29-05-2008, 17:13
Od pewnego czasu warszawski rynek bawi się
z inwestorami jak kot z myszą. Jednego dnia daje do zrozumienia, że miałby chęć
wzrosnąć i zmniejszyć dystans do innych, mniej kapryśnych giełd. Kiedy jednak
gracze liczą już przyszłe zyski, zmienia chimerycznie kierunek i straszy
spadkiem, budząc z kolei nadzieje giełdowych niedźwiedzi. Te jednak okazują się
płonne, bo zaraz potem następuje odbicie. Bilans wychodzi zatem na zero, a
ponieważ wszystkie te wzloty i upadki odbywają się w bardzo wąskim przedziale,
zyski księgują jedynie biura maklerskie.