirytusowych w Polsce spada co roku o kilka procent. Wzrost wartości rynku wynika, jego zdaniem, z podwyżki akcyzy (w tym roku o 10 proc., w latach 2023-27 co roku o 5 proc.) i wprowadzania innych podatków, jak np. tzw. opłata małpkowa, obowiązująca wyłącznie w naszym kraju.

– W Polsce na preferencyjnych warunkach działa tylko branża browarnicza – akcyza na piwo jest kilkakrotnie niższa niż na każdy inny alkohol, w tym cydr promowany przecież jako polski produkt. W efekcie w 2020 r. w Polsce sprzedawano średnio 17 mln półlitrowych piw dziennie. Jeśli utrzyma się obecny wzrost cen, powodowany głównie zwiększeniem obciążeń podatkowych, przeciętna 0,5-litrowa butelka wódki będzie niedługo kosztować ok. 50 zł. Trudno w takich warunkach zwiększać sprzedaż – uważa menedżer.

20 lat temu ok. 65 proc. konsumpcji alkoholu w Polsce przypadało na wyroby spirytusowe. Obecnie to ok. 30 proc., a 65 proc. to piwo.

Marek Sypek
dyrektor generalny Stock Polska

W ocenie Stocka wzrost cen wódki w wyniku podwyżki akcyzy stymuluje szarą strefę. Jeszcze w 2020 r. przedstawiciele branży oceniali jej wartość na 2-4 proc. rynku, a obecnie nawet na 8-10 proc.

– Na bieżąco obserwujemy sprzedaż w handlu tradycyjnym i widzimy, że rotacja na półkach we wschodniej Polsce jest o kilkanaście procent mniejsza niż rok temu. Ilość nieopodatkowanego alkoholu sprowadzanego z Białorusi i Ukrainy jest ogromna, zwłaszcza że podczas wojny kontrole są jeszcze mniej szczelne – mówi Marek Sypek.

Podatki to niejedyny problem branży – bolesne są też rosnące ceny prądu i gazu. Marek Sypek podkreśla, że te media stanowią prawie 30 proc. kosztów produkcji wódki. W efekcie koszty Stocka wzrosły w pierwszym półroczu łącznie o ponad 30 proc. i po raz pierwszy w historii firma musiała podnieść ceny produktów w połowie roku.

Przejęcia, inwestycje i rozwój oferty

Rosnąć da się jednak nawet w trudnych warunkach. Stock ma na to trzy pomysły. Pierwszy to przejęcia. Wybór PBB był nieprzypadkowy – od 2018 r. bielski Polmos zwiększył udział w rynku z 1,2 proc. do 4,2 proc., a swojej marki Biały Bocian z 0,4 proc. do 3,4 proc.

– Doceniliśmy kreatywność zespołu spółki, zwłaszcza że ma ona jeszcze kilka ciekawych brandów, jak Ogiński i Advocaat. Jej portfolio najlepiej pasuje do naszego – komentuje dyrektor generalny Stocka Polska.

Drugi sposób to inwestycje. Firma co roku przeznacza na modernizację fabryk kilka, kilkanaście milionów złotych, a na początku 2021 r. rozpoczęła budowę największej w grupie gorzelni w Lublinie. Będzie gotowa na początku 2023 r. Inwestycja miała pochłonąć ok. 120 mln zł, ale z powodu rosnących kosztów nakłady wzrosną o dwucyfrowy procent.

– Dzienna produkcja nowej gorzelni wyniesie 100 tys. litrów. Tego typu inwestycje zazwyczaj zwracają się po 5-7 latach i tak ma być także w tym przypadku. Nowy zakład zapewni nam większą elastyczność w przekierowywaniu towaru do różnych krajów. Produkcję prowadzimy też w Czechach, Niemczech i we Włoszech – informuje Marek Sypek.

Trzeci pomysł na wzrost to dwutorowy rozwój oferty. Stock idzie za światowym trendem sięgania przez konsumentów po produkty wysokiej jakości i na takich się koncentruje.

– Jeszcze w latach 90. przeciętny polski konsument pił czystą wódkę, żeby się upić. Obecnie wybiera trunek, który mu smakuje, żeby spożyć go do posiłku czy z jakiejś okazji. Ponadto konsumenci coraz częściej rezygnują z picia czystej wódki na rzecz koktajli, do których używa się często alkoholi smakowych. W tej kategorii produktowej mamy stabilną pozycję dzięki takim markom jak Lubelska czy Saska – mówi Marek Sypek.

Okiem eksperta
Atrakcyjna branża dla cierpliwych
Andrzej Szumowski
prezes Stowarzyszenia Polska Wódka
Atrakcyjna branża dla cierpliwych

Przejęcia CEDC i Stock Spirits wynikały zapewne zarówno z przemyślanej i pozytywnej oceny każdej z tych spółek, jak i atrakcyjności samego rynku. Polska jest największym producentem wódki w Unii Europejskiej, a z powodu wojny w Ukrainie awansowała z 4. na 3. miejsce na świecie. Polskie półki sklepowe z wyrobami spirytusowymi są bardzo bogate – każda licząca się na świecie marka chce się na nich znaleźć. Rośnie znaczenie brandów premium oraz takich trunków jak whisky, gin i rum, ponadto powstaje wielu rzemieślniczych producentów.

Jednocześnie to bardzo wymagająca branża – daleko jej do kalifornijskiej gorączki złota, podczas której łatwo było się wzbogacić. Można stworzyć najlepszą strategię rozwoju firmy, przewidzieć treny i ruchy konkurencji, a plany rozwoju i tak przekreśli niezapowiedziana decyzja regulatora w sprawie podwyżki akcyzy albo wprowadzenia nowego podatku mimo odmiennych zapewnień. W takich warunkach szalenie trudno funkcjonować, dlatego to rynek dla odważnych, cierpliwych i konsekwentnych przedsiębiorców z doświadczeniem, umiejętnościami analizowania zmian gospodarczych i odrobiną szczęścia.

W ostatnim czasie doszło do tak wielu nieprzewidywalnych zdarzeń – pandemii koronawirusa, wojny w Ukrainie, wzrostu inflacji – że nie chciałbym spekulować co do przyszłej struktury polskiego rynku wódki. Trudno przewidzieć, jakie decyzje w zakresie przejęć będą podejmowały poszczególne firmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane